Facebook Google+ Twitter

Zezem z półobrotu, czyli jak dobrze, że zwierzęta nie mówią

Taki jest ten świat, że prawie każdy żywy organizm jest elementem łańcucha pokarmowego. Zabijanie w celu przeżycia jest odwiecznym prawem natury, akceptowanym także przez największe religie. Ale to jedna strona medalu. Jest jeszcze druga.

Co mógłby nam powiedzieć ten karp? / Fot. Stefan GórawskiLudowe przekonanie, że w wigilijną noc zwierzęta potrafią mówić ludzkim głosem jest bardzo stare i bardzo piękne jednocześnie, bo w jakiś sposób zmniejsza dystans między człowiekiem, a jego mniejszymi braćmi. W tym micie, zabobonie czy jakbyśmy go jeszcze inaczej nazwali jest jednak jakiś przekaz, że zwierzęta mają – choć rzadko – coś z nas. Szkoda, że w dzisiejszym zracjonalizowanym świecie już w zasadzie nikt nie wierzy, iż choć raz w roku odzywają się one do siebie w języku ludzi, przestrzegają przed czymś swoich gospodarzy, że… Ale, ale. Czy naprawdę szkoda?

Oczami karpia

Popatrzymy na to najpierw z punktu widzenia karpia. Rośnie sobie taki karpik, później karp w stawie. Mija rok, dwa lata, siedem lat, i nadchodzi czas, kiedy ma się spełnić jego przeznaczenie. Umrzeć musi każdy, karp też, ale czy przed śmiercią musi męczyć się wrzucony w stos współbraci do małej wanny, by później trafić do plastikowej torby, w której pozostaje tylko bezradne i rozpaczliwe rzucanie się w ostatnich już odruchach życia? Umieranie przez uduszenie to ponoć jeden z najgorszych sposobów śmierci, więc po co fundujemy ją stworzeniom, które – jak my – odczuwają cierpienie i ból?

Oczami zająca

A teraz punkt widzenia na przykład jelenia. Albo nie – zająca. Żyje sobie zajączek, później zając i też pewnie wie, czy raczej czuje, że nie dla niego prawo do naturalnej śmierci, więc przyjdzie dzień, kiedy będzie musiał złożyć swoje zajęcze życie na ołtarzu własnego przeznaczenia. Ale gdyby taki zając rozumiał świat w naszych kategoriach i raz w roku mógł wyrazić swoją opinię o nim, to pewnie trudno byłoby mu zrozumieć, że kiedy zbliża się dzień Bożego Narodzenia, kiedy Bóg schodzi do człowieka otoczony zwierzątkami, kiedy nawet ludzie w uniesieniu śpiewają „bydlęta klękają...”, to właśnie wtedy zorganizują też na niego... polowanie. Wigilijne oczywiście. A takie właśnie wigilijne strzelania są ostatnio bardzo modne w kołach myśliwskich. Na łączenie jednego z drugim na pewno za mały jest nie tylko zajęczy łeb, tym bardziej, gdyby założyć, że taki zając (dzik, sarna, kuropatwa...) wie, że człowieka z flintą nie przywiódł do lasu głód.
Z zasady jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek zabijania dla przyjemności (wiem, mało męskie), ale od biedy mogę jeszcze zrozumieć ten sport (tzn. myśliwstwo), kiedy nie ma na siłę dobudowywanej ideologii (że, to szlachetne, romantyczne i takie srutu tutu). Po prostu: lubię strzelać i już – niech powie jeden z drugim. Ale wigilijne polowania? Jak każde inne może zakończyć się okaleczeniem zwierzęcia, któremu czasem uda się gdzieś zaszyć i przeżyć, czasem dzień, dwa, a może i wylizać się z ran. Ale po co takie cierpienia zadawać w imię i w czasie najradośniejszego święta?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Przedświatecznym cierpieniem karpii interesuję sie od dawna, cieszę sie, że od kilku lat porusza sie ten temat. Świetnie, że autor artykułu okazuje taka wrażliwośc na cierpienie zwierząt. Ryba to też zwierzę, czujące ból i stres, choć, my, ludzie wolimy o tym nie pamiętać. Co to za tradycja, jeśli okupiona jest bólem tysięcy żywych istot.
Pieknie Pan to ujął, że Jezus przyszedł na świat w otoczeniu zwierząt. Czytając tekst, czułam solidarność z każdym Pana słowem.
Serdecznie gratuluję! Proszę o więcej takich artykułów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyjmij plusa; nie chcę czytać:(
Pragnę mieć radosne Święta - czego i Tobie życzę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) nie będę miała karpia na stole, zjem fasolę (białą i czerwoną), suszone owoce i takie inne...

a o tych polowaniach w Wigilię myślę tak samo, pozdrawiam:>

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.12.2008 00:02

Dziękuję. Rozumiem, chociaż nie spotkałem się jeszcze z podobnym postępowaniem... Nie spotkałem, lub nie zauważyłem... :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nocny_Marku,
chodzi o to, że odłowione ze stawu karpie są przewożone na targowiska, a tam wrzucane do małych pojemników (wanny, miski, wiadra...), gdzie zaczyna się ich agonia. Nie jest rzadkością widok martwych już ryb, które w takich warunkach po prostu duszą się właśnie. Ale wiele żywych czeka jeszcze najgorsze – podróż do domu konsumenta. Bardzo często zostają wrzucone do plastikowej torby, później np. do samochodowego bagażnika by po kilku dopiero godzinach trafić do wanny, którą wspominasz. Często jednak nie trzeba ich zabijać, bo już nie żyją. I przeciwko takiej śmierci jestem przeciw.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.12.2008 21:41

(+) Zgadzam się z autorem. To oczywiste.
Jestem jednak zaskoczony, czytając o "śmierci karpi przez uduszenie" Proszę mi wybaczyć moja niewiedze. Opieram się jedynie na wspomnieniach oraz warunkach, w których żyję dzisiaj. Pamiętam, z czasow mojego dzieciństwa, pływające w wannie karpie. Żywe... Uśmiercał je mój ojciec, jednak szybko i, prawdopodobnie, bezboleśnie. W Niemczech wigilijny karp nie jest tak popularny jak w Polsce. Kupuje go również żywego i pływającego. Sprzedający przejmuje nieprzyjemny obowiązek uśmiercenia i wypatroszenia. Ten proceder trwa kilka minut i jest wykonywany na zapleczu sklepu. Nie ma tu miejsca na "śmierć przez uduszenie"... Wyjaśnij mi to, proszę...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miłe Panie (tak się złożyło, że tylko panie – przynajmniej dotychczas – zabrały tutaj głos),

Ja też nie jestem wegetarianinem, rozumiem więc, że czasem trzeba zabijać, ale po co robić to tak okrutnie i po co wiązać z najważniejszymi (najświętszymi) sprawami? I czyż nie ma jednak obłudy w fakcie, że za katowanie psa czy konia można trafić do więzienia (choć oburza nas sposób w jaki zabija się psy w Wietnamie czy Chinach), a aprobujemy zupełnie niczemu nie służące bestialstwo (jednak!) wobec ryb na przykład? Co za problem wprowadzić przepisy, żeby nie trafiały one żywe na stragany?
Opowieść przytoczona przez Barbarę jest rzeczywiście ładna, choć ckliwa nieco. Ale to jest tylko baśń, natomiast pewne rzeczy, przy dobrej woli i bez straty dla nikogo, mogą stać się realne

PS. Magdaleno, dzięki :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ ja także będę miała na stole rybę. Czy uda mi się zdobyć karpia, to akurat tego jeszcze nie wiem. Gdyż tutaj jest to bardzo rzadka ryba,i tylko na specjalne zamówienie.
pozdrawiam i udaję sie właśnie na jej poszukiwanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja nie odmowie sobie zjedzenia karpia, jak i przyjemnosci czytania artukulow tego Autora :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla wszystkich przyjaciół karpia :)
http://pl.youtube.com/watch?v=GPc_ws7ptHM

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.