Facebook Google+ Twitter

Zezem z półobrotu, czyli wcale nie cieszę się z Nowego Roku

Już niebawem, przynajmniej przez dobę, najważniejszym tematem w mediach będą relacje z powitania Nowego Roku, czyli kto pierwszy, gdzie najgłośniej, najbardziej radośnie... We mnie kołacze się inne pytanie: Z czego ci ludzie się tak cieszą?

W sylwestrową noc miliardy Ziemian, którzy żyją wg gregoriańskiego kalendarza, jak zawsze zresztą, czyli jak w każdą noc z 31 grudnia na 1 stycznia, z wielkim entuzjazmem, czasem wręcz spazmatyczną radością, przywitają Nowy Rok. Szampany, fanfary, petardy, sztuczne ognie, uściski, padanie w ramiona (czasem nieznajome), śpiewy, tańce, popijawy... Najkrócej mówiąc - ogólna radość i szczęście. Ale mnie - przekornie może - intryguje coś zupełnie innego: Z czego ci ludzie się tak cieszą?
Z tego, że trzeba dopisać sobie kolejny rok do metryki?
Że - mówiąc trywialnie - znowu (kalendarzowy) rok bliżej do śmierci? Czy nie ma w tym entuzjazmie jakiejś irracjonalności?

Przemijamy przecież...


Cieszyć się, że przemijamy? Rozumiem jeszcze kogoś, kto oczekuje, że najbliższy rok przyniesie coś wyjątkowego (wymarzoną wolność, skończone studia, rozwód...). Ale większość z nas śmiertelników tak naprawdę nie chce popędzać czasu, bo wcale nie cieszymy się, że wszystko przemija. Przeciwnie, ciągle słyszę narzekania, że „ten czas tak szybko leci”, że „upływa szybko życie”, że „nic nie może wiecznie trwać” itp. Ale właśnie w momencie, kiedy astronomiczny licznik wybija koniec następnego roku, kiedy robimy kolejny symboliczny krok ku końcu swojej ziemskiej wędrówki, wybuchamy radością, która byłaby zrozumiała w sytuacji zupełnie odwrotnej - gdyby można było przeżyć na przykład rok 2007 od początku. Trudno, w takiej sytuacji bez zastanawiania godzę się nawet na powtórkę kampanii wyborczej, serial nominacyjno-odwoławczy z wicepremierem Andrzejem L, spektakle z Anetą K. Nelly R. i Beatą S., telewizyjny show w misyjnej telewizji z jurorką Dodą, ptasią grypę i filipińskiego wirusa, znów nieudany start piłkarskich mistrzów Polski do Ligi Mistrzów… I wiele podobnych spraw, byle tylko przeżyć jeszcze raz także kilka miłych chwil z tego roku, który muszę pożegnać, choć dzisiaj nie pamiętam już (nigdy nie wiedziałem) jak wtedy układały się gwiazdy.

Czemu nie w czerwcu?


A jeśli czasem cieszę się w Sylwestra, to tylko dlatego, że mogę spędzić go w miłym towarzystwie, ale przecież takie noce mogą zdarzyć się również w lipcu, listopadzie i w każdym innym miesiącu. Właśnie, pora Nowego Roku też jest u nas taka sobie. Czy nie byłoby fajniej, gdyby inna konstelacja zaczynała początek liczenia obiegu Ziemi wokół Słońca? Przecież to wszystko jest umowne, a zapewne o wiele łatwiej, a i urokliwiej też, witałoby się kolejny rok w czerwcu na przykład. Wprawdzie w grudniu łatwiej schłodzić szampana, ale latem o ileż romantyczniej tańczyć pod rozgwieżdżonym niebem, przy akompaniamencie ptasich koncertów, obok skwierczących szaszłyków... Dobra, ale odbiegam od tematu, bo nie o termin przecież chodzi, a zrozumienie motywów tej eksplozji sylwestrowo-noworocznej radości. Czy ktoś wierzy, że kolejnych 365 dni będzie okresem szczęśliwości? Ja nie wierzę. I nie wierzę, że ktoś wierzy (przypadki kliniczne pomijam). No to jak zrozumieć ten entuzjazm towarzyszący zmianie ostatniej cyfry w kalendarzu?

Niestety, poddaję się. Dla mnie okazuje się to po prostu za trudne. Tak czy inaczej wcale nie przebieram nogami w oczekiwaniu Nowego Roku, ale skoro już musi ten rok 2008. nadejść, to niech przyniesie jak najwięcej powodów, dla których chciałoby się go zatrzymać albo przeżywać wiele razy od początku, a nie zamieniać na kolejny. Tego życzę sobie i (znowu przekornie) wszystkim Czytelnikom.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.01.2008 16:52

Zgadzam się w stu procentach.Ja również nie mam zielonego pojęcia czemu ludzie tak się cieszą z tego Sylwestra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

o + nie mogę zapomnieć
ciekawy artykół

Komentarz został ukrytyrozwiń

No ciekawie ciekawie ta a tu coraz bliżej do dnia śmierci, starzejemy się i nic po za tym ha!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za wszystkie opinie. Miło mi, że ogólnie rzecz biorąc komentarze są zgodne z moimi przemyśleniami i zawoalowana nieco kpina została odczytana właśnie tak, jak chciałem. Dziękuję też za plusy (najwięcej w całej mojej „karierze” w Wiadomościach24!).
Życzę Czytelnikom aby rok 2008 był najszczęśliwszy ze wszystkich i (jednocześnie!) żeby wydawał się ze wszystkich najdłuższy ;).

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też jestem zdania, że 31 grudnia powinno się (mówiąc może zbyt dosadnie) ewentualnie świętować radość z przeżycia i dokonań związanych z odchodzącym rokiem, a nadchodzący rok to raczej powinno się zaklinać i okadzać, bo może przynieść niejedną niemiłą niespodziankę. Faktycznie, nie ma się co cieszyć, raczej wskazana czujność. Wszak przyszłość to nieznana bestia, gatunek, który każdy z nas będzie dopiero odkrywał dzień po dniu, tydzień po tygodniu i miesiąc po miesiącu. To jednak chyba nie jest zbyt mądre wierzyć, że nowy rok będzie szczęśliwy. Będzie jak każdy inny. I tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości poszczególnych ludzi będzie zawierał różną dawkę nadziei i bólu, wiary i łez, sukcesów i załamań, zwątpień i zrywów, walki i defensywy, cierpienia i śmiechu, odpoczynku i pracy - zwykłego codziennego życia w którym "piękne są tylko chwile". (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście, radość nieco irracjonalna!

Może cieszymy się, że udało się doczekać kolejnego roku? :)) +/

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za refleksję; im więcej mamy lat, tym szybciej mijają kolejne, czym częściej wzrok pada na klepsydry... z naszej półki.
Będę obserwować przejawy amoku, wysłuchiwać pijanych ryków i cierpliwie czekać na koniec kanonady.
A potem zawieszę nowy kalendarz do którego najpierw wpiszę terminy i te de i te de i te de.
Rankiem - kawa jak w starym roku i wszystko inne też. I tylko inkasenci zostawią wyższe rachunki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
i jeszcze dodam, że czas jest owszem umowny, ale bez umowności, cezur bysmy sie pogbili, więc lepiej kiedy te granice są niz gdyby ich nie było. W tym roku jadę obserwować ludzi na Time Square, jeśli uda mi się tam dostać. Bez podniet, zwyczajnie popatrzę i podumam, z czego ci ludzie tak się cieszą:>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.