Pozycja materiału w rankingach:
Ponieważ zima spełnia pokładane w niej oczekiwania: zimno, mroźno, śnieżnie, postanowiłam wybrać się w podróż do Włoch. Kulinarną podróż. Was też gorąco do tego namawiam. Dobra kuchnia to sposób na życie. Dobre życie.

chudą wieprzowinę. Mięso rozbijam widelcem aby nie było grudek. Jeśli trzeba dodaję jeszcze sosu. Lekko podduszone po 7-8 minutach przekładam do rondelka i dodaję cały sos (słoik 0,7 l). Następnie na bardzo małym ogniu pozwalam sosowi "dojść". Trwa to ok. 45 minut do godziny. W tym czasie przygotowuję makaron. spaghetti - średniej długości - gotuję "al dente", po odlaniu wody dodaję kilkanaście kropel oliwy z pierwszego tłoczenia. Co do długości makaronu to podobno idealna to 1 metr (!). Ja preferuje takie, które dają się po ugotowaniu nawinąć 6-8 razy na widelec. Oczywiście z semoliny. Dobre są propozycje Malmy i Barilli. Wykładam na głębokie talerze makaron potem sos i kilka listków świeżej bazyli. Każdy z uczestników biesiady trze sobie parmigiano reggiano indywidualnie.
Siadamy na Piazza Maggiore, centralnym placu miasta. Jego sercu. Domy, które inaczej niż w reszcie średniowiecznych miast włoskich zbudowane są z cegły a nie z kamienia połyskują ciepło w zachodzącym słońcu. Patrzymy na wystające z za dachów wieżę Asinellich i Garisenda. To pozostałość po manifestacji siły lokalnych rodów. W mieście w XIII wieku było 200 wież, każda symbolizowała innych potężny boloński ród.Zobacz także:
"Gorący" Zlot Morsów w Mielnie [Zdjęcia]
(odsłon: +1476)