Facebook Google+ Twitter

Zmarł profesor Leszek Kołakowski

Zmarł profesor Leszek Kołakowski - wybitny polski filozof, eseista i prozaik. Miał 82 lata.

Profesor Leszek Kołakowski urodził się w 1927 roku w Radomiu. Był kierownikiem katedry historii filozofii nowożytnej na Uniwersytecie Warszawskim. Początkowo zwolennik marksizmu - obserwując i badając tę ideologię stał się jej gorącym krytykiem i jednym z późniejszych inspiratorów powstania Komitetu Obrony Robotników. Stanowisko stracił w 1966 roku za krytykę władz. Po wydarzeniach marcowych został zmuszony do emigracji.

Za granicą związał się z Uniwersytetem Oksfordzkim, gdzie pracował przez prawie 20 lat do 1991 roku. Swoją wiedzę przekazywał także studentom amerykańskim w Yale, Barkley oraz University of Chicago.

W 1991 został członkiem Polskiej Akademii Nauk.

Archiwum "Gazety Krakowskiej"

Mistrz Kołakowski opowiada
Joanna Weryńska
27.10.2008 r.

Dorwać takiego mistrza to prawdziwa sztuka. Ale się udało. Leszek Kołakowski, wybitny filozof, był gościem kolejnego spotkania z cyklu "Dorwać mistrza" zorganizowanego przez wydawnictwo Znak. Licząca 1400 miejsc sala Auditorium Maximum UJ okazała się za ciasna, żeby pomieścić wszystkich, którzy chcieli posłuchać profesora.

Okazją do spotkania stały się jego dwie nowe książki "Czas ciekawy" i "Czas niespokojny". Kołakowski odpowiada w nich na pytania Zbigniewa Mentzla, dotyczące jego własnego życia.

W Krakowie też zadano mnóstwo pytań. Między innymi o jego słynną bullę łacińską, którą napisał, nudząc się na wykładzie filozoficznym we włoskim Castel Gandolfo.
- Stworzyłem ją, żeby potępić niektóre nieśmiertelne twierdzenia, jak choćby to, że dawanie pieniędzy filozofom jest grzechem śmiertelnym, albo że należy spalić tylko niektórych francuskich filozofów, a nie wszystkich - wyjaśnił mistrz. - Oczywiście podpisałem się jako papież - dodał.

Wspomniał przy tym, jak ks. Józef Tischner wrobił go w czytanie owej bulli Janowi Pawłowi II.
- Na szczęście papież mnie nie zrugał. Nawet widziałem, że się uśmiechał słuchając - opowiadał Kołakowski.

Profesora, który od lat wykłada na oksfordzkim uniwersytecie, czyta w oryginale teksty francuskich, niemieckich i holenderskich filozofów, zapytano także, ile właściwie zna języków.
- Po holendersku nauczyłem się czytać, mówić już nie, bo i po co? Jako tako znam francuski i angielski, a po portugalsku umiem się tylko kłócić, czego dowiodłem, wzywając mechaników, kiedy podczas podróży po tym kraju, zepsuł mi się samochód - wyznał jak na spowiedzi mistrz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Właśnie na to chciałem zwrócić uwagę. Bo właśnie dlatego mógł być potem taki wielki, że w młodości był taki mały. Ale jest takie powiedzenie: jeśli nie można mówić prawdy, to można przynajmniej nie kłamać. To powiedzenie było naczelną zasadą przedwojennych polskich profesorów, którzy próbowali się odnaleźć w nowej powojennej rzeczywistości. A głoszenie marksizmu było jednym wielkim kłamstwem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie dyskutuję z żadnymi wyznawcami Prawdy wielką literą, więc żegnam :) Na odchodne dodam tylko, że człowiek, który niczego nie osiągnął, czepiający się szczegółów biograficznych wielkich postaci, robi bardzo przykre wrażenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niekorzystnie wychodzą raczej ci, którzy twierdzą, że w życiu trzeba wszystkiego spróbować, a więc i np. marksizmu też. Tylko że Kołakowskiemu trzeba było aż Marca' 68, żeby po ponad 20 latach propagowania marksizmu, a więc ideologii, która zabiła ponad 250 000 Polaków, ostatecznie tą ideologię porzucić. Czyżby dopiero wtedy był łaskaw zrozumieć do czego ta ideologia prowadzi? Nie wierzę, że nie, ale kariera była dla niego ważniejsza, inaczej niż dla tych 250 000 Polaków, którzy zginęli głownie z rąk UB, wprowadzających siłą ustrój dla "nowego socjalistycznego człowieka". Nie mówiąc już o setkach tysięcy, jeśli nie milionach tych, którym sprzeciw wobec tej ideologii "tylko" przekreślił karierę zawodową. Ale jak mówił jeden z opozycjonistów w filmie Ewy Stankiewicz (http://www.zw.com.pl/artykul/1,367448.html), "wszyscy wiedzą, że tylko partyjni robili kariery. Skończyłem studia, zostałem stolarzem, chociaż możliwe, że jako inżynier też bym się sprawdził".

I to jest Grzegorzu Prawda przez duże P, a nie jakaś wymyślona przeze mnie "prawda". Mogę jednak przyznać, że Kołakowski odrobił swój rachunek sumienia, większą część kariery naukowej spędzając na krytyce marksizmu, w odróżnieniu np. od Baumanna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkiego? Tzn. np. morderstwa czy przebicia sobie ręki gwoździem też?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, jesteś podły. Pewnie, że można pisać "prawdę". Można też puszczać bąki w towarzystwie i nosić skarpetki do sandałów. Tylko, że robiąc różne rzeczy, które robić jak najbardziej można, bo nikt ich przecież nie zabroni, wychodzi się niekorzystnie - np. na idiotę lub świnię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja podły? A to już prawdy nie wolno pisać, że Kołakowski był wieloletnim marksistą w czasach czystek stalinowskich? Oczywiście nie jestem za pomijaniem Kołakowskiego, ale za ukazywaniem jak najpełniej jego życiorysu. I nie wydaje mi się, aby można było w pełni docenić jego odwrócenie się od marksizmu, nie wiedząc jak głęboko był uwikłany w tą ideologię.

Ps. Oczywiście trudno mnie posądzać o pomijanie Kołakowskiego, skoro już (dobrze czy źle) o nim piszę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysztofie, jesteś podły.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2009 12:31

Na szczęście Krzysztofie, człowiek z otwartą głową, jakim Ty zapewne jesteś, nie pominie prof. Kołakowskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do 1956 roku jeden z naczelnych ideologów stalinizmu w polskiej filozofii marksistowskiej, po “destalinizacji” — czołowy “rewizjonista” marksistowski. Pod koniec 1945 roku wstąpił do PPR, następnie w latach 1947-1966 był członkiem PZPR. Był pracownikiem Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR. Jeden z współtwórców warszawskiej szkoły historyków idei. Do 1966 profesor, kierownik katedry marksizmu-leninizmu na Uniwersytecie Warszawskim.

Pewnie dlatego mój wykładowca filozofii o prawicowych poglądach zupełnie pominął tego filozofa w semestralnym wykładzie, mimo że omawiał wielu filozofów współczesnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2009 11:50

Miałem okazje poznać Profesora to był niesamowity a zarazem normalny nie wywyższający się człowiek... [*]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.