Facebook Google+ Twitter

Zimne spalanie się, czyli nietypowy "Samozapłon" w BWA

Siódma wystawa kuratorska Bielskiej Jesieni prezentowana w Galerii Bielskiej BWA skupia się na fenomenie działalności artystycznej, na „spalaniu się” artysty podczas procesu tworzenia, na samozapłonie jaki ma miejsce w jego pracowni.

 / Fot. Galeria Bielska BWAKurator wystawy Michał Suchora nie stara się stworzyć spójnej koncepcyjnie wystawy, mającej być przeglądem malarstwa. Nie próbuje pokazać dominującej tendencji w polskiej sztuce. Skupia się przede wszystkim na osobie malarza oraz jego dziełach. Ukazuje zróżnicowanie i wielość form oraz treści. Przedstawia zindywidualizowane i niezależne postawy twórcze. Do swojej wystawy zaprosił więc dwunastu różnych artystów, których prace ukazują reakcję jaka zachodzi w ich umysłach. Reakcję nieokiełznaną, samorzutną i niewyjaśnioną - samozapłon.

Podczas samozapłonu nie ma mowy o kontroli, artysta tworząc wpada w trans, jest pod wpływem działania jakiejś ogromnej siły. W przypadku dzieł Joanny Janiak i Piotra C. Kowalskiego samozapłon wymyka się im spod kontroli. Duet ten zaprosi do współpracy dość nietypowego partnera - artystę, być może największego na świecie. Na ślady jego obecności mogą nas naprowadzić tytuły obrazów: -18°C, -12°C, -15°C, -11,5°C. Obrazy te "namalował" mróz.

Ten, z pozoru nieokiełznany i niekontrolowany współtwórca, działa z chirurgiczną precyzją i matematyczną dokładnością. Jego działania są przemyślane, sprawiają wrażenie zaplanowanych. Żaden element, żadna nawet najmniejsza kreseczka szronu nie została postawiona przypadkowo. Wszystko ze sobą współgra w harmonii, powtarza się, tworząc ogromnych rozmiarów idealny, uporządkowany obraz. Z daleka wygląda on jak misternie szydełkowana serweta lub śnieżnobiała firana.

Podczas tworzenia tego dzieła duet Janiak i Kowalski mieli niewiele do powiedzenia. Koncepcja była ich, ale wykonanie już zupełnie kogo innego. Artyści wystawiali na minusowe temperatury świeżo zagruntowane płótna - szyby pokryte akrylem. Nie wiedzieli jaki będzie efekt końcowy, czekali aż natura dokończy ich dzieło, wszystko było w jej rękach.

A efekt końcowy okazał się piorunujący, a z drugiej strony tak dobrze nam znany. Mróz uwiecznił na płótnie obraz jaki można zobaczyć na szybach, w prawie każdy zimowy poranek. A dopiero gdy zawisną one na ścianach galerii, uzmysławiamy sobie, że jest to prawdziwe dzieło. A przecież piękno i sztuka otacza nas każdego dnia, zdrapując szyby w naszym samochodzie nie zdajemy sobie sprawy, że niszczymy dzieło artysty. Artysty przez duże "A", a raczej "N" - Natury.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.