Facebook Google+ Twitter

Zezem z półobrotu, czyli krótko o parytetach

W seksie, za normę uważa się każde zachowanie, także takie, gdy pojawia się zdecydowana dominacja jednego z partnerów, nawet klaps czy fizyczne skrępowanie. Ale domowe relacje, kiedy para dzieli swoje obowiązki na damsko - męskie, są już be.

Ostatnio znowu sporo słyszę o parytetach, które mają rzekomo wyrównać szanse kobiet i mężczyzn w niektórych obszarach życia, szczególnie w takich formach aktywności społecznej, jak polityka. Być może doczekamy czasów, kiedy stanie się on obowiązujący, ale dla mnie parytet jest czymś zupełnie bezsensownym, co w gruncie rzeczy przyniesie skutek odwrotny od oczekiwanego.

O czym świadczy parytet?

Nie mam nic przeciwko temu, żeby kobiety zdominowały politykę, ale tylko wtedy, kiedy (w swojej masie) będą tego chciały, będą do tego kompetentne i otrzymają stosowną liczbę głosów. Nigdy nie miałem zahamowań przed oddaniem swojego głosu na kobietę, zrobiłem tak też podczas ostatnich wyborów, ale nie dlatego, że kandydatem była kobieta, ale że wydała mi się najlepszym kandydatem, przez to, co sobą reprezentuje.

A co nam da parytet? Ściślej mówiąc, co da kobietom? Złośliwi czy seksiści i tak będą mogli powiedzieć czy pomyśleć wtedy, że „znalazła się w Sejmie, Senacie, jest ministrem czy szefem tylko dlatego, że jest... kobietą; że zabrała miejsce komuś lepszemu, że ktoś musiał jej ustąpić, bo urodził się facetem”. I to parytet właśnie podzieli na lepszych i gorszych różne mniej lub bardziej szacowne grona. A może i odbierze satysfakcję komuś, kto bez niego sobie radzi?

Zresztą „pójście w parytety” zaprzecza równości właśnie, bo wskazuje, że szansę trzeba dawać administracyjnie, tworząc prawne ułatwienia. A komu się ułatwia? Słabszym, skrzywdzonym… Jest także niebezpieczne z tego powodu, że pociągnie za sobą kolejne. Bo skoro w parlamencie ma być 50 pocent kobiet (a dlaczego nie 52, skoro taką mniej więcej część społeczeństwa stanowią), to kiedyś swoje 30 procent będą chcieli mieć blondyni, a o działkę upomną się jeszcze niscy, wysocy, homoseksualni, biseksualni, mańkuci, łysi...

Wiem, trochę się zagalopowałem, ale chyba nie aż tak bardzo i wracam już do zupełnej powagi. Czy jest do pomyślenia, żeby w jakimś kraju wprowadzić parytet rasy? Oczywiście, że nie, bo to byłby rasizm, dyskryminacja… Przecież wszyscy jesteśmy równi, bez względu na kolor skóry. No, jesteśmy, a ze względu na płeć to już nie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jolu, dzięki. Mam nadzieję, że to przekonanie przetrwa jeszcze choć kilka pokoleń, a później niech juz będzie potop albo totalne równouprawnienie (na jedno wychodzi.) ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gwiazdki za... przypomnienie, co stanowi urodę tego świata. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.