Facebook Google+ Twitter

Zezem z półobrotu, czyli o kryzysie, (nie)chceniu i viagrze

Słowem „kryzys” obraca się w każdy możliwy sposób: nie da rady, bo kryzys; trzeba czekać, bo kryzys; nie teraz, nie można, absolutnie, rozumiem, ale… I za każdym razem, jak kropka na końcu zdania, pada magiczne dziś słowo „kryzys”.

Przez kryzys nie będzie także autostrad, nie można dać podwyżki, trzeba wstrzymać inwestycję, obciąć dotację, zabrać dotację, nie przyznać kredytu, przesunąć termin…

Odnoszę wrażenie, że czasem jest to jednak tylko łatwe usprawiedliwienie, żeby przykryć lenistwo, złą wolę albo i nieudolność. Naraz wszystkich dotknął kryzys, także tych, których nie dotknął. Rozszerza się na wszystkie strony jak jakaś pandemia, a szczepionki wciąż brakuje. Leków zresztą też. Zaraz, zaraz… A może nie zawsze chce się je wyjąć z podręcznej apteczki? Nie przeczę, że ogólnie sytuacja jest trudna, wiem, że niektóre plany trzeba przez to weryfikować, z pewnych rzeczy rezygnować, chociaż…

Nie wiem czemu, ale rozważając wszystkie kryzysowe i „kryzysowe” uwarunkowania przypomniał mi się stary, zasłyszany kiedyś dowcip: Przed położeniem się do małżeńskiego łoża mężczyzna przepoławia tabletkę viagry.
- Co robisz? – pyta zdziwiona małżonka.
- Dzielę tabletkę na połowy – słyszy w odpowiedzi.
- Ale dlaczego? – pyta znowu.
- Bo ja kochanie to dzisiaj chcę cię tylko pocałować – wyjaśnia mąż.

Jak by nie było, to też objaw kryzysu. I odnoszę wrażenie, że tłumaczenie podobne, jak w odniesieniu do sytuacji w gospodarce i różnych innych obszarach życia społecznego, gdzie wszystko ma wyjaśnić słowo – wytrych: kryzys. No bo po pierwsze - w ekonomi i seksie - to przede wszystkim trzeba chcieć chcieć. A jak się nie chce chcieć, to… To w ekonomi też jak w seksie właśnie: klapa. Kropka.

Czasem odnoszę wrażenie, że – jak w przytoczonym dowcipie – wielu tak naprawdę nie ma ochoty na nic więcej, niż to co można przykryć „kryzysem”, czyli na ekonomiczno-budżetowy pocałunek. Tylko co może być ekonomiczną viagrą i co zrobić żeby szafujący dziś kryzysem – nie zadowalając się buziakiem – zdecydowali się pójść na całość? Tego nie wiem. Szkoda, bo odpowiedź warta pewnie Nobla.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Dobre to!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każdy z nas przechodzi chwilowy kryzys, najczęściej w połowie drogi lub tuż przed metą.
Jeśli znajdzie się bodziec / najcześciej zagrożenie - atakujący bulterier/, następuje natychmiastowa regeneracja, a wręcz niespotykany przypływ energii i jesteśmy już na szczycie.

moim skromnym zdaniem tym bodźcem będzie powódź, bo po niej potrzebne będzie wszystko,
od przysłowiowej podpaski do jachtu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja pamiętam euro po 4,60 i to dopiero były czasy ;) ,no ale jak kryzys to może część podatkow przestaniemy płacić np. taki podatek drogowy i akcyze ,bo jak nie będzie autostrad to po co im ta kasa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ ...nie, bo mnie boli głowa... - :), bo zupa była za słona, bo nareszcie mozna wszystko zwalić na "czynniki obiektywne".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.