Facebook Google+ Twitter

"Ziarno prawdy" - przyzwoicie zrobione kino gatunkowe

Na podstawie fascynującej książki powstał przykuwający uwagę, wciągający od pierwszej sceny film. Niby oczywiste, a jednak rzadkie. Takim filmem jest "Ziarno prawdy" Borysa Lankosza.

Magdalena Walach i Robert Więckiewicz w scenie z filmu Ziarno prawdy. / Fot. materiał prasowyWspółautorem (wraz z Borysem Lankoszem) scenariusza tego obrazu jest autor pierwowzoru, czyli książki pod tym samym tytułem, Zygmunt Miłoszewski. W "Ziarnie prawdy" kontynuuje on swoją opowieść o prokuratorze Teodorze Szackim (w przeciwieństwie do filmu "Uwikłanie" nakręconego na podstawie pierwszej części trylogii tu znów jest on mężczyzną, z twarzą Roberta Więckiewicza), którego koleje losu (rozstanie z żoną) i zawodowe zawirowania rzucają na prowincję, do Sandomierza. Ale i tu nie uda mu się zaznać spokoju. Niebawem zetknie się z serią dziwnych zbrodni powiązanych ze sobą nie tylko przyczynowo – skutkowo, ale również obyczajowo – religijnie – historycznie. A wszystko zaczyna się od nagich zwłok Elżbiety Budnik, cenionej i lubianej w mieście działaczki społecznej, absolwentki szkoły teatralnej, szanowanej obywatelki, przykładnej (w powszechnej opinii) małżonki znienawidzonego przez społeczeństwo radnego miejskiego. Szefowa sandomierskiej prokuratury, Maria Miszczyk, grana w bardzo okrojonym przez autorów filmu epizodzie przez Iwonę Bielską, powierza sprawę wyjaśnienia zagadkowego morderstwa otrzymuje Szackiemu jako człowiekowi spoza małomiasteczkowych układów. I od tej pory ma on przeciwko sobie praktycznie wszystkich, z którymi się styka: od prokurator Barbary Sobieraj (Magdalena Walach) poprzez współpracującego z nim policjanta Leona Wilczura (bardzo dobra rola Jerzego Treli) na młodej, acz nieco zakompleksionej kochance Klarze (Aleksandra Hamkało) skończywszy. No i jest przede wszystkim morderca, który bezwzględnie realizuje swój plan z wykorzystaniem metody … uboju rytualnego i sprowadzania śledczych na błędne tory. Wyjaśnienie zagadki wymagać będzie sięgnięcia do sandomierskiej przeszłości i panujących wtedy stosunków polsko – żydowskich.

Jerzy Trela, Aleksandra Hamkało i Magdalena Walach w filmie Ziarno prawdy. / Fot. materiał prasowy"Ziarno prawdy" kręcone było niemal w całości w Sandomierzu (poza scenami w katedrze, które z powodu braku zgody sandomierskich duchownych powstały w Chełmnie) i dzięki znakomitym zdjęciom Łukasza Bielana pokazuje to miasto zdecydowanie inaczej niż robią to twórcy serialu "Ojciec Mateusz". Jest mroczno, tajemniczo, a momentami wręcz upiornie, przez co zyskuje atmosfera filmu. Ze zdjęciami współgra muzyka Abela Korzeniowskiego. Fabularnie film opiera się na Robercie Więckiewiczu i jego skupionym, stonowanym aktorstwie, aczkolwiek przyznać trzeba, że w „Ziarnie prawdy” są równie dobrze, a może nawet i lepiej, napisane przez scenarzystów postacie, z czego skrzętnie skorzystali Krzysztof Pieczyński jako Grzegorz Budnik i Andrzej Zieliński (Jerzy Szyller), którzy tworzą zapadające w pamięć kreacje. A skoro już o scenarzystach mowa, to można mieć do nich niejakie pretensje o pewne niejasności akcji (zwłaszcza w przypadku drugiego zabójstwa), które mogą być dotkliwe dla widzów, którzy nie czytali uprzednio książki Miłoszewskiego. Brakuje też humorystycznych rozważań o wyższości Sandomierza nad Kazimierzem Dolnym (lub odwrotnie). A tak poza tym to bardzo przyzwoicie zrobione kino gatunkowe, na nadmiar którego nie możemy, niestety, narzekać.

A tymczasem w Sandomierzu rozpoczęto przygotowania do I Festiwalu Filmów Kryminalnych, który ma się odbyć w sierpniu bieżącego roku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zdecydowanie trzeba zobaczyć!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.