
Termometr za oknem pokazuje 15 stopni poniżej zera, zaczyna padać śnieg. Dzwonię do Mariusza, który pracuje jako kierowca w firmie zajmującej się m.in. odśnieżaniem bydgoskich ulic. Mam szczęście - dopiero co wyjechał z bazy, wsiądę po drodze jak będzie jechał w swój rejon.
Czekam w umówionym miejscu. Podjeżdża. Cały zziębnięty wsiadam do Mana, w którym jest przyjemnie ciepło. Na środku deski rozdzielczej znajduje się pulpit do sterowania pługiem i piaskarką. We wnęce zamocowany jest radiotelefon z którego głośnika co chwilę dobiegają komunikaty od innych odśnieżarek. Ruszamy w miasto.
Jedziemy z podniesionym pługiem. – Opuszcza się go, tylko wtedy kiedy ma co zgarniać. Teraz na jezdni jest tylko mała warstwa śniegu, pług i tak by tego nie zgarnął - wyjaśnia Mariusz. Rzeczywiście - śnieg, który spadł szybko topnieje lub zamienia się w charakterystyczne błoto. – To dzięki sypaniu soli, która sprawia, że związany z nią śnieg nie zamarza nawet przy minus 10 stopniach. Są środki, które wytrzymują temperaturę poniżej 20, jednak rzadko je sypiemy – dodaje. Na dzisiejszą noc synoptycy zapowiadają właśnie dwadzieścia stopni mrozu, dlatego piaskarka rozsypuje mieszankę żwiru, która sprawdza się najlepiej w takich temperaturach.
Nawet jadąc do rejonu poruszamy się ściśle określoną trasą, ustaloną tak, aby wyjeżdżające w trasy piaskarki nie jechały tą samą drogą, a dzięki temu mogły "posypać" większą część miasta.
Jesteśmy w rejonie. Widać, że długo nie było tu żadnej piaskarki. Mariusz opuszcza pług i zaczynamy odśnieżanie.
- Z reguły odśnieżając nie jeździ się szybciej niż 40 km na godzinę. Zwłaszcza jeżeli śnieg jest wyjątkowo zbity i mokry – opowiada kierowca. Rzeczywiście, pomimo niewielkiej prędkości co chwilę czuć szarpnięcia, to pług zgarnia bardziej zwarty śnieg lub zahacza o nierówności w jezdni.