Facebook Google+ Twitter

Zestresowany uczeń to paranoja w oświacie

Specjaliści od lat alarmują, że w polskiej szkole źle się dzieje. Profesor Uniwersytetu Stanforda Philip Zimbardo w rozmowie z „Rzeczpospolitą” bije na alarm: młodzież zmaga się z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi.

Kiedy kilka lat temu zapisywałem syna do świetlicy szkolnej powiedziałem, że jak syn będzie rozrabiał to go w ucho i się uspokoi. Moje słowa spotkały się z ogromną dezaprobatą u nauczycielek. Tak nie można – przekonywały.

Szkoła w III RP została pozbawiona całkowicie autorytetu. Zaś rodzice dyktują szkole co ma robić. I jak w takiej niestabilnej sytuacji ma kształtować się charakter dziecka? Depresja to po prostu droga ucieczki.

Swoją edukację rozpoczynałem w 40-osobowej klasie. I nauczycielka dała radę nie tylko nas uczyć ale i utrzymać w ryzach. Dzisiaj taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Nie wyobrażają jej sobie ani rodzice ani pedagodzy. Rodzice są coraz bardziej świadomi swoich praw, i domagają się od szkoły ich respektowania. Natomiast szkole odebrano narzędzia do realizacji procesu wychowawczego. A dzisiaj to właśnie rodzice oczekują, aby ich pociechy były przez szkołę wychowywane. W ten sposób zrzucają winę swojej wychowawczej nieudolności na system oświaty.

Profesor Philip G. Zimbardo w czasie seminarium Warszawie (GPW, 07.04.2009) / Fot. Jdec (wikipedia)Od najmłodszych lat dziecko jest wpychane w systemowy wyścig szczurów. Rodzicielskie oczekiwania sukcesów edukacyjnych rosną z roku na rok. Dziecko, które ich nie spełnia wpada w depresję. Zimbardo przekonuje, że każdy ma jakiś talent, coś do zaoferowania społeczeństwu. Wystarczy tylko dostrzec. Nauczyciel może dostrzec talenty każdego ucznia, pod warunkiem, że dzieci nie jest zbyt wiele w klasie. I pod warunkiem, że program z którego realizacji jest rozliczany nie będzie przeładowany. Jednak, by zapobiec ew. depresji dziecko powinno być wspierane również w środowisku rodzinnym. A dzisiaj to rodzice mają coraz mniej czasu dla swoich pociech.

I można powiedzieć, że wszystkiemu są winne pieniądze, a raczej ich brak w oświacie. Bo więcej pieniędzy to liczniejsza kadra pedagogiczna, więcej kameralnych klas, więcej zajęć dodatkowych pozwalających na odkrycie talentów uczniów w dziedzinach pomijanych w podstawie programowej szkoły. W końcu, to zajęcia rewalidacyjne i wyrównawcze, w których słabsi uczniowie nadrabiają braki. A jest jak jest, czyli lepiej to już było. Smutne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

A kiedy było dobrze ? , zawsze coś będzie komuś nie pasować . Kto jest kim , kto ma czuć respekt przed kim , kto nauczać a kto słuchać. ? Stres jest codziennym bywalcem każdego kto pracuje , uczy się itd. Niema lekko..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swoją edukację rozpoczynałem w 40-osobowej klasie. I nauczycielka dała radę nie tylko nas uczyć ale i utrzymać w ryzach- więc dlaczego teraz jest inaczej? Dlaczego w dzisiejszej szkole źle czuje się nauczyciel i uczeń?
Panie Krzysztofie- litości!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proponuję przebadać nauczycieli w kierunku depresji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaczyna się od palnięcia w ucho, a kończy się na trotylu. Trzeba mieć anielską cierpliwość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.