Wszystkie te nagrody zostały przyznane, tu cytuję: "za wkład i dokonania w rozwój swojego miasta, otwartość na problemy swoich wyborców, a także kreatywność w prowadzeniu polityki lokalnej".
Taka argumentacja pozwala każdemu samorządowcowi otrzymać nagrodę, zatem po co je przyznawać?
Otrzymasz jak zapłacisz!
Tak to nie żart. Kreuje się naszą opinię na temat polityków konkursami, które sami opłacają. Odpowiedź na pytanie, czy Jacek Guzy zrobił to za pieniądze prywatne, czy publiczne, jeszcze nie dotarła na moją skrzynkę pocztową, ale zaraz kiedy ją otrzymam informację na udzielone pytania opublikuję.
Każdy z uczestników konkursu otrzymał wiadomość o wyróżnieniu drogą elektroniczną. Zaproszono kandydatów na galę informując, że jej koszt wynosi 165 złotych. Interes się kręci, a wymiana handlowa przynosi korzyści każdej ze stron. Nasz prezydent uaktywniając swoje media poinformował siemianowiczan, że jest doceniany na zewnątrz. Natomiast Pan Henryk Koc, właściciel Wydawnictwa Regiony, liczy zyski z konkursu. Czy jest to moralne?
Kto zgłosił kandydaturę prezydenta Siemianowic?
Informator internetowy władz miasta pisze: "To miłe, że sami mieszkańcy, jak twierdzili przedstawiciele kapituły, zgłosili mnie do konkursu - twierdzi Jacek Guzy". Sielankowo ukazany wizerunek opinii mieszkańców o prezydencie w tym tekście jest jednak grubą przesadą. Z wywiadu przeprowadzonego przez reporterów "Gazety Wyborczej" z organizatorem konkursu wynika, że poinformował on o możliwości zgłaszania kandydatów urzędy miast, partie i komitety wyborcze. Zatem dostęp do informacji o konkursie miały jedynie osoby zainteresowane produktem, jakim jest zwiększenie autorytetu w oczach opinii publicznej na swoim "podwórku".
W moich oczach to burzy obraz mieszkańców zadowolonych z pracy prezydenta. W jego miejsce wpisuje się w tej sytuacji wizja szklanych, tudzież złotych, niczym nagroda prezydenta domów.
Mariusz Piotrowski
Tekst opublikowany pierwotnie na
http://siemianowice.salon24.pl/