Facebook Google+ Twitter

Zielona Góra. Instalacje nieszczelne: gazu nadal nie będzie

Po gigantycznej awarii sieci gazowej, do której doszło niemal tydzień temu, ponad 2 tys. mieszkań nadal pozbawionych jest gazu. Problemem są nieszczelne instalacje, a także nieobecność właścicieli w lokalach.

Typowa stacja redukcyjna. / Fot. Materiał prasowyDramat mieszkańców trzech peryferyjnych zielonogórskich osiedli: Pomorskiego, Śląskiego oraz domków jednorodzinnych w Raculce, rozpoczął się w ubiegły wtorek o godz.16.26, kiedy wpłynęło pierwsze zgłoszenie do strażaków o eksplozji gazu w kuchence. Potem następowały w szybkim tempie kolejne. Duże ciśnienie gazu rozsadzało instalacje. Eksplozje zniszczyły doszczętnie cztery mieszkania, powstawały pożary. Zginęła jedna osoba. Jedna została ciężko oparzona. Osiem było mniej poszkodowanych.

Podjęto natychmiastową decyzję o ewakuacji ponad 6,5 tys. mieszkańców z trzech zagrożonych eksplozjami gazu osiedli. I to w czasie, kiedy nad miastem rozpoczynał się atak zimy z siarczystym mrozem. Miastu mogła zagrażać katastrofa.

Zepsuła się jedna ze stacji redukcyjnych, która obniża ciśnienie gazu w instalacjach. Zawiódł tzw. reduktor, który obniża ciśnienie. Nie włączył się także zawór awaryjny. W tej chwili w całym kraju sprawdzane są podobne stacje redukcyjne. Jest ich ponad 4 tys.

O horrorze zielonogórzan na bieżąco informowały Wiadomości24pl.

Gaz do wspomnianych osiedli dostarczany jest przez Zakład Gazownictwa w Zgorzelcu. Wyklucza się tutaj błąd ludzki.

Teraz, po zamontowaniu nowej stacji redukcyjnej, o wiele nowocześniejszej od poprzedniej, od czwartku robotnicy ze zgorzeleckiego zakładu w osiedlowych lokalach instalują nowe gazomierze i sprawdzają szczelność gazowej instalacji.

Pierwsi gaz dostali mieszkańcy domków w Raculce, gdzie w większości jest gazowe ogrzewanie. Ale tutaj nie było wybuchów. Udało się częściowo przywrócić gaz do osiedlowej szkoły, przedszkola i piekarni.

Wielki problem, niestety, jest z lokalami na osiedlach Pomorskim i Śląskim. - Nasi pracownicy ciągle poszukują ponad 100 właścicieli mieszkań, do których nie mają dostępu, aby tam sprawdzić szczelność instalacji – mówi dla W24 dyrektor zgorzeleckiej gazowni, Piotr Chorbotowicz.

Aby gaz mógł być włączony, niezbędna jest obecność wszystkich mieszkańców w danym bloku. Nie dostanie się choćby do jednego z mieszkań, więc niemożność sprawdzenia instalacji, oznacza tylko jedno: nikt gazu nie otrzyma.

Naprawa uszkodzonych pionów może potrwać dwa tygodnie!

- W najbliższym czasie mieszkania, które nadal są zamknięte, będą komisyjnie otwierane – wyjaśnia dyrektor. - Podjęliśmy także decyzję, że wymiana wewnętrznych instalacji i pionów w budynkach, które nie są naszą własnością, będą naprawiane na nasz koszt – dodaje Chorbotowicz.

Śledztwo w sprawie wybuchów gazu na dwóch osiedlach prowadzi zielonogórska prokuratura okręgowa.

Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury powiedział, że prowadzone jest śledztwo z art. 163 kodeksu karnego, czyli spowodowanie zdarzenia w postaci katastrofy. - Postępowanie ma ustalić, kto zawinił tej tragedii, czy konkretne osoby, które nie dopełniły swoich obowiązków służbowych, czy był to nieszczęśliwy wypadek – sprecyzował rzecznik.

Śledczy sprawdzą też, czy pracownicy pogotowia gazowego nie zlekceważyli wcześniejszych sygnałów o ulatującym się gazie.

W Zielonej Górze, podobnie jak w całym kraju, panują siarczyste, jak na tutejszą okolice, nocne mrozy. Nie pada, na szczęście, śnieg; w dzień świeci słońce, ale jest powietrze przymrożone.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Gazu, głównie na os. Pomorskim nie będzie do czasu, kiedy wojenny topór zakopie prezes spółdzielni. Spór spoczywa na dokumentach. Włodarz osiedla żąda przed podłączeniem gazu – próby szczelności instalacji udokumentowanej w odpowiednich protokołach. Muszą być zachowane procedury. W praktyce tak jest, twierdzą gazownicy, lecz aby nie przedłużać prac, wszystko nie jest jeszcze na piśmie. Ani prezydent miasta Janusz Kubicki, ani wicewojewoda Jan Świrepo, czy dyrektor gazowni Piotr Chorbotowicz, komendant strażaków Waldemar Michałowski, w końcu powiatowy inspektor budowlany Edward Ujma – prezesa spółdzielni Jerzego Biczyka – nie przekonali. Gazu więc nadal nie ma. Jest pat. Włodarz jest zadowolony. To bilans wczorajszego spotkania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciąg dalszy horroru mieszkańców, którzy mogą doczekać się gazu na... Wielkanoc! Rozpoczęła się bowiem niespotykana i gwałtowna wymiana pism urzędowych między szefem osiedlowej spółdzielni, a zakładem gazowniczym. Włodarz najpierw żąda odpowiednich protokołów dot. szczelności gazowej instalacji wewnętrznej przed dostarczeniem mieszkańcom gazu w blokach. Gazownia odpowiada, że w związku z tym - wstrzymuje prace przy wznowieniu dostarczania gazu ludności. Prezydent Zielonej Góry wściekł się i w tej chwili powinno odbywać się wspólne zebranie zainteresowanych stron, na które również zaproszono wojewodę. Rozmawiałem wcześniej z prezydentem. On nie rozumie tej całej szopki. Nie przebierał w ostrych słowach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.