Facebook Google+ Twitter

Zgniły sojusz Paryża i Warszawy

Do Polski zawita niedługo prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Z polskim rządem dyskutować będzie o utrzymaniu wysokiego poziomu unijnych dotacji dla rolnictwa.

Nicolas Sarkozy. / Fot. EPA/Lucas DolegaSobotni „Dziennik” w tekście „Paryż proponuje nam sojusz” wypunktowuje, za ministrem rolnictwa, Markiem Sawickim, całą listę wspólnych interesów Polski i Francji w obrębie unijnej polityki rolnej. Jest to sojusz szkodliwy, wzmacniający technologiczne zacofanie Europy, pogarszający jej konkurencyjność, a nade wszystko cyniczny i promujący niesprawiedliwość, jaką jest w obecnym kształcie Wspólna Polityka Rolna.

Luksus życia w dobrobycie

Budżet Unii Europejskiej na lata 2007 - 2013 to ok. 850 mld euro. Na dopłaty związane z rolnictwem przeznaczane jest obecnie ponad 40 proc. tej kwoty. I choć w latach 80. stosunek ten wynosił nawet 70 proc., to w dalszym ciągu jest to polityka szkodliwa i nieodpowiedzialna.

Ceny żywności w Unii Europejskiej są sztucznie zawyżane tak, aby jej produkcja była dla rolników bardziej opłacalna. Sprzyjają temu zarówno dopłaty, jak i limity produkcji, które mają zapobiegać zbyt dużym ilościom produktów na rynku, czyli utrzymywać wysokie ceny. W normalnej sytuacji rolnik mógłby produkować tyle ile chce, a nadwyżkę musiałby zniszczyć, rozdać lub zjeść osobiście. Ceny regulowałaby konkurencja, byłyby więc one niższe niż obecnie, ale siłą rzeczy nie mogłyby spaść poniżej granicy opłacalności (choć zanim część rolników przestawiłaby się na inne formy produkcji, mogłoby tak być). Zmian można jednak dokonywać łagodniej.

Poza marnotrawstwem pieniędzy (o którym również dalej), taka polityka rolna ma też drugi aspekt. Afryka czy Ameryka Południowa produkuje żywność o cenach niższych od sztucznie dotowanej żywności europejskiej. Dotacje unijne są więc wyrazem olbrzymiej hipokryzji krajów rozwiniętych, które tym samym osłabiają rozwój biedniejszych państw. Nie dość, że na import żywności spoza Unii nakładane są wysokie, średnio pięciokrotnie wyższe niż na inne produkty, cła (które polski rząd chciałby jeszcze podnieść), to eksport żywności poza Unię jest dotowany tak, aby wyrównywać różnice cen (obecnie dotacje te są niższe niż kiedyś i wynoszą ok. 2 mld euro rocznie, a Unia naciskana przez Światową Organizację Handlu ma dążyć do dalszego ich obniżania od 2010 roku – Polska chce jednak przywrócić wyższe subwencje). Warto wspomnieć też, że aż 40 proc. funduszy rolnych UE rozdzielanych jest między 2.2 proc. największych gospodarstw, które trudno posądzić o zacofanie.

Wspólna Polityka Zastoju

Co również ważne, tak duże pieniądze warto przeznaczyć na badania naukowe i edukację. Strategia Lizbońska, przyjęta przez UE w 2000 roku, zakładała uczynienie Unii Europejskiej obszarem najbardziej konkurencyjnej i nowoczesnej gospodarki na świecie. Przywołuje się ją często, ale w kontekście niezrealizowanych celów Unii. W dobie gospodarki opartej na wiedzy oraz chętnie przywoływanego społeczeństwa informacyjnego, Wspólnota powinna przykładać olbrzymią wagę do innowacyjności i rozwoju nowych technologii. Szczególnie wobec wyzwań związanych z ochroną środowiska czy nowymi źródłami pozyskiwania energii, ale obszarów tych jest znacznie więcej. W dodatku żaden inny obszar niż nowe i nowatorskie technologie nie jest w stanie uczynić z Europy gospodarczego centrum świata. W tym sensie Wspólna Polityka Rolna jest wspólną polityką zastoju. Niestety, w kwestii nakładów na badania naukowe oraz szkolnictwo, w dalszym ciągu pozostajemy za Stanami Zjednoczonymi czy Japonią. A biorąc pod uwagę także szybki rozwój Chin oraz Indii, zatwardziałe dotowanie rolnictwa wydaje się wyjątkowo anachroniczne.

Całkowitym absurdem w tym kontekście wydaje się wyrażana przez ministra Sawickiego chęć płacenia rolnikom nawet nie za produkcję, a za samo posiadanie pól uprawnych. Nie dość, że nie ma to nic wspólnego z konkurencyjnością czy przedsiębiorczością zachwalaną przez Strategię Lizbońską, to wręcz promuje nieróbstwo.

Sojusz straconych szans

Zbliżające się z wielkim prawdopodobieństwem wspólne starania Sarkozy'ego i Tuska o utrzymanie dotychczasowego kształtu Wspólnej Polityki Rolnej, a nawet jej rozszerzenie, przynoszą pewien zawód. Wydawało się, że właśnie Sarkozy, przedstawiany jako rozumiejący nowoczesność liberał, byłby wreszcie w stanie zerwać ze zgubną polityką dopłat. Kraje takie jak Wielka Brytania czy Holandia, tak samo Skandynawowie, z pewnością by temu przyklasnęli. Nie wiadomo, czy przeszkadza mu w tym bardziej doraźna sytuacja (a zatem głównie Carla Bruni...) czy też brak perspektywicznego myślenia. Z drugiej strony, Donald Tusk, zapowiadający w swoim exposé przykładanie dużej wagi do rozwoju nauki i edukacji, również nie jest najwyraźniej w stanie (tak jak PSL) zdobyć się na bardziej długofalowe kroki i dokonać w Unii przełomu.

Pozostaje jeszcze jedna możliwość. Zrzucenie odpowiedzialności na urzędników w Brukseli. Byłoby to niełatwe, ale decyzje podjęte w Brukseli w wyniku rokowań z WTO, która żąda od Unii liberalizacji handlu produktami rolnymi, mogłoby być pewnym rozwiązaniem. Byłoby w tym jednak coś szkodliwego. Źle by się stało, gdyby unijne dotacje do rolnictwa upadły w atmosferze krwawych starć o nie. Sztuką jest wykazać Europejczykom, dlaczego Wspólna Polityka Rolna w obecnym kształcie jest zła. Jak zwykle – odważnych brak.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

plus za b. dobry tekst, jasno i na temat.

Dotacje, które mają chronić rolników uderzają w o wiele większą grupę - nas czyli konsumentów. Prawie w każdej gazecie można teraz znależc zestawienia pokazujące jak bardzo drożeje żywność.

Problem jest taki, że rolnicy zablokują drogi, a konsumenci nie, i to z tą pierwszą grupą liczą się politycy. U nas i we Francji.

pozdr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.