Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16039 miejsce

Zmora fiskalizmu w Polsce

Nikt nie lubi płacić podatków. To bolesna i nieuchronna czynność, którą większość podatników wolałaby ominąć. Jednak żadne państwo nie może istnieć bez podatków. Najgorzej, gdy apetyt państwa staje się nienasycony, tak jak w Polsce.

Ministerstwo Finansów / Fot. Jarosław Pocztarski, CC2.0

Istota podatków


Podatek jest obowiązkową daniną pobieraną przez państwo i jednostkę samorządu terytorialnego , stanowiąc podstawowe źródło ich dochodów. W prawidłowym systemie wysokość podatków nie ogranicza gospodarki i nie zuboża podatników, gwarantując równomierny rozwój gospodarczy w danym państwie i konsekwentny wzrost wpływów z podatków. Niestety, coraz częściej apetyt państwa rośnie i pojawia się presja na maksymalizację bieżących wpływów, nawet kosztem długofalowego rozwoju gospodarki. To efekt nadmiernego wzrostu zadłużenia państw, często będącego wynikiem niegospodarności poszczególnych ekip rządzących i poddawaniu się dyktatowi instytucji finansowych. Stąd już tylko krok do fiskalizmu, czyli "polityki państwa polegającej na dążeniu do osiągnięcia jak największych wpływów do budżetu poprzez nakładanie kolejnych, coraz wyższych obciążeń podatkowych" - jak definiuje to zjawisko Wikipedia. Fiskalizm ma różne ideologie, podłoża i oblicza, lecz jeden wspólny mianownik: zbyt wysokie obciążenia podatkowe, które w efekcie powodują ucieczkę kapitału za granicę oraz rozwój szarej i czarnej strefy gospodarczej.

Fiskalizm rodem z PR

L
Polski fiskalizm ma swoje źródła w czasach PRL, gdy każda prywatna działalność usługowo-wytwórcza była ideowo obca i z gruntu podejrzana. To wówczas podatek stał się podstawowym narzędziem walki klasowej. Przez lata komunizmu władza ludowa mogła nakładać na rzemieślników i wolne zawody uznaniowy podatek domiarowy , opierając się wyłącznie na widzimisię urzędników skarbowych, wspieranych przez donosy obywatelskie. Podatek ten od 1958 roku zamienił się w podatek wyrównawczy, ale jego charakter niewiele się zmienił (podatek mógł sięgnąć nawet 50 proc.). Do 1989 roku tak zwana prywatna inicjatywa była postrzegana głównie jako źródło oszustw podatkowych oraz korupcji. W pewnej części była to prawda, bo ówczesny drastyczny fiskalizm nie pozwalał na uczciwe prowadzenie biznesu, a łapówki były nieomal normą w relacjach z urzędnikami państwowymi, w tym oczywiście również skarbowymi. Przy czym korupcja kwitła wszędzie, była nieodłącznym elementem funkcjonowania całego ustroju komunistycznego, a nie tylko „prywatnej inicjatywy”.

Zmiany z początku lat 90.


Po zmianach ustrojowych, które nastąpiły po 1989 roku, podejście machiny finansowej i podatkowej wobec przedsiębiorców prywatnych zmieniała się w niewielkim stopniu. Było to zrozumiałe, bo kadry urzędnicze i ich przyzwyczajenia pozostały w większości niezmienione. Pozostawiano w spokoju zadłużone państwowe molochy, a nadal koncentrowano się na raczkującym kapitalizmie. Na początku lat 90. Sejm uchwalił zupełnie nowe ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) oraz o podatku od towarów i usług (VAT). Ustawa CIT uporządkowała i znormalizowała opodatkowanie dochodów przedsiębiorstw. Ustawa o PIT wprowadziła powszechny podatek od dochodów osobistych, oznaczający rewolucję, szczególnie dla osób zatrudnionych na etatach. Do tej pory pracownik nic nie musiał płacić, bo istniejący wówczas podatek od funduszu płac, obciążał jedynie zakład pracy.

W związku z ustawą, przeprowadzono powszechną operację ubruttowienia płac, w wyniku której zaskoczeni pracownicy ujrzeli wyższe kwoty na swoich angażach o pracę, które jednak nie spowodowały wzrostu wypłacanych „na rękę” wynagrodzeń. Polacy musieli przyzwyczaić się do pojęcia płacy brutto i płacy netto oraz do składania rocznych zeznań podatkowych. Ten ostatni obowiązek okazał się najtrudniejszy, ale na pomoc przyszły setki biur rachunkowych , które odpłatnie zaczęły wypełniać zeznania w imieniu podatników. Po pierwszym roku zmian czuliśmy się nieomal jak w Ameryce, szczególnie że media promując nową formę rozliczeń dochodów osobistych, wciąż powoływały się na przykład USA, w tym również co do problemów związanych z wypełnianiem zeznań.

Rozwój narodowego fiskalizmu


Potem, z roku na rok było już gorzej, bo obie ustawy dochodowe szybko poczęły obrastać w kolejno dodawane punkty, rozporządzenia i interpretacje. Jedne ulgi dodawano, kolejne zabierano. Sprawy zaczęły się zagęszczać, a podatnicy coraz bardziej gubić w przepisach.Podobnie było z wprowadzonym w 1993 roku zupełnie nowym podatkiem od towarów i usług, zastępującym dotychczasowy podatek obrotowy. Ideę podatku przeniesiono z zachodniej Europy, gdzie od lat istniał jako Podatek od Wartości Dodanej VAT ( Value Added Tax). Jego istotą było opodatkowanie tylko tej wartości obrotu, którą dodawał kolejny przedsiębiorca np. w postaci swojej marży. Była to rewolucja dla Polaków, bo mechanizm rozliczania podatku był zupełnie odmienny od dotychczasowych . Nowe kategorie: podatek naliczony VAT, podatek należny VAT, kwoty do zapłaty, stawki i kalkulacje podatku VAT, zupełnie nowy sposób wystawiania faktur i prowadzonej dokumentacji, kasy fiskalne VAT- taki zakres zmian był ogromnym wyzwaniem dla wszystkich podatników i dla organów skarbowych.

Ogromne pole do popisu mieli doradcy podatkowi i biura szkoleń, które błyskawicznie zalały rynek materiałami informacyjnymi i szkoleniami podatkowymi. Niestety, proces psucia prawa podatkowego trwał nadal i nikt nie zamierzał wprowadzać żadnej taryfy ulgowej dla podatników, tym bardziej że zorganizowane grupy bez skrupułów wykorzystywały luki i słabe punkty ówczesnego systemu podatkowego, zarabiając miliardy na oszustwach podatkowych. Kolejni ministrowie finansów zamiast skupiać się na kompleksowym usprawnieniu i uproszczeniu systemu podatkowego, tak by nie hamował przedsiębiorczości i wskazywał oszustów, w istocie ograniczali się do łatania dziur i wprowadzania coraz dziwniejszych zapisów, które uderzały jedynie w legalnie działających podatników.

Gdy rzetelność nie popłaca


Czarna strefa gospodarcza dalej działała niezagrożona, a uczciwi podatnicy zmagali się z coraz bardziej agresywnymi działaniami organów skarbowych. W polskiej dżungli podatkowej lat 90. najłatwiej było uderzyć w oficjalnie działających podatników, z których wielu dopiero zaczynało działalność gospodarczą. Działania fiskusa były bezwzględne. Nawet najmniejsze uchybienie, nawet formalne mogło narazić na dotkliwe sankcje skarbowe. Brzmi to jak ponury żart, ale w pewnym okresie wystarczało, by faktura VAT podawała błędny kod pocztowy , by odbiorca tracił prawo do odliczenia sobie podatku VAT z takiej faktury, w efekcie sponsorował budżet państwa. Nijak się to miało do filozofii tego podatku. Innym, typowo polskim wynalazkiem (niestety, pośrednio obowiązującym do dzisiaj ) była odpowiedzialność zbiorowa podatników za faktury VAT wystawione przez oszustów, firmy-krzaki. W tym przypadku, nabywca towarów z takich firm również tracił prawo do odliczenia VAT.

Kontrole skarbowe z lubością wyszukiwały takie faktury, wyliczając podatnikom dodatkowy podatek VAT, powiększony o sanacyjne opłaty i odsetki z tytułu opóźnień. W efekcie, naliczone kwoty często przekraczały możliwości zapłaty, co skutkowało egzekucją komorniczą i bankructwem. Niestety, najczęściej tego typu sankcje uderzały w uczciwych przedsiębiorców, którzy dziali w dobrej wierze, prowadzili rzetelnie księgi rachunkowe i nawet nie naruszali filozofii podatku VAT. Fiskus miał łatwy cel, bo miał komplety dokumentów i ksiąg. Po drugiej stronie działały i działają firmy-krzaki, często zarejestrowane na podstawione osoby. Nigdy nie płacą podatków, a po 1-3 miesiącach działalności znikają razem z kompletem dokumentacji. Pozostaje właściciel (wspólnik, udziałowiec), którym okazuje się menel spod budki z piwem. W tej sytuacji fiskusowi łatwiej uderzać w legalnie działające przedsiębiorstwa.

Dżungla w środku Unii


Wiele obiecywano sobie po wejściu do Unii. Jednak nowo uchwalone ustawy rozczarowały, bo stopień komplikacji ich zapisów niewiele się zmienił. Do tego podstawowy polski grzech, czyli brak jednolitych interpretacji. W efekcie, wiele punktów ustaw podatkowych obrosło w tysiące urzędowych indywidualnych interpretacji, z których każda jest obowiązująca tylko dla tego, dla kogo została wystawiona. Często się więc zdarza, że dwie strony tej samej transakcji mają dwie zupełnie przeciwne interpretacje Ministra Finansów. Dodatkowo, działania Ministerstwa i podległych organów skarbowych zmierzają obecnie w kierunku minimalizacji wydawanych interpretacji, co oznacza, że podatnik musi samodzielnie walczyć w dżungli niejasnych przepisów dotyczących spraw podatkowych i wciąż ryzykować.

Polski podatnik wciąż nie może się bowiem doczekać uproszczonych i jasnych przepisów podatkowych. Kontrahenci z innych krajów Unii nie potrafią zrozumieć tak dziwnego podejścia państwa do obywateli. Nigdy przecież nie zarzyna się kur znoszących złote jaja. Zmieniający się Ministrowie Finansów wciąż jednak nie potrafią tego zrozumieć.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Póki jest państwem- NIE MOŻE

Wojciech Arciszewski

Komentarz został ukrytyrozwiń
plb
  • plb
  • 06.02.2012 23:10

W tekście jest podstawowy błąd. Każde państwo może istnieć BEZ podatków.
Louis Even

Komentarz został ukrytyrozwiń

Robercie. masz racje. W.Modzelewski nie był Ministrem( lecz V-ce Ministrem Finansów), lecz to właśnie on odpowiadał za wprowadzenie VAT. Wyszło jak wyszło i nie idea podatku była winna, lecz jej wypaczenie, czyli totalne zagmatwanie i drakońskie kary. Owa bzdura z kodem pocztowym, która była szczytem wredoty.

Winne są WSZYSTKIE kolejne rządy, bo od 1989 roku nie potrafiły (lub nie chciały) poradzić sobie z uproszczeniem systemu podatkowego. PO jest ostatnia w kolejce i też niewiele zrobiła.
Podatki, to kolejny po autostradach i służbie zdrowia, filar NIEMOŻNOŚCI, jakieś polskie FATUM.
Nikt nie zechciał pójść po naukę do Unii.
Jedyną pociechą jest fakt, że sądy administracyjne (WSA i NSA) coraz częściej przyznają -w trybie odwoławczym-racje podatnikom. Polskie prawo podatkowe nie może być bowiem niezgodne z Dyrektywami Unii Europejskiej (parlamentu lub rady). Warto o tym pamiętać i nie poddawać się bez walki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojciechu, o ile wiem Witold Modzelewski nie był ministrem. Po wtóre, jego urzędowanie już dawno przeminęło i była nie raz okazja pozamiatać. VAT jako taki nie jest zły, byle był prosty i jednoznaczny, bez żadnych złodziejskich wyłączeń etc. Zastąpił istniejący wcześniej podatek obrotowy. Z pewnością jest łatwiejszy do skontrolowania. Nie znam się jednak na tym, więc nie polemizuje (choć miałem firmę i jakoś go rozliczałem). W USA jest podatek obrotowy i jakoś sobie radzą. U nas sobie nie radzili.
Tam (USA) koszty obsługi państwa są trzy razy mniejsze niż w Polsce. Tyle tu kosztuje administracja i państwo. Miało być tańsze, ale zatrudniono kilkadziesiąt tysięcy nowych urzędników. Byłem świadkiem, jak korespondują ze sobą siedzący w sąsiednich pokojach. Nie to ich wina. Zapewniam, ze mają co robić. Nawet wiem jak spowodować by mieli roboty jeszcze więcej i wymusić kolejne przerosty zatrudnienia. A Ty może nie wiesz?
Wystarczy, że Tusk wymyśli kolejną mądrą ustawę, kolejny mądry urząd. A potem chodzi i wygraża paluchem przed kamerami. Jak mówi moja niedorosła córka: "ŻAL". To pewnie przez delikatność ...
Teraz pewnie będzie modernizował ACTA, i może je monitorował. Czyż nie przydałaby się jakaś Agencja do tego? Dla dobra społecznego, rzecz jasna. I do konsultacji. A może jakieś stowarzyszenie założyć?
Tak mi się pisze o Tusku, bo to on pozadłużał nas na ogromne pieniądze. Teraz z troskliwością "wilka" nas ratuje, dowalając z każdej strony. Tusk nie jest pierwszym, który sobie dworuje z problemów Polaków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Robercie,
Z punktu widzenia pracownika tak to wyglądało.Płacił zakład pracy. Wyjątkiem był podatek wyrównawczy, który pojawiał się gdy pracownik zarabiał naprawdę dużo i przekraczał ustalony limit. Wówczas musiał złożyć zeznanie bezpośrednio do fiskusa. Był jeszcze w latach 80-tych drakoński Podatek od Ponadnormatywnego Wzrostu Wynagrodzeń PPWW zwany "popiwkiem", który płacił zakład pracy, gdy przekroczył limit wzrostu funduszu płac. Jakkolwiek było to i tak fiskus był pazerny.
Wspomniałeś o p.Modzelewskim. Otóż to ten człowiek będąc Ministrem Finansów wprowadził Polsce w 1993 słynny podatek VAT, w wyjątkowo bałaganiarski i niebezpieczny dla przedsiębiorców sposób, pełen pułapek i horrendalnych kar. Po odejściu z funkcji założył prywatny biznes i czerpał profity z tłumaczenia zawiłości swoich przepisów. Czy to był przypadek ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Do tej pory pracownik nic nie musiał płacić, bo istniejący wówczas podatek od funduszu płac, obciążał jedynie zakład pracy." - to nie jest prawdą, po prostu zakład pracy rozliczał w pełni zobowiązania podatkowe pracownik. Aktualnie też co jakiś czas przebąkuje się powrocie do tego rodzaju rozliczeń.
Jak twierdzi prof Modzelewskiw Polsce jest ponad 100 000 wykładni prawa podatkowego. Każdy urząd skarbowy może mieć swoją wykładnię, ale żaden z nich nie jest w pełni za nią odpowiedzialny.
Stopień zagmatwania prawa jest celowy. W jego wyniku interesy dobrze rozwijają nie rzetelne firmy ale spekulanci różnej maści. Wina leży po stronie władzy i jej systemu w kraju.
Rozbuchana administracja stoi na straży tego systemu i zaczyna się już samorzutnie powielać.

Napisałem o tym: "Fiskalizm czy gospodarka" (link

Wszyscy zapominamy,że pieniądz to rodzaj towaru który jest wynikiem działalności człowieka. Ale nie odwrotnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, walimy w rodzime uczciwe firmy, a dajemy się skubać obcemu kapitałowi. Oto dlaczego tak chetnie otwieraja hipermarkety w Polsce. Dla nich to raj podatkowy.



http://podatki.onet.pl/wielkie-sieci-a-placa-male-podatki,19923,4991676,1,prasa-detal

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój komentarz to link

Będąc z charytatywnym rajdem ZŁOMBOL w Szkocji nie mogłem się nadziwić ich podejściem do prywatnej własności a w zasadzie jej jawności w posiadaniu. W Polsce większość majątków posiadają fikcyjni emeryci,renciści, babcie, ciocie lub jeszcze inne osoby, tylko nie ich właściwi posiadacze. Podatki a w zasadzie haracz płacą tylko uczciwi podatnicy ci co nie umieją kombinować.
Państwu jako aparatowi ucisku jest wszystko jedno kogo ograbi, aby koryto dla siebie zapełnić. I to jest istota zjadania własnego ogona naszego fiskalizmu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.