Pozycja materiału w rankingach:
Świat nie zyskuje na wartości realnej, zyskuje tylko na budowaniu wrażenia, że coś jest warte więcej niż faktycznie jest. Podążając tym tropem, ceny rosną nie dlatego, że rzeczy są więcej warte, tylko dlatego, że my bardziej je sobie cenimy.
Zobacz także:
Artykuły
(20)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.19)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Grzegorz Wink 11.12.2011 16:18
Panie Robercie - to się samo z siebie nie wzięło. Społeczeństwa same z siebie nie wybrały podróbek wszystkiego za wcale nie małą (wbrew pozorom) gotówkę. To są lata pracy nad ludźmi wykonywanej wspólnie przez media i działy marketingu i PR różnych koncernów.
Aktualnie jest tak, że za towar który kiedyś był normalny trzeba zapłacić naprawdę sporo, a za cenę taką jakie były normalne 20-30 lat temu można co najwyżej kupić tandetę która rozleci się tuż po gwarancji. (Albo jedzenie nie nadające się w zasadzie do spożycia).
Pana tłumaczenie jest niestety świetnym przykładem skuteczności manipulacji ludźmi.
Robert Grzeszczyk 09.12.2011 20:36
Widzą to wszystko zupełnie odwrotnie niż autor. Zarówno rzeczy jak i zwykła praca tanieją coraz bardziej. Praca tanieje bo tanieją rzeczy. Do tych obniżek ludzie zawsze dążyli i to w końcu zostało im dane. Mamy więc kiełbasę po 6 złotych. Oczywiście to nie jest kiełbasa. Tak się tylko umówiliśmy, by dla lepszego humoru wszystkich, pozostać przy starej nazwie. Praca natomiast pozostała pracą. Czy potrzebna, czy nie.
Problem chiński nie jest sprawą immanentną Chin. W większości jest sprawą zewnętrzną, sprawą zewnętrznego kapitału. Rzecz jasna że umiejętnie wykorzystaną przez Chiny. Na rozwój świata należy patrzeć jak ma zbiór naczyń połączonych, szczególnie a naszych "globalnych" czasach. Społeczeństwa zachodu muszą się liczyć ze stopniową marginalizacją swej roli, bo nie są w stanie zrezygnowć z coraz tańszych standardów co jest umiejętnie wykorzystywane przez międzynarodową oligarchię finansową. Z czasem trzeba się liczyć, że przywrócone zostaną standardy rzeczywistej jakości: fizycznej i moralnej. Nie widać jednak póki co perspektywy tych zmian. Im później do nich dojdzie, tym będą boleśniejsze. "Oburzeni" są za słabi a poza tym również widzą całą rzecz dość egoistycznie a nie globalnie.
By zaspokoić rozwój kapitału, nie trzeba zaraz latać w kosmos. Lecz czy jesteśmy w stanie bez końca zaspakajać jego wzrost?
Póki co mamy medialną sieczkę która niczego dobrego nie buduje. Mamy fiskalizm miast gospodarki. I w końcu mamy państwa spekulujące naszym zdrowiem, życiem i bytem.
red 07.12.2011 16:47
My trzymamy się dzielnie nasz rząd po wodzą Tuska ,oprze się wszystkim wichrom . Jesteśmy teraz POTĘGĄ
gospodarczą ...... no tak mówi Tusk - tylko naród widzi że jest co innego!
Grzegorz Wink 07.12.2011 14:09
Było do przewidzenia, że ludzie w końcu przestaną mieć gotówkę na kupowanie tych wszystkich całkowicie zbędnych im rzeczy, ale niestety różne kierownictwa przyjęły gwarantującą dla nich najwyższe zyski strategię: "sprzedajmy ile się da, a potem firma może upaść".
Nie ma się co oszukiwać - przecież połowa wciskanych nam nachalnie przez media rzeczy w ogóle nie jest nam potrzebna. Nie jest potrzebny samochód z 3 litrowym silnikiem i napędem na 4 koła ludziom jeżdżącym nim samemu do pracy i nie muszą sobie kupować nowego co 3 lata.
Nie jest nam niezbędny nowy elektryczny czajnik, nowy telewizor, komputer, rower, telefon komórkowy, pralka, lodówka, zmywarka, jonizator, urządzenie do hydromasażu stóp, itd itp po kilka sztuk w domu i kupowane kolejne jak tylko poprzednim skończy się gwarancja. W dodatku im nowsze rzeczy tym są teraz gorsze.