Pozycja materiału w rankingach:
Temat Legii Cudzoziemskiej budzi zrozumiałe zainteresowanie chłopców w różnym wieku. Tym bardziej, jeśli relacja pochodzi, że tak powiem z pierwszych ust, czyli od żołnierza tejże formacji. Gdy więc pojawiła się możliwość zdobycia książki Jacka Wista "Pierwszy kontrakt", zrobiłem wszystko, by ją mieć. Chciałem, no to mam...
Pozycja wydawnicza Apolonii Dream to wspomnienia autora z jego pierwszego, trwającego pięć lat pobytu i służby w tej elitarnej i nieco tajemniczej formacji, jaką jest Legia Cudzoziemska. Jacek Wist, po odbyciu dwuletniej służby w polskim wojsku, zafascynowany armią i możliwościami, które daje ona młodym chłopcom - mężczyznom, przekonany o swoich umiejętnościach, zwłaszcza strzeleckich (kałasznikow, jak wyznaje, stał się jego kolegą), postanawia związać swą przyszłość z Legią Cudzoziemską. Pomyślnie przechodzi wszelkie testy, zalicza kolejne etapy selekcji i w ten sposób spełnia swoje marzenia. Za cenę zmiany rodowego nazwiska, a także, jak się poźniej okazało, swoistej banicji i niemożności powrotu do Polski, gdzie był poszukiwany listem gończym i groziła mu kara 5 lat więzienia. Jest jednak szczęśliwy, z pasją realizuje zadania stawiane przed nim przez dowództwo jednostki.
Mordercze ćwiczenia, owe podciągania się na drążku, wielokilometrowe biegi, pompki, skoki na główkę do ... zamarzającego jeziora, marsze w upale dochodzącym do 63 stopni w cieniu robią wrażenie i wzbudzają szacunek dla uczestników tychże. Szokują naturalistyczne opisy metod szkoleń stosowanych w LC: "Pozwalano sobie na wiele rzeczy, dochodziło do rękoczynów i psychicznego znęcania się" - pisze Wist. Najgorzej mieli maruderzy opóźniający tempo marszu, ich "kopniaki i popychania posuwały do przodu". A jeśli kogoś nie dało się szybko złamać, jak to było z kapralem Smetem, dawano mu "kopniaka prosto w zęby". Wiadomo: "Maszeruj albo zdychaj" - podstawowa zasada w tej szkole życia i przetrwania. Nasz bohater - narrator doskonale sprawdza się we wszystkim, co przynosi mu służba w 4. Regimencie Cudzoziemskim, a następnie w 2. Cudzoziemskim Regimencie Powietrzno - Desantowym, z którym pełni misje w Dżibuti, Somalii, Republice Środkowoafrykańskiej i Kongo (ta ostatnia była szczególnie tajna). Awansuje i robi zasłużoną karierę w Legii Cudzoziemskiej.Zobacz także:
Artykuły
(395)
Galerie
(126)
Średnia ocen
(3.97)
Wiek: 51 | Miejscowość: Ostrowiec Świętokrzyski | Kraj: Polska
O mnie: Jestem, więc piszę. Piszę, więc jestem.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Rafał Gdak 02.12.2009 15:02
Bardzo dobra recenzja. Pan Krzysztof mimo wytknięcia błędów, nie zniechęca do lektury i dobrze. Myślę, że ten tekst przysłuży się również Panu Jackowi, który przecież nie miał ambicji tworzenia dzieła literackiego, które trafi do kanonu lektur szkolnych, lecz chciał spisać interesującą historię swojej służby. Panu Jackowi życzę sukcesów i lepszego wydawcy, a Panu Krzysztofowi dziękuję za sumienną recenzję :)
Ewa Krzysiak 01.12.2009 19:09
Panie Piotrze, ja nie wiewiórka ani nawet nie ruda i wcale nie umykam. Mówię tylko o tym, czego niektórzy nie zauważają :)
Piotr Wierzbicki 01.12.2009 16:30
Pani Ewo, Pani to tak jak wiewiórka, wymsknie się z każdej sytuacji. Ja może nie chcę odruchowo ciągnąć tego tematu z uwagi na osobiste sprawy związane z Legią Cudzoziemską i tym pochodnymi. Chociaż wszystko ma swoje plusy i minusy.
Marta Jenner 01.12.2009 15:56
Recenzja zwraca uwagę na prawdziwy problem, jakim jest byle jaka korekta i redakcja. Coraz częściej spotykam się z tym nawet w książkach renomowanych wydawców. Koszmarne błędy pojawiają się w pozycjach tłumaczonych z języków obcych - przede wszystkim kalki językowe, których korektor nie ma prawa przepuścić.
Autor usunął profil 01.12.2009 15:03
Recenzja swietna, albowiem wskazuje zarowno plusy jak i minusy książki, i chcialabym spotykac tylko takie recenzje.
Dzieki niej oraz dzieki burzy pod, na pewno ksiazke przeczytam.
Ale dziwi mnie ta burza, gdyz w komentarzu Marka Różyckiego jr. nie dopatrzylam sie niczego, co moglo spowodowac tak nerwowe reakcje. Byc moze Pan Marek nieopatrznie (nieprzemyslanie) odniosl sie do samego autora ksiazki, ale moim zdaniem mial na mysli kazdego poetncjalnego tworce, by ten zobaczyl, co moze sie stac z jego praca, jesli wydawnictwo zawiedzie.
Wniosek: tylko nieliczni potrafia dyskutowac bez czepiania sie slowek i bez stosowania wycieczek interpersonalnych (np. obie panie Ewy, pani Ania, pani Beata).
Uczmy sie od nich!
Pozdrawiam wszystkich dyskutantow.
Autor usunął profil 01.12.2009 13:19
Najpozniej za dwa tygodnie bede mogl przeczytac ksiazke naszego kolegi.
Nie wiem, czy będzie mi się podobać.
Wiem natomiast, ze autor nie ma lobby, które pomogło niejakiemu Coelho wylansować to tam, jak mu to było....aha "Alchemik" :))) Swietna ksiazka! Pod warunkiem, ze czytelnik dysponuje IQ z lewej strony liczby 100...
Domyślam się, ze to opowieść, mniej lub więcej, autobiograficzna. A ta biografia jest z pewnością nietuzinkowa. Ilu z nas może pochwalić się wiedza na temat Légion étrangere???
Ewa Krzysiak 01.12.2009 11:37
Panie Piotrze, a jeśli ta książka stanie się poczytna właśnie dzięki autorowi tej recenzji? Spójrzmy jakie zainteresowanie wzbudza już teraz.
Agnieszka Wojewoda 01.12.2009 11:13
A ja powiem, ze podziwiam cierpliwość i takt Jacka Adama. Zadał konkretne i proste pytania, w zamian otrzymał dość dwuznaczne, delikatnie powiem, wywody.
Zastanawiam się, czy stawianie znaku równości pomiędzy czasownikiem w trybie niedokonanym (czytać) i dokonanym (przeczytać) można określić pewnymi deficytami w percepcji, indolencją czy raczej ignorancją.
Kontynuując wyjaśnianie, dlaczego tylko odpowiedź "PRZECZYTAŁEM" daje prawo do krytykowania czyjejś książki i udzielania rad Autorowi, obraziłabym inteligentnych Użytkowników W24.
Koncert Krzysztofa Myszkowskiego w Lisiej Górze - Śmignie [Zdjęcia]
(odsłon: +2050)