Facebook Google+ Twitter

Żmii nie tykaj

Jak to ze żmijami bywa, lepiej omijać je szerokim łukiem. W ten sam sposób można potraktować książkę Ireneusza Gębskiego. W "Mojej żmii" interesujący jest niestety tylko wstęp.

Preludium do całej historii o internetowej wymianie korespondencji między Zbyszkiem a Krysią, jest intrygujący wstęp. Autor powieści sygnalizuje, że czasami zdarza nam się sprzedać komputer, zapominając przy tym o dokładnym wyczyszczeniu dysku. "Wtedy ktoś zupełnie obcy mimo woli wchodzi w posiadanie naszych danych. Może zrobić z nich różny użytek: wykasować wszystko (mało prawdopodobne), zgrać i przekazać nam (zdarza się), opublikować co pikantniejsze wątki w sieci (wielce prawdopodobne), szantażować nas (sporadyczne, ale jednak) lub wykorzystać do własnych celów, np. napisać książkę (rzadki przypadek). Wyobraźmy sobie, że w grę wchodzi właśnie ta ostatnia opcja…" Taki wstęp zaostrza apetyt i sprawia, że czytelnik wciągnięty jest w grę, która niestety już po chwili okazuje się mało interesująca.
Czatowanie z nieznajomymi w Internecie do rzadkości nie należy. Ba - zapewne większość z nas właśnie do tego zaczynała swoją przygodę z wirtualnym światem. Opierając się na swoich doświadczeniach ma się pewne wyobrażenie w jaki sposób wygląda też nieformalna wymiana e-maili. Ta przedstawiona między Zbyszkiem i Krysią, osobami w średnim wieku, które nigdy nie spotkały się "w realu", pozostawia wiele do życzenia. Język internetowy ma to do siebie, że jest "spłaszczany". Szybka wymiana myśli sprawia, że korespondenci mimowolnie popełniają błędy. Zapominają o polskich znakach, nagminnie używają skrótów, emotikon, itd. W przypadku bohaterów książki o czymś takim nie ma mowy - wręcz przeciwnie - obie postaci są hiperpoprawne. W ich e-mailach roi się od "gdyż", "czyż", "iż" i "otóż". Oczywiście można wziąć pod uwagę taką ewentualność, że są to osoby, które na co dzień posługują się poprawną polszczyzną, są kulturalne, elokwentne i powściągliwe. Takie rozumowanie jednak nie pomaga przebrnąć przez te wszystkie "zgrzyty" w tekście, które niewątpliwie spowalniają całą książkę.
Sama fabuła również nie powala na kolana. Zdaje się, że w życiu bohaterów nie dzieje się nic ciekawego. Krysia z jednej strony chętnie spotkałaby się ze Zbyszkiem, z którym lubi świntuszyć, ale z drugiej zasłania się wiernością małżeńską, która nota bene nie przeszkadza jej w flirtowaniu z niemalże wszystkimi mężczyznami, znajdującymi się w jej otoczeniu (o czym skrupulatnie opowiada internetowemu przyjacielowi). Infantylność tej postaci wysuwa się na pierwszy plan. Nie można jej polubić nawet jeśli w pewnym momencie dowiadujemy się, że Krysia walczy z nowotworem. Zbyszek natomiast jest emerytowanym wojskowym, który w obecnej pracy ewidentnie się nudzi. Kocha swoją żonę, ale nie widzi nic złego w wysyłaniu obcej kobiecie zdjęć swojego przyrodzenia. Konwersacja tej dwójki jest monotematyczna i po prostu nudna. Samo zakończenie książki jest natomiast pompatyczne, co w zupełności nie współgra z całością.

Ireneusz Gębski, "Moja żmija", Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Osoby w średnim wieku właśnie tak piszą e-maile czy smsy.. hiperpoprawnie :) więc się nie dziwię, że i w czacie tak to wygląda.

Wiem, że książka nie podobała się Tobie, ale czuję lekki niedosyt. Brakuje mi choćby jednego zdania na temat autora i o książce trochę więcej chętnie bym się dowiedziała..

Pewnie mnie też by nie zainteresowała. Już sama okładka odstrasza ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.