Facebook Google+ Twitter

Zmartwychwstanie w cieniu pedofilii

W filmie "Agora" pojawia się wątek ostrego konfliktu chrześcijańsko-żydowskiego ze skutkiem przykrym dla Żydów. W minionym Wielkim Tygodniu te sceny przeniesione jakby z Aleksandrii odzwierciedliły zupełnie inny stosunek sił.

 / Fot. screenshotWygnanymi z kulturowych stolic są chrześcijanie, przynajmniej najliczniejsi i najbardziej skondensowani, pod względem tożsamości, z nich - katolicy.

Manipulując danymi (statystyki cofano nawet do lat 30. ubiegłego wieku, pod molestowanie seksualne podciągano przemoc psychiczną) kreowano fatalistyczny wizerunek Kościoła, którego obsesyjne obchodzenie się z seksualnością miałoby prowadzić do najgorszych z możliwych patologii. Separowano takie istotne socjologiczne zmienne jak kontekst kulturowy (kary cielesne były na porządku dziennym), wpływ rewolucji seksualnej i rozluźnienia obyczajów, mechanizmy grupowe (solidarność korporacyjna).

Czytaj wiecej: "Stop seksualizacji dzieci". Kto kłamie w sprawie masturbacji?

Kapłani i siostry zakonne rekrutują się ze społeczeństwa - taki mamy kler, jakie społeczeństwo. O tym zapomniano.

Kolejnym przykładem manipulacji jest powoływanie się na instrukcję Crimen sollicitationis. Przypisano jej zakaz ścigania przestępców seksualnych z mocy urzędów świeckich. Tak naprawdę dokument chronił penitentów spowiedzi, która nie może być nikomu ujawniona. Nigdy nie zakazywano zgłaszania konkretnych przypadków kompetentnym organom ścigania.

Koncentracja na pedofilii w Kościele jest o tyle nieuczciwa, że ilość takich wydarzeń przypadająca na psychiatrów, policjantów, nauczycieli czy pastorów protestanckich jest wielokrotnie wyższa. Przestępstwa seksualne odnotowuje się dużo częściej w środowiskach liberalnych obyczajowo niż konserwatywnych a statystycznie najczęściej odpowiadają za nią krewni. Takim porównaniom poświęca jeden z rozdziałów swojej książki Philipp Jenkins. Monografia wydana przez wydawnictwa oksfordzkie jest najbardziej rzetelnym obok raportu episkopatu amerykańskiego opracowaniem o molestowaniu przez duchownych.

Kontra


Do reakcji obronnej prowokuje jednak nie frontalny atak na Kościół, ale jedno z najbardziej nieuczciwych oskarżeń: fałszywe relacje na temat papieża. Gdy tygodnikowi "Spiegel" nie udało się zamieszać stolicy apostolskiej w molestowanie (ks. Hullermann) do akcji wkroczył "New York Times". Papież - według gazety - miał pobłażać pedofilowi w sutannie. Ks. Murphy, bo to o niego chodziło, był umierający. Kardynał Ratzinger nie wszczął postępowania, którego celem byłoby odsunięcie go od posługi duszpasterskiej, ponieważ od 20 lat ten jej nie sprawował. W trzy miesiące po decyzji Kongregacji o zawieszeniu postępowania dyscyplinarnego (prokuratura umorzyła śledztwo) Murphy zmarł.

Czytaj więcej: Wykorzystany ksiądz pedofil Gil

Szkalowanie ojca świętego obróciło się przeciwko oskarżycielom. Opinia publiczna nie pozostała obojętna na fakt, że kampania przeciwko Kościołowi jest do bólu schematyczna i scentralizowana. Ostatnie doniesienia o skandalach są zbyt skoordynowane i nachalne, by nie budziły podejrzeń, że w istocie chodzi w nich o krucjatę przeciwko Kościołowi, desperacką próbę wciągnięcia w pedofilską aferę samego papieża - zauważył włoski dziennik "Corriere della Serra".

Węzeł gordyjski


Ponieważ zarówno "Spiegel" jak i "New York Times" reprezentują kapitał żydowski, w katolickich głosach oburzenia unosiła się zawoalowana pretensja do Żydów. Okazją do zdarcia woalu na tym oskarżeniu było kazanie podczas nabożeństwa Męki Pańskiej w bazylice świętego Piotra. Świątobliwy kapucyn, ojciec Cantalamessa, kaznodzieja domu papieskiego, zacytował list od przyjaciela Żyda, którego głos miał zabezpieczyć wyjaśnienia rekolekcjonisty przed podejrzeniami o jakąkolwiek wrogość etniczną.

Zestawienie stereotypów na temat żydów i księży katolickich ("Wykorzystanie stereotypu, przejście od odpowiedzialności i winy osobistej do zbiorowej przypominają mi najbardziej haniebne aspekty antysemityzmu") wywołało burzę, u której podstaw koncentruje się ciągle ta sama niezgoda na podważanie wyjątkowości narodu wybranego. Stereotypy i uprzedzenia, ludobójstwo i prześladowania mają inną wartość w odniesieniu do potomków Abrahama. Żydzi nie poprzestali jednak na obwarowaniu tego twierdzenia, jak dogmatu. Brnęli w dalsze uszczypliwości pod adresem Kościoła.

Czytaj wiecej: Feministki i Kościół bliżej siebie? Ważna konferencja o gender

Odnosząc się do wielkopiątkowej modlitwy - pro Judeis - rabin Segni (Rzym) oświadczył: "zważywszy na fakt, że w Wielki Piątek Kościół modli się do Pana o oświecenie naszych serc, abyśmy uznali Jezusa, z minimum ironii mógłbym powiedzieć, że my także się modlimy, aby ich serca zostały oświecone".

Jeszcze ostrzej wypowiedział się Sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów w Niemczech Stephan Kramer. - "To impertynencja i obraza zarówno wobec ofiar wykorzystywania seksualnego, jak i ofiar Szoah" - nonszalancko pouczał. Według niego Watykan sięga do metod "zwyczajowo wykorzystywanych od dziesięcioleci dla zatuszowania i ukrycia historii, które plamią" Kościół katolicki.

Wystąpienia przedstawicieli żydowskich cechowała charakterystyczna dla takich produkcji jak "Agora", "Kod Leonarda da'Vinci" czy "Złoty kompas" nabrzmiała podskórną niechęcią do katolików stylistyka.

Czytaj więcej: Synod dedykowany bardziej swobodzie seksualnej niż rodzinie?

W sukurs Żydom przyszedł "grabarz" brytyjskiego chrześcijaństwa abp Canterbury (za jego kadencji liczba praktykujących anglikanów gwałtownie się skurczyła), którego zbieżne zdanie obiektywizowało napaść starszych braci: - Kościół (irlandzki) utracił wszelką wiarygodność - całkiem nieekumenicznie wyrokował.

- I nie ma prawa podnosić głosu na stojących za sterami mediów - powinien dodać dr Williams.

W obronie biskupów stanął katolicki intelektualista, biograf Jana Pawła II, George Weigel, którego głos jest donośny, ponieważ pisze on komentarze dla "Washington Post". W tło chrześcijańsko-żydowskiej konfrontacji wprowadził nowy element. Przestrzegał: jedni i drudzy nie chcą być ofiarą stereotypów.

"Ataków na Kościół nie można uznać za "skoordynowany spisek", ale - co prawda zaznacza - "przeciwko Kościołowi grają różne siły interesów: politycy i komentatorzy, którzy chcą zniszczyć wiarygodność Kościoła, adwokaci mający za cel wyrządzenie strat finansowych Watykanowi, antykatoliccy świeccy, którzy wykorzystują każdą okazję, by uderzyć w Kościół oraz katolicy, podążający za nigdy nie dokonaną rewolucją". Ich postulaty - odnotowuje Weigel - to koniec celibatu, wyświęcanie kobiet i zmniejszenie władzy biskupów.

Problem pozostaje nierozwiązany: czy i na ile można - takie korporacje jak kler i narody takie jak Żydzi - pociągać do zbiorowej odpowiedzialności? Czy większość odpowiadająca stereotypom daje wystarczający powód do rozliczeń i ponoszenia odpowiedzialności przez całość.

Czytaj więcej:Gender rozmaitości: Szczepkowska, NIK, raport Lunacek, Wyborcza

A może jest tak jak powtarza publicysta, Cezary Michalski: historię piszą zwycięscy. Innymi słowy reguły gry narzucają oni i o tym, kto kogo będzie stereotypizował zdecyduje siła, ta sama zresztą, która orzeka, czyje męczeństwo jest ważniejsze i nieporównywalne (męczeństwo żydowskie nie podlega relatywizacji pod presją polityki, święci męczennicy chrześcijańscy zostają wyniesieni ponad ogół pod wpływem wiary).

Bez przebaczenia


Można postawić jeszcze jedno pytanie. Skąd tak niesamowita skuteczność czarnej legendy Kościoła, skoro są środowiska, które w złych uczynkach pedofilii dwudziestokrotnie przebijają duchownych (np. psychiatrzy)? Odpowiedzi udziela psychologia społeczna (przetwarzanie informacji w interakcji jednostka - społeczeństwo). Asymetria panująca między moralnością a sprawnością prowadzi do arcyparadosku: bardziej jesteśmy skłonni wybaczyć niekompetencję aniżeli niemoralność. Zachowań moralnych na ogół nie jesteśmy w stanie przewidzieć i sprawdzić, w przeciwieństwie do kompetencji, dla której pomiaru dysponujemy dość precyzyjnymi narzędziami.

Czytaj więcej:Genderowe raje mają najwyższe wskaźniki przemocy. Dane Eurostatu

Niekontrolowalność moralności powoduje klincz: gdy mamy do czynienia z kimś choćby nominalnie moralnym nie przewidujemy dla niego innej sytuacji, niż ta którą deklaruje. Złodziej może być moralny (niekiedy) i niemoralny zarazem, ale ksiądz ma tylko jedno wyjście: musi być tylko moralny, bez przebaczenia. Swoją drogą najbardziej poszkodowani na tym mechanizmie są politycy. Przelotny romans potrafi przesłonić najdonioślejsze dokonania z dziedziny ekonomii czy polityki.

W Kościele obowiązuje Ewangelia. "Jeśli kto by zgorszył jednego z tych maluczkich, lepiej by mu było uwiązać kamień u szyi". Nie najważniejsza jest walka o wpływy, dobre imię i prawa cywilne. Najważniejsze jest perspektywa wieczności. O wiele surowszy niż ten ludzki będzie dla księży pedofili Sąd Boży.


Winą religijnych instytucji było niewypracowanie efektywnych standardów ochrony dziecka. W tamtych czasach rzadko która instytucja radziła sobie z takimi problemami. Na chwilę obecną – podkreśla Weigel – Kościół jest najbezpieczniejszym środowiskiem wychowawczym dla młodzieży.



Źródła:
Philip Jenkins, Pedophiles and Priests: Anatomy of a Contemporary Crisis (Oxford University Press, 2001).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Jestem pod wrażeniem. Kapelusz z głowy zdjełam.5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze - nie czytuję "Nie" ani "Faktów i mitów".
Co do psychiatrów - tak sie składa, że do zadowu tez najcześciej idą osoby z osobistymi problemami.
Statystyka nie usprawiedliwia niczego. Do psychiatry można iść albo i nie. Ksiądz jest przewodnikiem duchowym parafii i wierni ( w tym młodzież na róznym etapie dorastania) są na niego skazani, zgodnie z nakazem biskupa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadziu - nie powielajcie propagandy tygodników "Nie" i "Faktów i mitów". Jak byk stoi, że "wśród psychiatrów 20-krotnie częściej..". Czy tak trudno porównać statystyczne częstotliwości: występowania pedofilii w poszczególnych grupach zawodowych i pojawiania się informacji prasowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

temat dobrany.... nono... ciekawie

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/newsweek_polska/tadeusz-bartos--celibat-jest-nieludzki,55625,3

Uważam, że elibat jest też powodem, iż dewijanci szukają schronienia w szeregach kleru.
A dziennikarze, prasa, srodki masowego przekazu działają zgodnie z aktualnymi możliwosciami technicznymi; Robia to na każdy temat, w każdej sprawie i w służbie każdej ideologii. Z czego dla swych własnych celów korzysta - od czasów JPII - równiez propaganda watykańska.
Nie ma sie wiec co obrażac na prasę: to nie spisek(jak sugeruja niektórzy), tylko taka a nie inna rzeczywistość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sprawa jest dużo bardziej złożona również, dlatego, że Kościół składa się ze wspólnot lokalnych, podlegających uwarunkowaniom społecznym, które są przecież różne i zależą od wielu czynników. Po soborze watykańskim, w krajach zachodnich dyscyplina popuściła. Zliberalizowano kryteria naboru do seminariów i to mi się wydaje główną przyczyną skandali seksualnych, w tym pedofilskich (90 procent przypadków to była pedofilia o podłożu homoseksualnym).

Weigel tak to opisuje: Klerykalizm, tchórzliwość, pokładanie zbytniego zaufania w psychoterapeutyczną zdolność „naprawiania” przestępców seksualnych - wszystko to odegrało swoją rolę w przywracaniu sprawców nadużyć do duszpasterstwa. Powodowało też klęskę biskupów w uporaniu się z masowym załamywaniem się dyscypliny w latach posoborowych.

Ale i tak w latach 50., 60. i 70. odsetek przypadków pedofilii był mniejszy w KRK. Oczywiście to nie pociecha. Z drugiej strony nie wierzę w całkowite wyeliminowanie zjawiska - gdziekolwiek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

- Kościół bowiem do tej pory robił wszystko, by te haniebne przypadki nie ujrzały światła dziennego. Dziwnym zbiegiem okoliczności duchowni, co do których istnieją takie podejrzenia (bo ktoś poskarżył się do kurii) przenoszeni są po cichutku do innych parafii aby uspokoić nastroje mieszkańców.

- Pan wybaczy, ale taka opinia upraszcza problem. Jak osądzamy to musimy brać pod uwagę poziom świadomości i stopień odpowiedzialności.

Reakcja Kościoła była wierną kopią stosunków społecznych. W tamtych czasach żadna instytucja nie reagowała w ten sposób, jakbyśmy sobie życzyli dzisiaj. Mało tego. Krzywda dziecka była postrzegana w innych kategoriach a mechanizmy korporacyjne szczelnie otaczały tajemnicą wszelkie skandale seksualne. Sprawy się wyciszało dla dobra ogółu i uniknięcia zgorszenia: robiło to wojsko, prywatne koncerny i Kościół. Pozostałością z tamtych czasów jest wyciszanie afer wokół grup interesów, które reprezentują media.

To było złe. Ale taka panowała mentalność, której jedyną egzemplifikacją stali się katolicy. Uczciwie byłoby pisać o wszystkich instytucjach.

Pytanie jest inne. Czy Teraz - gdy Kościół ma świadomość cierpienia dzieci i karalności takich czynów - wdrożono zasady, które maksymalnie zapewniałyby dzieciom bezpieczeństwo?

Myślę, że nie jest tak jak Pan pisze. Że pedofilii przenosi się na inną parafię. Jeśli zna Pan taki przypadek, to pańskim obowiązkiem jest zgłosić go do prokuratury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli ponadto dorzuci się jeszcze liczne przypadki choroby alkoholowej, uzależnienia od hazardu, przypadki ciemnych interesów, wyłudzeń, manipulowania opinią społeczną, ingerowanie w politykę, zarówno lokalną, jak i politykę państwa - jawi się nam bardzo nieciekawy obraz duchowieństwa. Coraz mniej tam dobrych pasterzy, coraz więcej zaś rządnych władzy, zaszczytów i pieniędzy urzędników, niewrażliwych i ślepych na potrzeby społeczeństwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I się Panie Marcinie rozmija nasze widzenie problemu "też nie widzę powodów, dla których przestępstwa księży miałyby być traktowane ulgowo" - tak jak najbardziej zgodne z moim wyobrażeniem, "Kościół – wręcz – życzy sobie, żeby przypadki podejrzeń o pedofilię w jego szeregach były weryfikowane przez organy ścigania, a nie przez media" - tu niestety nie jest tak, jak Pan to widzi. Kościół bowiem do tej pory robił wszystko, by te haniebne przypadki nie ujrzały światła dziennego. Dziwnym zbiegiem okoliczności duchowni, co do których istnieją takie podejrzenia (bo ktoś poskarżył się do kurii) przenoszeni są po cichutku do innych parafii aby uspokoić nastroje mieszkańców. Co do statystyki drogi Panie, rzucę przykładem z innego podwórka; ilość przestępstw popełnianych przez policjantów jest marginalna, w porównaniu do ilości podobnych czynów popełnianych przez inne grupy zawodowe, czy resztę społeczeństwa. Niemniej jednak zarówno ksiądz, jak i policjant powinien być nieskazitelny, stąd i moje przeświadczenie, że kościół nadal robi zbyt mało by wyjaśnić zaistniały problem. Ponadto Pan Tomasz jest jak widzę świadom konkluzji artykułu, bo widzi problem jeszcze szerzej "Kościół jak widzimy w homiliach wielkanocnych zajął się homoseksualistami", co niewątpliwie ma znaczny wpływ na postrzeganie duchowieństwa przez społeczeństwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, też nie widzę powodów, dla których przestępstwa księży miałyby być traktowane ulgowo. Powiem więcej. "Zawody" zaufania społecznego powinny być ściślej monitorowane. Wydaje mi się, że Kościół nie ma nic przeciwko temu. Właściwie to jest clue problemu. Kościół – wręcz – życzy sobie, żeby przypadki podejrzeń o pedofilię w jego szeregach były weryfikowane przez organy ścigania, a nie przez media, które ogłaszają winę, zanim zrobi to sąd.

Do Pana Tomka Barciszewskiego – nie dotarła konkluzja artykułu. W ubiegłym roku w USA Kościół katolicki był jedyną tak wielką instytucją, w której odnotowano tak znikomą statystycznie liczbę przypadków pedofilii. Nie ma w USA instytucji, która tak dobrze radziłaby sobie z tym problemem. Tę tendencję podejmują inne episkopaty.

Wymaganie od Kościoła, żeby skoncentrował swoją aktywność wyłącznie na pedofilii jest grubą przesadą. Kościół ma zrobić, co do niego należy w kwestii zabezpieczenia bezpieczeństwa dzieciom, ale jego misja nie ma charakteru ściśle społecznego i nie może być sparaliżowana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.