Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3564 miejsce

"Zły" Tyrmanda. Kryminał 50 lat temu, a dzisiaj?

Powieść Leopolda Tyrmanda obrosła już chyba legendą. Po ponad pięćdziesięciu latach wciąż czyta się ją dobrze, pod warunkiem jednak, że nie będziemy tej książki traktować ani jako kryminał, ani jako romans.

"Zły" / Fot. Prószyński i spółkaZdarza się, że wraz z upływającym czasem zmienia się funkcja dzieła. Idealnym przykładem są tutaj filmy Eda Wooda, na które w latach pięćdziesiątych nie chciał chodzić pies z kulawą nogą, a dzisiaj funkcjonują one jako komedie otoczone kultem przez grupkę – ale dość liczną grupkę – zapaleńców.

Na przestrzeni lat zmieniła się również funkcja „Złego” Leopolda Tyrmanda. Kiedy książka ta wchodziła do księgarń, szybko stała się bestsellerem, jako powieść sensacyjna. Ale czy dzisiaj, kiedy zostaliśmy już odpowiednio wykarmieni Bondami, Ludlumami i Forsythami, gdzie walka toczy się o najwyższą stawkę, może trzymać nas w napięciu gangsterska opowieść o konikach w powojennej Warszawie i tajemniczym mścicielu, który pięściami wymierza łotrom sprawiedliwość? Chyba nie. A romans lekarza z sekretarką muzeum wymieszany z kilkoma innymi romansami – dziennikarza z kelnerką, redaktora z sędziną, wreszcie przestępcy z „kobietą dorodną po czterdziestce”, która z kolei zakochana jest w lekarzu? Bez przesady, bohaterowie przeciętnej brazylijskiej telenoweli tkwią w znacznie bardziej skomplikowanej sieci stosunków międzyludzkich, która w dodatku bardziej przykuwa uwagę.

A kiedy odbierzemy „Złemu” jego aspekt sensacyjny i romansowy, to co zostanie? O dziwo, jeszcze sporo, bo powieść Tyrmanda ma olbrzymią wartość historyczno-socjologiczną. Autor, jako że był dziennikarzem, posiadał nie tylko dar obserwacji, ale – co ważniejsze – dar przekazywania swoich obserwacji innym ludziom. Czytając zatem „Złego” możemy niemal na własnej skórze odczuć atmosferę powojennej Warszawy – z jej brudem, ruinami, nocnymi lokalami, z włóczącymi się bandami małolatów. Widzimy, jak w bólach rodzi się Polska Ludowa, jak ludzie starają się w niej normalnie żyć, jak kwitnie biurokracja i jej nieodłączna towarzyszka – korupcja. A co najważniejsze i najciekawsze – obserwujemy nocne życie Warszawy. Tyrmand był znanym salonowym lwem, więc w tej materii naprawdę jest co poczytać.

Pytanie tylko, czy warto. Dla kogoś, kto interesuje się historią, odpowiedź jest oczywista. A miłośnicy powieści sensacyjnych lub romansów? Ci niech lepiej poszukają czegoś w nieco świeższym repertuarze, bowiem kryminalne i miłosne walory „Złego” zbledły z upływem lat.


Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

odczasudoczasu
  • odczasudoczasu
  • 27.09.2012 14:30

Właśnie czytam Złego. Drugi raz. Super pod każdym względem. Nieco przydługie zakończenie, nieco za długie opisy (ale to akurat ma swój powód i walor), ale w sumie powieść na szóstkę. Dużo wątków, dużo postaci, a wszystko kapitalnie z sobą połączone. Dziwne, że tego nie sfilmowano. A może - jak Wiecha - nie dałoby się tego zrobić dobrze?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Philip Merynos
  • Philip Merynos
  • 20.07.2012 14:56

Ta książka jest magiczna. Dziś nikt tak nie pisze -tak żywo. Powieść Zły L. Tyrmanda warta jest przeczytania, ja mam tę przyjemność robić to po raz kolejny. Ktoś kto nie przeczytał tej powieści, trudno jest mówić o kimś takim, że jest oczytany.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Piotr Płoski
  • Piotr Płoski
  • 19.03.2012 22:01

A mnie się "Zły", po prostu, nie podobał. W moim odbiorze był przekomiczny. Przypominał mi dzieciństwo w latach 70-tych i telewizyjne seriale o tropieniu złodziei mleka zabierających butelki sprzed drzwi. Bynajmniej niczego na miarę Sin City w nim nie dostrzegłem. Postaci są karykaturalne - i pozytywne (jeśli w ogóle można o takich mówić) i negatywne. Są sztuczne, brak im psychologicznego pogłębienia, po prostu rzeczywistość jak z kukiełkowego teatrzyku dla niewyrobionej gawiedzi, w której łatwo przewidzieć kolejne sceny. A już wisienką na torcie tego slapsticku rodem z początków PRL są opisy postaci Złego: świecące biało oczy jako żywo przypominają kosmitę z lat 50-tych w amerykańskim kinie. Dla mnie lektura Złego to strata czasu. No, może pewną rekompensatę przynosi to, że powieść jest żywym zapisem syfu (urbanistycznego i ludzkiego), z którego powstała Warszawa i który do dziś jest jej węgielnym kamieniem ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
też zły
  • też zły
  • 30.12.2011 18:15

bzdury. zarówno intryga jak i wątki romansowe nie straciły nic ze swojej mocy, nie wszystkie książki czy filmy muszą traktować o zbawianiu świata. a już porównywanie relacji bohaterów z tej książki do relacji z seriali brazylijskich to jakaś kpina. u Tyrmanda te wszystkie wątki będą się zawsze bronić, bo stworzył galerię niezwykłych postaci, które z wielkim talentem przedstawił czytelnikom. resztę zalet autor tego marnego artykuliku częściowo dostrzegł, więc nie będę powtarzać.
czytając tę książkę należy pamiętać, że nie są to postacie o jakiejś wyjątkowej głębi psychologicznej. nie było to zresztą celem autora, inaczej nie nadawałby im troszkę karykaturalnych, "mówiących" imion i nazwisk. trzeba pamiętać, że Tyrmand był wielkim miłośnikiem kina, i to czuć na każdej stronie powieści. jeśli jest ta książka bliska czemukolwiek, co powstało ostatnimi latami to raczej filmom w rodzaju "Sincity". Wszystko jest tam w dużej mierze umowne, na każdym kroku jesteśmy uświadamiani, że mamy do czynienia z kreacją. Tyrmand ani przez chwilę nie próbuje udawać, że to tylko (i aż!) czarny kryminał, taki jak amerykańskie filmy tego nurtu z lat 50. przy czym miał świadomość, że musi ten kryminał dobrze osadzić w polskich realiach, inaczej nie będzie w żaden sposób interesujący dla polskiego czytelnika. "polski Bourne" byłby żenujący, warszawski Zły jest fascynujący. ktoś kto przeczytał i zrozumiał więcej niż dwie książki w życiu nie będzie miał nigdy co do tego wątpliwości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Także zastanawiam się nad fenomenem "Złego", piszę wręcz o nim mgr;) Mnie ta książka do dziś urzeka, i oczywiście z jednej strona można rozdrabniać przyczyny jej fenomenu, można też zwyczajnie wziąć ją pod pachę i oddać się lekturze w parku. Ta książka ma w sobie niesamowity realizm (magiczny?), i to jest punkt wyjścia:) Zapraszam do ankiety na ten temat! Z góry dziękuję:)

http://www.ankietka.pl/ankieta/37388/zly-leopolda-tyrmanda-odbior-ksiazki-po-polwieczu.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydaje mi się, że na pytanie postawione w tytule recenzji odpowiedziałem - w dzisiejszych czasach "Zły" powinien funkcjonować jako powieść historyczna, a nie jako kryminał czy romans, ponieważ konwencja tych dwóch gatunków przez pół wieku uległa sporym zmianom.

Oczywiście "Zły" jest też opowieścią o Warszawie, odbieranie jej jako takiej pokrywa się z odbiorem książki jako powieści historycznej (choć oczywiście nie w stu procentach). No i faktycznie, książka ma swój klimat, który tworzą zarówno miejsca, jak i postacie - to, co robią, to, co mówią, a nawet jak się nazywają (lub też jakie nazwiska sobie przybierają - Alfons Herojewski rządzi;)

Co do walorów, jakie dzieło nabywa lub traci na przestrzeni lat, to jest to temat na obszerny esej z dziedziny krytyki kultury, którego nie odważę się napisać... przynajmniej o tej porze;)

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus Autorowi za przypomnienie i Leopolda Tyrmanda i "Złego". Dodam tylko, że przez długie lata PRL-u książka była zakazana a autor został wykreślony z grona polskich pisarzy i publicystów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij