Facebook Google+ Twitter

Zmiana lidera w Ekstraklasie. Legia i Wisła na czele!

Współautorzy: Piotr Adamczyk

Kolejna seria spotkań przyniosła nam zmianę lidera. Jednak nadal jest nim drużyna z Warszawy - Polonię zastąpiła Legia, która pewnie pokonała Piasta Gliwice. Pewne zwycięstwa odniosły także Wisła i Lech - zespoły te gonią drużynę z Łazienkowskiej.

Z bardzo dobrej strony pokazały się nasze drużyny przed meczami rewanżowymi rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA. Wisła Kraków zdobyła cztery bramki, a Lech Poznań trzy. Na dodatek obie drużyny zachowały czyste konto i na pewno pozostawiły po sobie korzystne wrażenie.

Legia Warszawa jest na fali i odniosła piąte z rzędu zwycięstwo. Skuteczna gra napastników i jeszcze lepsza postawa defensywy daję podstawy ku temu, by myśleć, że Legia może odzyskać mistrzostwo Polski. Zgoła inne humory po ostatnim spotkaniu mają gracze Polonii, którzy na stadionie w Gdańsku byli drużyną lepszą, lecz nie potrafili tego udokumentować.

O innych wydarzeniach na ligowych boiskach można przeczytać w dalszej części podsumowania kolejki.

Lechia Gdańsk – Polonia Warszawa 0:0

Od początku stroną przeważającą była Polonia Warszawa. Dwukrotnie Lechię ratował Karol Piątek, który wybijał piłkę z linii bramkowej. Najpierw po strzale Igora Kozioła musiał interweniować głową i było to jeszcze w pierwszej połowie. Na dwadzieścia minut przed końcem obronił strzał Tomasza Jodłowca, również stojąc na linii bramkowej. Najgroźniejszą sytuacją był jednak strzał z rzutu wolnego Radka Mynara, po którym trochę kłopotów miał Mateusz Bąk. W barwach Lechii najlepiej prezentował się Karol Piątek, którego strzał z rzutu wolnego sprawił wiele problemów Sebastianowi Przyrowskiemu. Polonia była drużyną lepszą, lecz nie potrafiła tego udokumentować. Na dodatek na drugą połowę nie wyszedł Radosław Majewski, który odniósł kontuzję. Jak groźną, okażę się wkrótce.

Polonia Bytom – Górnik Zabrze 2:0 (14' Zabłocki, 87' Podstawek)

Goście rozpoczęli od mocnego uderzenia, lecz żaden z nich nie zdołał pokonać Michala Peskovicia. Kolejno mylili się Marcin Wodecki, Piotr Malinowski oraz Grzegorz Bonin. Potem przyszedł czas na bytomian, z których Jakub Zabłocki po szybko przeprowadzonej akcji minął bramkarza Michala Vaclavika, a następnie umieścił piłkę w siatce. Przed przerwą Tomasz Hajto strzelił z dystansu, po wykonanym rzucie wolnym, a Peskovic wybił na rzut rożny uderzenie byłego reprezentanta Polski. W drugiej połowie nadal aktywny był Zabłocki, lecz to nie jemu udało się podwyższyć na 2:0. W 87. minucie Grzegorz Podstawek skutecznie dobił własny strzał. Odkryty Górnik, który postawił wszystko na jedną kartę, nie miał szans w powstrzymaniu kontrataku. Trener Henryk Kasperczak pewnie nie jest zadowolony ze słabej formy piłkarzy, którzy mają na celu kończyć akcje golem.

Ruch Chorzów – Jagiellonia Białystok 0:0

Choć w Chorzowie kibice nie oglądali bramek, to było mnóstwo sytuacji bramkowych. Ruch miał przewagę i stwarzał sobie kolejne sytuację, lecz na drodze napastników „Niebieskich” stanął Piotr Lech. Najpierw popisał się dobrą interwencją przy strzale Piotra Ćwielonga. Obok tego Jagiellonia miała wiele szczęścia, bo Ćwielong i Martin Fabus fatalnie pudłowali w dogodnych sytuacjach. W drugiej połowie „Jaga” spisywała się co raz lepiej i dochodziła do dobrych sytuacji. Najlepszą z nich zmarnował Pavel Stano, który z pięciu metrów strzelił obok bramki, a była to 85. minuta. Trzeba dodać, że w tym meczu fatalnie zachował się arbiter, który na początku meczu nie podyktował ewidentnego karnego dla gospodarzy. Ćwielong był faulowany przez Skerlę, lecz arbiter nakazał grać dalej.

Odra Wodzisław – GKS Bełchatów 0:2 (49' 74' Costly)

Oprócz dwóch sytuacji Carlosa Costly'ego nie warto wspominać pierwszej połowy, w której dominowała dobra gra obronna obu drużyn. Co nie udało się Honduraninowi przed przerwą, udało się po niej. Costly otworzył wynik spotkania w 49. minucie, wykorzystując podanie Dawida Nowaka. Napastnik bełchatowian wpisał się na listę strzelców po raz drugi, również po podaniu asystenta przy pierwszej bramce. Goście byli zdecydowanie lepsi od gospodarzy, którzy nie zaprezentowali niczego specjalnego w sobotnim starciu.
Czesław Michniewicz - trener Arki Gdynia. Po meczu z Wisłą na pewno nie miał takiej zadowolonej miny, / Fot. Piotr Galas
Legia Warszawa – Piast Gliwice 3:1 (11' Edson, 36' Glik samobójcza, 55' Chinyama – 85' Krzycki)

Legioniści szybko objęli prowadzenie. Z prawej strony dograł Miroslav Radović, a jego zagranie wykorzystał Edson, który znalazł się w składzie w miejsce kontuzjowanego Sebastiana Szałachowskiego. Piast pierwszego gola strzelił w 36. minucie, szkoda tylko, że do własnej siatki. Pechowcem został Kamil Glik. W drugiej połowie po dośrodkowaniu Edsona, na 3:0 podwyższył Takesure Chinyama. Gliwiczanie zdobyli honorowe trafienie na pięć minut przed końcowym gwizdkiem. Łukasz Krzycki uderzył z linii pola karnego. Legia przeważała, co udokumentowała strzelonymi golami.

Wisła Kraków – Arka Gdynia 4:0 (8' Głowacki, 18' 69' Paweł Brożek, 90+2' Junior Diaz)


Nie minęło dziesięć minut, a Wisła już mogła cieszyć się z objęcia prowadzenia, którego nie oddała do samego końca meczu. Piłkę głową, po dośrodkowaniu Tomasa Jirsaka, uderzył Arkadiusz Głowacki. Drugą i trzecią bramkę (piątą i szóstą w tym sezonie w Ekstraklasie) dla „Białej Gwiazdy" zdobył Paweł Brożek. Wisienką na torcie był strzał Juniora Diaza na 4:0. Wiślacki obrońca już w doliczonym czasie gry, ustalił wynik spotkania ładnym uderzeniem z rzutu wolnego. Arka nie przeprowadziła wielu akcji, po których mogłaby być pewna chociażby jednego trafienia. Przed spotkaniem wiele mówiło się o starciu młodych i zdolnych szkoleniowców (Maciej Skorża kontra Czesław Michniewicz), lecz w sobotę, to trener Wisły pokazał, że na jego drużynę Arka jest za słaba.

Śląsk Wrocław – Cracovia Kraków 1:1 (14' Sztylka – 27' Nowak)

Ponownie z dobrej strony pokazał się Sebastian Mila, który coraz śmielszymi krokami zbliża się do reprezentacji Polski. Zanotował w tym spotkaniu kolejną asystę. A jego dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystał Dariusz Sztylka. Jednak gospodarze długo nie mogli cieszyć się z prowadzenia, ponieważ fatalnie zachował się Wojciech Kaczmarek. Bramkarz Śląska dał się zaskoczyć Pawłowi Nowakowi, który pokonał go „strzałem” z rzutu rożnego. Przez resztę spotkania grę prowadzili podopieczni Ryszarda Tarasiewicza, lecz niestety nie przełożyło się to na bramki. Na kwadrans przed końcem z boiska został usunięty Przemysław Kulig, który w brutalny sposób zaatakował Sebastiana Dudka.

ŁKS Łódź – Lech Poznań 0:3 (16' Murawski, 40' Rengifo, 80' Reiss)

Kolejną wysoką porażkę zanotowała drużyna z Łodzi. ŁKS w bardzo słabym stylu uległ faworyzowanemu Lechowi. Po raz kolejny świetnie spisywał się Semir Stilić, który miał udział przy wszystkich trzech bramkach. Najpierw piłka po jego strzale trafiła w Rafała Murawskiego i dopiero wtedy znalazła drogę do siatki rywala. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy po akcji Stilicia próbowało szczęścia trzech graczy, lecz najskuteczniejszy był Hernan Rengifo. W drugiej połowy gospodarzy dobił Piotr Reiss, który zdobył swoją 108. bramkę w Ekstraklasie. Lech był zdecydowanie lepszy, co dobrze rokuję przed rewanżowymi spotkaniami Pucharu UEFA.

Bohater:

Paweł Brożek. Napastnik Wisły niemal w każdym meczu udowadnia, jak wartościowym jest zawodnikiem. Tym razem zdobył dwie bramki i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa nad Arką.

Plusy:

Carlo Costly. Napastnik GKS-u dopiero w 7. kolejce zdobył swoje pierwsze bramki w tym sezonie. Były to jednak arcyważne bramki, ponieważ dały zwycięstwo na gorącym terenie w Wodzisławiu.

Dawid Nowak. Drugi z napastników GKS-u zapisał na swoim koncie dwie asysty i ten mecz na pewno zapiszę do udanych. Tym bardziej, że ostatnimi czasy młody zawodnik z Bełchatowa częściej siedział na ławce niż znajdował się na placu gry.

Piotr Lech. Mimo 41. lat bramkarz Jagiellonii nadal jest pewnym punktem swojej drużyny i to głównie dzięki jego dyspozycji, gracze z Białegostoku wywieźli z Chorzowa jeden punkt.

Edson. Pomocnik Legii powrócił po kontuzji i zastąpił Sebastiana Szałachowskiego, z jakim skutkiem wszyscy widzieli. W 50. spotkaniu w polskiej Ekstraklasie Brazylijczyk zanotował bramkę i asystę.

Antybohater:

Zdzisław Bakaluk. Rozjemca spotkania Ruch – Jagiellonia popełnił fatalny błąd i nie podyktował karnego dla gospodarzy. Karnego, który mógłby rozstrzygnąć losy spotkania.

Minusy:

Przemysław Kulig. Zawodnik Cracovii w tej kolejce nie popisał się niczym szczególnym, a na dodatek w brutalny sposób zaatakował swojego rywala i słusznie został odesłany do szatni.
T.Chinyama - jeden z najlepszych zawodników Legii Warszawa. / Fot. Piotr Galas
Kamil Glik. Były zawodnik Realu Madryt C nie spisuje się najlepiej w barwach Piasta Gliwice, tym razem nie radził sobie z napastnikami Legii, a w jednej z sytuacji sam ich wyręczył i zdobył bramkę samobójczą.

Wojciech Kaczmarek. Bramkarz Śląska popełnił fatalny błąd w stylu Marcina Cabaja i przez niego Śląsk stracił dwa punkty mimo, iż był drużyną o klasę lepszą.

Bramka kolejki:

Paweł Nowak. Pomocnik Cracovii dośrodkowywał z rzutu rożnego w taki sposób, że piłka znalazła się w bramce przeciwnika. Nieczęsto ogląda się takie gole na ligowych boiskach.

Kontrowersje:

Karny dla Ruchu. Już wcześniej poruszałem ten temat. Karny dla Chorzowian był jak najbardziej ewidentny, lecz sędzia go nie podyktował.

Spalony przy golu Reissa? Akcja Lecha była rozgrywana w bardzo szybkim tempie i ciężko powiedzieć, czy był spalony. Na szczęście ta akcja nie wpłynęła na końcowy wynik spotkania.

Karny dla Polonii Warszawa? Daniel Mąka upadł w polu karnym, lecz wydaję się, że sam faul miał miejsce przed polem karnym i sędzia podjął dobrą decyzję.

Statystyki:

W spotkaniach 7. kolejki padło zaledwie 17 bramek. Średnia na mecz 2,125.

Więcej niż bramek było żółtych kartek, bo aż 31, co daję średnią aż 3,875. Do tego w jednym spotkaniu sędzia pokazał czerwoną kartkę dla Przemysława Kuliga.

Na trybunach pojawiło się około 52 tysiące kibiców. Najwięcej w Krakowie, na meczu Wisła – Arka – 10 tysięcy. Średnia na spotkanie: 6500.

Seriale:

Sebastian Przyrowski niepokonany od 433 minut. Ostatnim piłkarzem, który trafił do siatki bramkarza Polonii Warszawa jest Mariusz Mowlik (ŁKS). Uczynił to z rzutu karnego w spotkaniu trzeciej kolejki, które zakończyło się zwycięstwem 2:1 „Czarnych Koszul".

Wygrana Legii z Piastem przedłużyła passę wygranych spotkań przez warszawian w lidze, która obecnie wynosi pięć meczów. Tyle samo, co przegranych z rzędu gliwiczan.

Górnik Zabrze przegrał z Polonią Bytom, co oznacza, że od czterech wyjazdowych spotkań nie potrafi zdobyć trzech punktów. Jeszcze gorzej poza własnym stadionem spisuje się Jagiellonia Białystok. Bezbramkowy remis z Ruchem Chorzów dał 12. spotkanie z rzędu bez wygranej na wyjeździe. Jednocześnie „Niebiescy" notują passę siedmiu ligowych potyczek bez porażki u siebie.

Kolejne gole Lecha sprawiają, że ta drużyna już w 17. kolejnym spotkaniu zdobywa bramkę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Frekwencja zwiększy się na po meczy w Poznaniu :) Oby Legia wygrała!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.