Facebook Google+ Twitter

Zmysłowy wokal Emmanuelle i rock z lat 70.

Zespół Ultra Orange działa na francuskiej scenie rockowej już od ponad dziesięciu lat. I pewnie nadal by nikt o nim w Polsce nie słyszał, gdyby nie najnowsza płyta z Emmanuelle Seigner na wokalu, znaną aktorką i żoną Romana Polańskiego.

)kładka płyty "Ultra Orange & Emmanuelle" / Fot. Sony BMGZazwyczaj podchodzę z dużym dystansem do płyt nagrywanych z gościnnym udziałem wszelkiej maści gwiazd z poza światka muzycznego. Niestety są to często przereklamowane, mało wartościowe artystycznie próby zdobycia rozgłosu. Przypuszczam, że rockowe małżeństwo Gil i Pierre'a Emery z Ultra Orange zapraszając Emmanuelle Seigner za mikrofon, również kierowało się komercyjnymi pobudkami i chęcią zaistnienia poza granicami Francji. Muszę jednak przyznać, że wyszło im to zdecydowanie na dobre.

Ultra Orange zadebiutowali w 1996 r. Grają proste, melodyjne piosenki w stylistyce surowego rocka lat 70. Ich muzykę można by ironicznie określić fragmentem zadziornego "Bunny" z najnowszego albumu: You're so fine But you think you live in '69. I tyle. Na właśnie wydanym "Ultra Orange & Emmanuelle" dużo w warstwie instrumentalnej się nie zmienia. Muzyka przyjemna, jednak słucha się jej z nieodpartym wrażeniem, że już kiedyś to słyszeliśmy. Co innego wokal - sławna francuska aktorka nadała ożywczą świeżość tym trochę archaicznym kompozycjom.

Seigner wokalistką nie jest - słychać to już od pierwszych dźwięków, które zdają się momentami (celowo?) niedopracowane, czy niewykończone. Jeszcze gorzej z jej angielskim - wyczulonym na tym punkcie jej akcent
może przysporzyć realnego cierpienia. Paradoksalnie, w tym wszystkim tkwi urok tego śpiewu. Śpiewu, który uwodzi. Można bez dużej przesady stwierdzić, że jest to jeden z najbardziej "kobiecych" wokali na współczesnej scenie alternatywnej. Subtelny, trochę nieśmiały, zmysłowy, nawet erotyczny. Przywołując w pamięci filmowe kreacje aktorki, zaskakuje wrażenie jak umiejętnie potrafiła ona przelać swą aktorską zmysłowość na struny głosowe.

Wokal Emmanuelle sprawdza się w większości z 11 znajdujących się na płycie utworów. Dobrze brzmi w bluesowym "Bunny", ostrzejszym "Won't Lovers Revolt Now", jak i delikatnej akustycznej balladzie "Nobody Knows", czy w zdecydowanie dwóch najlepszych kawałkach: wyciszających "Lines On My Hand" i "Simple Words". Warto także zwrócić uwagę na "Rosemary's Lullaby" - rockową parafrazę słynnego motywu Krzysztofa Komedy z "Dziecka Rosemary" Polańskiego.

I choć słucha sie tego bardzo sympatycznie, po kilku przesłuchaniach album zaczyna nużyć. Rozwiązaniem byłoby zapewne zobaczenie Ultra Orange na żywo. Najlepiej w kameralnej i zadymionej knajpce, która zdaje się idealną scenerią dla tych zmysłowych i lekko dekadenckich dźwięków. Na szczęście polscy fani urzeczeni głosem Emmanuelle nie będą musieli długo czekać - 21 lipca w Starym Browarze w Poznaniu odbędzie się koncert grupy.

Ultra Orange & Emmanuelle, "Ultra Orange & Emmanuelle", Sony BMG 2007, cena ok. 70 zł.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.