Pozycja materiału w rankingach:
Ludzie jak drzewa, coraz częściej trwają do 100 lat. Jakie są konsekwencje starzenia się mieszkańców naszej planety? Czy jesteśmy na nie przygotowani?
Za niespełna kilka lat, pięcioletnich dzieci na Ziemi będzie mniej niż sześćdziesięciopięciolatków. Przekroczenie tej proporcji jest dość czarną wizją dla ludzkości. Liczba emerytów wzrasta nadspodziewanie szybko. Liczba starzejących się społeczeństw wzrasta nie tylko w Europie, alarmujące są także liczby na dalekim wschodzie.
Włoskie kobiety żyją najdłużej w Europie, średnio prawie 83 lata. We Włoszech na tysiąc mieszkańców jest, najwięcej w Europie, kobiet powyżej 64. roku życia. Tam, jak i w Polsce, opieka nad ludźmi starymi na ogół spoczywa na rodzinie. Jednak nie zawsze taka opieka jest możliwa. Liczba ludzi całkiem samotnych także rośnie. W Polsce nie ma obecnie infrastruktury dostatecznej i koniecznej do opieki nad ludźmi starymi, stąd wielki niepokój o nadchodzącą przyszłość. Brakuje wystarczającej liczby miejsc w hospicjach, domach spokojnej starości, domach opieki. Kiepsko rozwinięta jest opieka w miejscu zamieszkania przez dochodzący personel pielęgniarski. Ten sektor ”usług” stoi przed wielkim wyzwaniem i czeka na rozbudowę.Sortuj komentarze:
Ewa Łazowska 04.07.2010 17:50
Basiu! Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twój artykuł. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć? Temat jest mi bliski bo na karku ... ęćdziesiątka. Przyznam szczerze, że osobiście nie chciałabym dożyć bardzo sędziwego wieku bo to tylko kłopot i dla państwa i dla rodziny. Liczę po cichu na to, że długowieczność mi nie grozi. Genetycznie zaliczam się do tych średnio długo żyjących. ;)
Pozdrawiam!
BARBARA Romer Kukulska 04.07.2010 17:24
niestety. albo stety ;))) temat rzeczywiście nie stracił na aktualności. a może nawet jest jeszcze bardziej aktualny niż rok temu. Pozdrawiam B.
Joanna Kato 04.07.2010 16:47
Żałuję że nie było mnie z Wami rok temu, pomógłby mi ...wspaniały tekst, super komentarze i ciągle aktualny temat....
Autor usunął profil 29.08.2009 16:49
Dojeżdżam autobusem do pracy i co najmniej dwa razy dziennie obserwuję walkę staruszków o wolne miejsce do siedzenia...chciałabym za parę lat mieć tę ich krzepę i brak jakichkolwiek hamulców...moralnych, co nie znaczy, że nie dostrzegam powagi problemu starości, która stoi, i u mnie, tuż za progiem...
Cecylia Markiewicz 14.08.2009 21:25
Warto przeczytac artykul " Ksiadz Dariusz Kruczynski dal prace bezrobotnym" to przeklad ile pojedyczy czlowiek moze zdzialac dla tych ktorzy najbardziej potrzebuja pomocy.Oby takich osob zaangazowanych w rozwiazywanie problemow bylo jak najwiecej.
Cecylia Markiewicz 14.08.2009 20:50
Basiu! Nie rozumiem dlaczego Twoj artykul ukazal sie jako " ciekawostka "ot tak nic waznego.
Problem ktory ambitnie poruszylas jest naprawde wazny i dotyczy wszystkich. Kazdy mlody i starszy moze powaznie zachorowac , miec wypadek i potrzebowac pomocy . Moze to okres wakacji i urlopow powoduje ze tak powazne sprawy odkladane sa na jesien.Mysle ze warto bedzie wrocic do tego tematu , z pewnoscia wiecej osob wlaczy sie do dyskusji.
BARBARA Romer Kukulska 14.08.2009 15:26
P. Hanno, chyle czoła. Tak wstrząsającego wpisu tutaj nie cztałam. Pozdrawiam b. serdecznie B.
BARBARA Romer Kukulska 14.08.2009 13:30
@->Hanno, "mocny" wpis, ale jakże realistyczny. wprost niesmowicie prawdziwy.
Ten wpis mnie zamurował.Taka okrutna starość może spotkać każdego z nas.
->@ Łukaszu , niestety masz rację. chyba z powodów, o których piszesz nie zostałam babcią i chyba jeszcze nie będę prędko, nawet nie narzekam, masz jednak rację, gdy my dawniej nie mieliśmy mieszkań, to dzisiejsza młodzież w pogoni za pracą nie ma czasu na prokreację.
hanna szelążek 14.08.2009 12:23
Co to jest starość? Kiedyś 50 latek był starcem, dziś mając 50 lat nie czuję się staro. Jutro z przyjaciółmi i z dziećmi idę na Madonnę też 50 latkę. Chciałabym dożyć setki. Boję się jedynie, tego aby nie zostać jędzą.Babę-Jagę dzieci wsadzają do pieca :-)Mój tata miał Alzhaimera. Widziałam "okrutną" starość, okrutną dopóki jej nie zakceptowałam. Akceptacja każdej nieodwracalnej choroby bliskiego człowieka jest trudna, ale możliwa i konieczna. Dziś swoim dzieciom mówię, jestem obciążona Alzhaimerem, gdy zrobię się "wredną jędzą" nie wsadzajcie mnie jeszcze do "pieca". Zaakceptujcie moją wredność, nie robię tego specjalnie aby wam dokuczyć, ośmieszyć przed sąsiadami czy zmarnować Wam życie. Zachowuję się tak, bo mój mózg choruje i nie postrzega świata tak jak wy. Dla mnie brudna sukienka jest czysta, zupa do której napluję bedzie dla mnie trucizną, którą podajecie nie Wy, ale moi wrogowie którzy chcą mnie zgładzić. Krzycze po nocach, bo mnie boli, ale nie wiem co, a przede wszystkim zapomnę, że Wy to Wy, a potem zapomnę wstać, jeść, żyć. Czy wtedy możliwa będzie eutanazja-myslę, że tak