Pozycja materiału w rankingach:
Nie trzeba wybijać szyb ani wyłamywać zamków. By dostać się do poloneza czy poczciwego „malucha”, wystarczy nóż kuchenny. Do bardziej opornych zamków samochodowych złodzieje używają tradycyjnego „łamaka”.
Natomiast alarmy czy immobilisery pokonują za pomocą... komputerów. Bardziej wyrafinowani kradną po prostu... kluczyki, a potem przez nikogo nie niepokojeni wsiadają do auta i odjeżdżają.Szok, niedowierzanie i bezsilna złość. Takie uczucia towarzyszą zwykle ludziom, którym skradziono samochód. Pan Włodzimierz zaparkował poloneza przed blokiem na łódzkim Widzewie. W tym samym miejscu co zwykle. Kiedy następnego dnia rano wyszedł do pracy, samochodu nie było.
– W pierwszej chwili pomyślałem, że zostawiłem auto w innym miejscu. Wieczorem wracałem zmęczony, mogłem coś pomylić – opowiada. – Obszedłem cały parking i nic. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że mojego poloneza ukradli. Nie wiem, czego było we mnie więcej: złości czy przerażenia? Bo wcześniej nie zginęło nawet lusterko.
Podobnie czuł się sieradzanin, który przyjechał na badania do szpitala im. Kopernika w Łodzi mercedesem sprinterem. Zaparkował niemal przed samymi drzwiami, ale złodziei to nie odstraszyło. Kiedy po wyjściu ze szpitala nie zobaczył samochodu, zaalarmował policję. Patrol złapał złodzieja na drodze do Rokicin.
– W takich sytuacjach najważniejszy jest czas. Zamiast szukać na własną rękę, wypytywać przechodniów, lepiej dzwonić do nas – twierdzą policjanci. – Im szybciej mamy zgłoszenie, tym większa szansa na odzyskanie samochodu. Bo w takich sytuacjach czas działa na korzyść złodzieja.
Samochody giną nie tylko z parkingów, sprzed bloków, domów czy ruchliwych ulic. Złodzieje są coraz bardziej bezczelni, ale – zdaniem policjantów – często winni są także sami kierowcy.
Tak jak pewna właścicielka opla corsy, wracająca do domu. Samochód nagle odmówił posłuszeństwa, silnik, mimo prób, nie chciał „zaskoczyć”, więc poprosiła o pomoc kilku mężczyzn stojących na ulicy. Ci popchnęli chętnie. Kiedy kobieta wysiadła z auta, żeby im podziękować, jeden z nich błyskawicznie wsiadł i odjechał. W aucie została torebka z dokumentami i telefon komórkowy.
– Kobieta zatelefonowała na swój telefon i zapytała złodziei, za ile zwrócą jej samochód. Umówiła się na przekazanie pieniędzy, ale wcześniej zawiadomiła nas. Dzięki temu odzyskała samochód i pomogła złapać złodziei – mówią funkcjonariusze.
Kierownik sekcji samochodowej z komendy wojewódzkiej w Łodzi do dziś pamięta równie zuchwałą kradzież, tyle że wtedy auto zginęło razem z... pasażerem. Łodzianin podjechał przed dom, wysiadł, żeby otworzyć bramę. Kluczyki zostały w stacyjce, silnik cały czas pracował. Złodziej działał błyskawicznie: wsiadł, wrzucił wsteczny bieg i odjechał. Dopiero po dobrych kilkuset metrach zobaczył, że na tylnych fotelach ktoś śpi. Spanikował i auto porzucił.
Samochody kradzione są na konkretne zamówienie, na części, do odmładzania wraków, wymuszania haraczu albo do popełniania innych przestępstw.
Niedawno w ręce policji wpadła para złodziejaszków, która ma na sumieniu 11 skradzionych polonezów i fiatów 125p. Wpadli podczas włamania do sklepu w Zgierzu, a łupy chcieli wywieźć skradzionym maluchem.
– Kradli auta warte nie więcej niż trzy tysiące złotych. Korzystali z nich tylko raz, a później porzucali. Zatrzymaliśmy ich kilka tygodni wcześniej. Dobrowolnie poddali się karze i wyszli na wolność – opowiada funkcjonariusz z sekcji samochodowej. – Teraz trochę posiedzą. Śledztwo trwa.
Odmładzanie wraków jest kolejną metodą, jaką od niedawna stosują złodzieje, by uniknąć wpadki. Kupują za grosze wrak kwalifikujący się na złom i zlecają kradzież odpowiedniego samochodu, który posłuży do odmłodzenia złomu.
Części ze skradzionych samochodów trafiają zwykle na giełdy, do komisów i warsztatów, czasami są wywożone za granicę. Na Ukrainę, wywożone są również samochody w całości.
Coraz powszechniejsze stają się też fikcyjne kradzieże, mające na celu wyłudzenie ubezpieczenia.
Stop kradzieżom
Warszawa gotowa na Euro. Sprawdź, czym dojechać do stolicy
(odsłon: +219)