Facebook Google+ Twitter

Zezem z półobrotu, czyli Polska Rzeczpospolita Podsłuchowa

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-06-24 00:11

Kolejne odcinki z podsłuchów polityków racjonowane przez popularny tygodnik przyjmuję z zażenowaniem albo ambiwalencją. I niewiele mnie w tym wszystkim dziwi, poza jednym – że tak dużo ludzi dostrzega w tej tej metodzie "źrenicę wolności".

Trzęsienia ziemi nie ma, ale...
Afera lekko zachybotała naszą sceną polityczną, sprawiając tymczasem zawód tym, którzy chcieliby, aby nią trząchnęła, przewróciła do góry nogami. Wielu nie może ukryć rozczarowania, że elektorat, niekiedy i przez polityków zwany elegancko narodem, już uodpornił się na takie "rewelacje". Cóż bowiem może zaskoczyć po taśmach Begerowej, aferze hazardowej i wielu innych podsłuchach rozmów tak zwanych VIP-ów reprezentujących zresztą różne partyjne opcje? Niewiele. Cieszyć powinno mnie jedno: oburzenie tylu publicznych osób na fakt, że w "zaciszu" restauracji czy podobnych miejsc rozmawia się jak rozmawia, czyli językiem dalekim od używanego na dyplomatycznych rautach, podczas telewizyjnych wywiadów albo przemówień. Toż miodem na serce jest świadomość, że cała opozycja, oburzeni dziennikarze i inni komentatorzy, zawsze i wszędzie mówią prawdę i według najlepszych językowych wzorców. Oni nigdy nie zająkną się złym słowem o swoim pryncypale, nie pomyślą (a przynajmniej o tym mnie powiedzą) o żadnym kombinowaniu by przeforsować taką czy inną sprawę. Nie ma oczywiście mowy, żeby zaśmiali się z seksistowskiego dowcipu ani jakiegokolwiek, który naruszałby polityczną poprawność... Jeśli wybuchają śmiechem to tylko z żartu o złej teściowej, ale żeby z geja, feministki albo Żyda czy Murzyna? Nigdy! A wulgarnie coś skomentować? W życiu! Przypuszczam, że oni nawet nie wiedzą, że cholera – poza chorobą – ma inne znaczenie i gdzieżby kiedyś z ich ust spłynęło słowo dupa? Zamiast tej ostatniej okropności powiedzą na przykład końcówka układu pokarmowego. Nawet, kiedy trzeba w nosie podłubać, to tylko pęsetą i w sterylnych rękawiczkach.

Co naprawdę odkryła afera?
Zapyta ktoś z czego wynika moje asekuranctwo, że tylko „cieszyć powinno” zamiast cieszy? Odpowiedź jest prosta. Z niewiary, iż dotyczy to jedynie jednego politycznego środowiska. Owszem, takie wyjątki się pewnie zdarzają, ale przecież wiemy o czym wyjątki świadczą. Zatem co tak naprawdę odkryła afera? Na pewno kilka złych rzeczy, które dzieją się w elicie władzy (nie tylko aktualnej, i nie tylko jednego segmentu j koalicji), na przykład wulgarność nieprzystającą kulturalnym ludziom, ale cała sprawa obnażyła przede wszystkim obłudę. Obłudę Polskiej Rzeczpospolitej Podsłuchowej, pewnie nie jedynego zresztą takiego kraju na świecie (choć to żaden powód do satysfakcji). A afera nie pierwsza taka i, niestety, nie ostatnia. Jeśli nawet wyszłyby na jaw tak grube sprawy, które wymuszą zmianę rządu, to kolejnym zajmie się inna redakcja (redakcja?). Ta puszczona już wcześniej kula śniegowa polskiej obłudy jeszcze się trochę potoczy, jeszcze doleje oliwy do rodzimego piekiełka. I zawsze – jak liberum veto, źrenicy wolności – będą obrońcy takich metod, szczególnie skierowanych w politycznych przeciwników (kimkolwiek będą).

Kogo nagrywamy?
Z czego się śmiejecie? - pytał Mikołaj Gogol? - Z samych siebie się śmiejecie - odpowiadał.
A parafrazując słowa wielkiego pisarza stwierdzam: - Kogo nagraliście? Samych siebie nagraliście.
Mądre polskie przysłowie mówi, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Obawiam się, że ostatnimi uradowanymi z tego serialu nie muszą być Polacy (ani „prawdziwi”, ani "normalni"). I to już naprawdę nie jest śmieszne.
(Stefan Górawski)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.