Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40981 miejsce

Zielona wyspa bezrobotnych

W styczniu bezrobocie osiągnęło 13 proc. Eksperci zapowiadają, że może wzrosnąć w tym roku nawet do 20 proc. A mimo to, wciąż żyjemy w wychwalanej z gospodarczego punktu widzenia krainie.

Stabilna nijakość

Dobre wskaźniki Polski w obliczu światowego kryzysu były zaskakujące. Tak jakby działy się rzeczywiście jakieś niesamowite rzeczy. Tym czasem nasza stabilność wynika raczej z innych czynników. Wszyscy sobie zdają sprawę, że zielone wskaźniki nie odzwierciedlają sytuacji przeciętnego obywatela, którego stan chociaż się poprawia, daleko mu do jakości życia obywateli krajów większości UE. Rozwijamy się poniekąd siłą rzeczy, będąc w Unii, w środku Europy i otrzymując środki na infrastrukturę.

Ale jesteśmy jednak krajem w pół drogi, między jakością i innowacją a tanią siłą roboczą. Tak więc, kiedy jedne wskaźniki stoją wciąż na jako takim poziomie, wzrost bezrobocia nie dziwi. Ponieważ jaką Polacy stanowią de facto konkurencyjność? Co my takiego możemy zaoferować koncernom zagranicznym? Co sami ciekawego wytwarzamy? Jaka jest konkurencyjność naszej siły roboczej? Jaka jest nasza oferta? Przemysł? Nowoczesne technologie? Nauka?
Polska potrzebuje w wielu, naprawdę wielu sferach, szybkich i poważnych zmian. My jednak trzymamy się status quo, lawirujemy bez rewolucji. Być może właśnie przydałby się jakiś wielki kryzys, żeby trochę obudzić społeczeństwo, chociaż jak zwykle pretensje zamiast do samych siebie, poszłyby do rządzących.
Nie ma sensu wyżywać się na obecnym rządzie, który jest tak naprawdę emanacją narodu – jest konserwatywny i mało rewolucyjny i jak na emanację narodu, radzi sobie w takim potrzasku całkiem nieźle.

Próba zmian natychmiast napotyka silny opór w społeczeństwie, które stanowi mocny splot różnych grup, z których niemal każda ma jakieś swoje status quo do utrzymania. Szersze spojrzenie, oddanie własnego pola, dla tak abstrakcyjnego dobra jak państwo, dla większej perspektywy czasowej, a nawet dla szans dla własnych dzieci i wnuków nie mieści się w głowach.
Partie polityczne nie mają skłonności samobójczych i programowego przeznaczenia jednorazowego użytku. A szkoda.

Tyle o polityce.

Kraj ludzi wyedukowanych

Mamy doskonały wskaźnik ludzi z wyższym wykształceniem. Można nim się zakrywać jak listkiem figowym. Oznacza on jednak coś innego - coś, co amerykański socjolog Randall Collins nazywa inflacją dyplomów. Jest to powszechne zjawisko w świecie i raczej nie należy się z niego cieszyć, bo niemal na pewno oznacza ono spadek jakości tych dyplomów. Dodajmy jeszcze, że sformułował to w końcu obywatel USA w odniesieniu do tamtejszych warunków, czyli kraju, w którym wiele uniwersytetów to światowa czołówka. A Polska? Najlepsze uczelnie ledwo łapią się w trzeciej setce.

Nasze uczelnie uległy pauperyzacji. Znaczna część tych, którzy faktycznie chcą robić coś ciekawego po studiach, często musi uciekać z kraju. Tutaj brakuje laboratoriów, sprzętu, funduszy, ale także chęci, bo po co? Tylko to, co może przynieść wielki dochód może być warte zainteresowania, o ile starczy na to wyobraźni.

Trendy, co do wyborów kierunku studiów sterowane są medialnie i poprzez rodziców. W pierwszej kolejności wszystkich nakłania się po prostu do studiowania, ewentualnie potem do studiowania kierunków ścisłych, ewentualnie ekonomii i prawa. Główne kryterium: praca i wysokie zarobki.
Rodzice mówią dzieciom, aby się uczyły, ale po co, tego nie są w stanie już dobrze wytłumaczyć, zmotywować, „bo tak”; rówieśnicy „perswadują” im, żeby jednak się nie uczyli, a nauczyciele zazwyczaj nie robią nic. W tym zagubieniu, zamiast wyboru zgodnego z sumieniem i umiejętnościami, mamy masowe uganianie się za najlepszą opcją od burty do burty, w zależności, w którą stronę jest przechył.

Innym problemem jest to, że studia uległy przewartościowaniu. Pęd szczurów sprawił, że nagle studia zaoczne – z całym szacunkiem dla tych, którzy je kończą – stały się lepsze niż studia dzienne, dlatego że dają jednocześnie możliwość zdobycia bardzo długiego stażu pracy. Tym sposobem piecze się dwie pieczenie na jednym ogniu, zaświadczenie, że się pracowało i papierek studiów wyższych. Ale nie taka była chyba idea studiów zaocznych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.