
Lądowanie historycznego bombowca B-17, tzw. latającej fortecy, na terenie wojskowego lotniska w Warszawie uznano za największą atrakcją wczorajszych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.
Po raz pierwszy wojskowy port lotniczy, na którym lądują głównie samoloty rządowe i prezydenckie, został otwarty dla zwiedzających. Organizatorami zdarzenia było Muzeum Powstania Warszawskiego oraz 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy, który zabezpiecza loty krajowe i zagraniczne prezydenta oraz członków rządu.
Miało być fajnie
Mieszkańcy stolicy, przebywający w mieście turyści, dorośli i dzieci, tłumnie udali się na Okęcie, by obejrzeć historyczny bombowiec i zobaczyć, czym latają pan prezydent, premier i reszta rządu. Specjalnie na tą okazję, 36 Pułk ustawił na płycie lotniska maszyny reprezentujące całą jego flotę: Tu 154 M, Jak – 40, M – 28 “Bryza” oraz śmigłowce: Mi – 8 (wersja pasażerska), Bell – 412 HP oraz W – 3 “Sokół”.
Rodzina i kumple królika
Oglądających oddzielały od eksponowanych maszyn barierki, za które zwykłym obywatelom i ich
dzieciom, nie wolno było wejść. Mogli podziwiać samoloty i śmigłowce z daleka. Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że na lotnisku są też "niezwykli" dorośli i dzieci, którzy byli wpuszczani za barierki, a nawet na pokłady VIP -owskich samolotów. Na pytanie, co trzeba zrobić, żeby móc znaleźć się za barierką i dotknąć latającej maszyny, panowie w mundurach informowali, że trzeba być krewnym albo znajomym pracowników pułku.
Ogromne rozczarowanie i żal tych gorszych dzieci, przekładały się na nastroje bezradnych i upokorzonych rodziców. Wielka atrakcja tego dnia obchodów, którą obok historycznego bombowca miały być maszyny transportujące polskich VIP -ów, dla wielu dzieci i ich rodziców, była gorzką lekcją porządku funkcjonującego w polskiej demokracji.
Tata gość i tata niedorajda
- Nie mogliśmy udostępnić samolotów do zwiedzania ze względów bezpieczeństwa. Do środka byli wpuszczani tylko członkowie rodzin pracowników pułku, którzy wcześniej zostali sprawdzeni przez odpowiednie służby. To są samoloty VIP -owskie i zapewnienie bezpieczeństwa przy 10 – 12 tysiącach zwiedzających byłoby bardzo trudne – powiedział nam ppłk Dariusz Sienkiewicz, szef sztabu 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.
I niby trudno się nie zgodzić z panem pułkownikiem, wszak bezpieczeństwo naszych VIP -ów leży nam na sercach. Czy jednak nie można było dołożyć odrobiny starań i zorganizować specjalny dzień, albo specjalne godziny zwiedzania prezydenckich i rządowych maszyn dla członków rodzin i przyjaciół królika? Albo przynajmniej wpuszczać to uprzywilejowane towarzystwo, gdzieś z boku, żeby nie kłuć w oczy zwykłych obywateli?
Można się domyślić, co myślą dzieci, których ojciec musi karnie stać za barierką, podczas gdy inny tatuś, czy mamusia jakoś potrafią swoim pociechom zorganizować wejście na pokład samolotu pana prezydenta...
Czy królik i jego kumple chcieliby kiedyś tego doświadczyć?