Mój kolega z boiska, a później największy działaczo-opylacz w polskiej skopanej, pozwał mnie do sądu o to że, publicznie mówię o śledztwach prokuratorskich toczących się przeciw niemu.
Ponoć nie ma on o tych śledztwach
zielonego
pojęcia
. W
związku
z
tym
wytoczy
przeciwko
mnie proces karny.
Po
pierwsze,
bym
zaprzestał
gadać
podobne
bzdury, a
po
wtóre, by
utrzeć
mi
nosa. Ta
pogróżka
przypomina
mi
idiotyczny - tuż
po
powrocie
kadry
z
MŚ 2002 - pomysł, byśmy
stanęli
do
walki
na
bokserskim
ringu, ponieważ
Zibi, jako
jeden
z
trzech
głównych
bossów, odpowiedzialnych
za
mundialową
kompromitację
poczuł
się
urażony
moimi
telewizyjnymi
komentarzami. Wypowiadałem
je przed, w
czasie
i
po
kompromitujących
meczach
oraz
na
temat
kilkudziesięcioosobowej
wycieczki "Bonio-Kolatoro-Listkoludków" do
Korei.
Niestety, nie doszło
do
tego
pojedynku, ponieważ
moi
prawnicy
uświadomili
mi, że
za
śmiertelne
znokautowanie
wrednego
Zbigniewa
B. czeka
mnie
taka
sama
kara
jak
za
zabicie
normalnego
człowieka. Później
Zbigniew
B. "groził
mi", kiedy
po
nominacji
na
selekcjonera, w
licznych
wywiadach, jako
jedyny
w
Polsce,
porównałem
tę
jednoosobową
decyzję
Listkiewicza
do
próby, podczas
której
małpie
dano
brzytwę
i
żądano
by
bezkrwawo
ogoliła
frajerów,
zasiadających
na
fryzjerskim
fotelu. Kiedy
po
kilku
miesiącach
selekcjoner
uciekł, niczym
szczur
z
tonącego
statku, nawet
zagorzały
orędownik
Zibiego, prezydent
Aleksander
nabrał
wody
w
usta
i
nie
zdobył
się
na
wypowiedzenie
zdania: - A
jednak
Tomek
miał
rację.
Kolejny, mam
nadzieję, ostatni "mecz" ( po
którym
Zbigniew
B. zostanie
dożywotnio
odsunięty
od
działalności
w
naszej
piłce ) rozgrywa
się
obecnie. Z tą
tylko
różnicą, że
w
roli
sędziów
występują: prokuratorzy okręgowi, panowie
Bastecki
z
Warszawy
i
Tomankiewicz
z
Wrocławia . Ponieważ
mój
boiskowy (niestety, wyboru
nie
dokonałem
ja, tylko
ówczesny
selekcjoner, Jacek
Gmoch) kolega
nie
rozumie
powagi
sytuacji
pozwolę
sobie
na
ujawnienie
wniosku
jaki
złożyłem
we
wrocławskiej
prokuraturze, a
który
ze
względu
na
właściwość
miejscową
znalazł
się
w
Prokuraturze
Okręgowej
Warszawa-Praga.
Jan
Tomaszewski
Łódz
2005.09.12
Przewodniczący
Komisji
Etyki
przy
PZPN
Pan
Prokurator
Okręgowy
prokuratury
Okręgowej
dla
Miasta
Wrocławia
Wniosek
o
podjęcie
czynności
sprawdzających
dotyczący
uzasadnionego
podejrzenia
popełnienia
przestępstw
niegospodarności
ze
szkodą
dla
PZPN
oraz
klubów
będących
jego
członkami
Uzasadnienie
Podejrzenie
popełnienia
przestępstw
niegospodarności
dotyczy:
1. Sprzedaży
praw
do
transmisji
TV
z
meczów
reprezentacji
Polski
w
latach
2002-2006
na
mocy
umowy
zawartej
między
PZPN - Sport Five - TVP. Z
wiadomości
powszechnie
dostępnych
wynika, że
prowizja
dla
pośrednika
przy
kontrakcie
wartości
15.500000 dolarów
wyniosła
4.500000 dolarów,
czyli
29 proc.
wartości
umowy. Jest
ona
rażąco
zawyżona
i
odbiega
od
zwyczaju
przyjętego
w
obrocie
gospodarczym.
2. Sprzedaży
praw
do
reklam
zamieszczanych
w
stacjach
telewizyjnych(w
okresie
od
zakwalifikowania
się
reprezentacji
do
koreańskich
finałów, do
zakończenia
tych
rozgrywek), z
których
wynika, iż
przy
zawieraniu
tych
umów
uczestniczyła
jakaś
tajemnicza
firma
pośrednicząca. Odnośnie
danych
firmy
informacje
zostały
w
dziwny
sposób
utajnione, co
w
świetle
publicznego
oświadczenia
Zbigniewa
B., iż
jest
właścicielem
włoskiej
firmy
trudniącej
się
w
tego
rodzaju
umowach
może
rodzić
uzasadnione
podejrzenie, że
ówczesny
prezes
PZPN
ds. marketingu
zawarł
umowę
sam
ze
sobą.
3. Umowy
kontraktowej
na
transmisje
z
meczów
ligowych
zawartej między (występującego
w
imieniu
klubów)
PZPN, a
Canal+. Odnośnie
wyżej
zawartej
umowy
przez
cały
czas
jej
istnienia
narastało
szereg
wątpliwości.
Po
pierwsze, żaden
ze
znanych
mi
ligowych
prezesów
nie
potwierdził - tak
jak
to
oznajmił
na
łamach (2005.09.10) Życia
Warszawy
Zbigniew
B. - by
parafował
kiedykolwiek
tę
umowę.
Było
to
niemożliwe, bowiem
zawartość kontraktu wartego 100 mln dolarów
została
przed
prezesami
utajniona, mimo
wielokrotnych
monitów
do
władz
PZPN
o
ujawnienie
jej
treści. Tajność
tej
umowy
nie
dziwi
obecnie
nikogo
bowiem
jej
zapisy - szkodliwe
dla
klubów - doprowadziły
do
zmniejszenia
kwoty
ustalonej
pierwotnie
o
ok.
50 proc. Można
pokusić
się
o
stwierdzenie, iż
przedmiotowa
umowa
umożliwiła
stacji
Canal+
jednostronne
dyktowanie
warunków
jej
dalszego
trwania. Po
wtóre
nasuwa
się
uzasadnione
pytanie, kto
pośredniczył
w
zawarciu
tego
kontraktu
i
czy
ewentualnie
pobrał
jakąkolwiek
z
tego
tytułu
prowizję?
Jan
Tomaszewski
O
takich "błahostkach", jak
umowa
z
firmą
Berlo, czy
pomniejszych
aferach
i
skandalach
poinformowałem
przedstawicieli
wrocławskich
i
warszawskich
prokuratur
podczas
dodatkowych
przesłuchań. We
Wrocławiu
pozostał
wniosek
o
przyznanie
w
2004
r. niezgodnie
z
prawem
licencji
na
grę
w
II lidze
RTS-owi, która
następnie (również
wbrew
prawu, licencja
nie
może
być
przedmiotem
obrotu)
w
ogromnej
mierze
dzięki
Zbigniewowi
B. została
scedowana
na nowe
Stowarzyszenie
Widzew. Ponieważ
Zibi, ówczesny
członek
zarządu
PZPN, reprezentował (na
posiedzeniu
w
dniu
2004.08.30. zarządu
Łódzkiego ZPN
nie
był
oficjalnie
związanym
z
tym
klubem) "nowy
Widzew", następuje
uzasadnione
podejrzenie, iż
nastąpiło
złamanie
prawa
o
nie
zabezpieczeniu
wierzycieli. Grozi za to sprawcom (według
Kodeksu
Karnego) do
trzech
lat "pierdla".
Jeśli po
przeczytaniu
tego
tekstu Zbigniew
B.
w
dalszym
ciągu
będzie
twierdził, że
nie
wie
o
co
chodzi, to
zacytuję
słowa
prezesa
Widzewa
Władysława
Puchalskiego, które
wypowiedział
29 września w "Fakcie": - Widzewem
interesuje
się prokuratura.
Chce
ona
wyjaśnić
czy
dwa
lata
temu
klub
otrzymał
II-igową
licencję
zgodnie
z
przepisami PZPN
oraz
czy
nie
doszło
do
naruszenia
interesów
wierzycieli.
Mając
powyższe
na
uwadze, jako
ówczesny szef
Komisji
Etyki
wystosowałem
pismo
do
prezesa
PKOL
Piotra
Nurowskiego,
by
zrezygnował
z
zamiaru
nominowania
Zbigniewa
B. jako attache
olimpijskiej
reprezentacji
na
zimowe igrzyska
w
Turynie.
Niestety, mój
apel
został "olany"
przez
pana
prezesa. Tak
na
marginesie. Nie
chciałbym
być
w
skórze
Piotra
Nurowskiego, kiedy
jego "attaszowcowi", który
powinien
być
niczym
żona
Cezara, poza
wszelkimi
podejrzeniami, prokuratura
postawi
słuszne
zarzuty!
Zatem, "drogi
Zbyszku", czy
w
świetle
powyższych
faktów
zamiast
publicznie
się
ośmieszać
i
grozić
mi
procesem
za
wyimaginowane
prokuratorskie
śledztwa, nie
lepiej natychmiast
stawić
się
w
obu
prokuraturach. Nie lepiej
dobrowolnie
poddać
się
karze, przed niewątpliwie
czekającymi
Cię
oskarżeniami. Jeśli dojdzie do
rozprawy
sądowej
będzie to miało
ogromny
wpływ
na
łagodniejszy
wyrok.
Czego
z
całego
serca
Ci
życzę, "twój
boiskowy
kolega".
Jan
Tomaszewski
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje
się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić
sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor
felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.