Klucze od bram miasta otrzyma w sobotę. Rządzić będzie przez 9 dni. Ruszy zatem karuzela wszelakich imprez, tańców, śpiewów, pięknych kobiet, a alkohol bezkarnie lać się będzie strumieniami.
Przypomnijmy, że od kilku dni jest w Zielonej Góry Bachus, jeszcze nie ten żywy bóg wina, a posążek z brązu, autorstwa krakowskich artystów Roberta Dyrcza i Jacka Gruszeckiego. Mierzy 2,5 metra, ma pogodną, uśmiechniętą twarzyczkę, nieco wypięty brzuszek, przepasany liścikami winogron, na głowie zaś wianuszek, w którym zagnieździł się, ale to szczegół wpadający w oko jedynie dla wytrwałych obserwatorów, wróbelek. Bóg Wina nie ma żadnych oznak opilstwa, choć niektórzy zielonogórzanie, spoglądając na jego twarz, twierdzą, że owszem. Bachus w jednej dłoni trzyma kiść winogron, nieco opadającą na wstydliwe miejsce, drugą zaś podtrzymuje jakieś skrawki rozchełstanego płótna z boku.
Został usadowiony w miejscu szczególnym dla zielonogórzan. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku istniał jeszcze tu tzw. „grzybek”, poniemiecka stacja transformatorowa przy zbiegu ulic: Kupieckiej, Żeromskiego i al. Niepodległości. Tutaj właśnie był punkt strategiczny: przy grzybku się umawiały zakochane pary, tu się plotkowało, tu się spotykało przyjaciół, tu również się spiskowało.
Teraz będzie rządził tu Bachus.
Według historycznych danych, uprawa winnego krzewu w Zielonej Górze została pierwszy raz odnotowana w 1420 roku. Ale zdaniem lokalnego historyka, konserwatora zabytków, muzealnika, Stanisława Kowalskiego, winnice pojawiać się zaczęły już na początku XIII w., a w centrum nich zaczęto budować domki winiarskie. - Z czasem, kiedy produkcja trunku okazywała się zyskowna, na plantacjach poczęły się pojawiać właśnie takie budowle - mówi. - Najpierw to były szopy na narzędzia, potem stawały się pomieszczeniami na składowane beczek z dojrzewającym winem. Tu też zaczęto tłoczyć wino. Rzecz ciekawa - dodaje historyk - aż do XX w. stosowano tutaj metodę wdeptywania krzewów winogron bosymi stopami.
I jeszcze jedna rzecz, o której wspomina Kowalski. W XVI w. domki winiarskie w Zielonej Górze stały się schronieniem mieszkańców przed panującą wówczas w Europie dżumą. Do tej pory na wzgórzach winnic istnieje kościółek NMP, ufundowany przez ocalałych od zarazy zielonogórzan, którzy w 1320 r. mieszkali przez całe lato w domkach winiarskich, obwarowując się od zarazy.