Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17849 miejsce

Zimny świat "Sali samobójców" Jana Komasy

Sądząc po kolejkach, które ustawiają się do kas, film Jana Komasy "Sala samobójców", sukces finansowy ma gwarantowany. I dobrze, bo to ważny obraz, jakże różny od wszelkich "cellulitów", "wojen żeńsko-męskich" i tym podobnych pierdółek, które zapomina się zaraz po wyjściu z kina.

Scena z filmu, pierwszy od prawej Jakub Gierszał jako Dominik. / Fot. materiały prasoweNa "Salę samobójców" chodzą głównie młodzi widzowie, bo to film o nich, ale zdarza się, iż na widowni zasiadają stare zgredy, w okolicach pięćdziesiątki. Na przykład piszący tę recenzję. Po co? A choćby po to, by poznać bliżej świat dzisiejszej młodzieży i z ulgą stwierdzić, że stosunki międzyludzkie "za moich czasów" były zdecydowanie prawdziwsze, prostsze i bardziej ludzkie, po prostu...

Natomiast świat przedstawiony w filmie Jana Komasy, który napisał także scenariusz, jest niezwykle sztuczny, zimny, pozbawiony ciepła i prawdziwych uczuć. I dotyczy to zarówno młodego, jak i starszego pokolenia. Dominikowi Santorskiemu pozornie nie brakuje niczego: chodzi do prywatnej szkoły i na zajęcia pozalekcyjne, na które zawozi go i przywozi wynajęty kierowca, natomiast nielegalnie przebywająca w naszym kraju Ukrainka dba o to, by chłopiec nie chodził głodny, a jego "wypasiona" chata nie zamieniła się w śmietnik.

"Sala samobójców" objawieniem polskiego kina?

O kasę na te wszystkie fanaberie (w tym imprezy, stroje i modne gadżety synalka) dbają zapracowani rodzice: matka, Beata Santorska, szefowa prężnej firmy odzieżowej, bezwzględnie traktująca swoich podwładnych i ojciec, Andrzej, doradca ekonomiczny w bliżej nieokreślonym ministerstwie. Są tak zajęci swoją karierą, iż nie zwracają uwagi na problemy dorastającego syna, praktycznie nic o nim nie wiedzą. Nie umieją odpowiedzieć psychiatrze, jakiej muzyki słucha Dominik, jakie książki czyta. Ba, nie zauważają, że syn przez 10 dni nie opuszcza swego pokoju, w którym za pomocą internetu łączy się z niejaką Sylwią, królową "sali samobójców" (intrygująca kreacja Romy Gąsiorowskiej-Żurawskiej), miejsca, z którego nie ma ucieczki, niczym z sekty. Paradoksalnie w tym niebezpiecznym miejscu, portalu dla potencjalnych samobójców, Dominik znajduje przyjaciół, osoby, które otoczą go miłością i zrozumieniem, a w finale bezwzględnie wykorzystają i doprowadzą do tragedii. To przenikanie się dwóch światów: realnego i wirtualnego jest w filmie Jana Komasy niezwykle ciekawe, chociaż animowane wstawki, zrealizowane na wzór japońskiej mangi są momentami przydługawe, a co za tym idzie, nieco nudnawe.

Piąta edycja konkursu Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku trwa! Dołącz, wygraj 10 tysięcy



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Maria Selke
  • Maria Selke
  • 28.03.2011 20:44

Dobry artykuł o dobrym filmie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polecam film. Mimo pewnych niedoskonałości między innymi opisanych przez autora, kreacje i scenariusz są niezłe. Dla tych co mają dość schematu "głupiego polskiego kina".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysztofie, zwróciłeś uwagę na ważny problem. Z pewnością nie chodzi Tobie o sam film. Wg mnie najważniejsze w całej recenzji tego filmu było stwierdzenie... "a rodzice tego nie zauważają". Takie czasy, czy może coś innego? Uzależnienia, uzależnienia i uzależnienia! Czyżby i obojętność?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.