Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36057 miejsce

Zniewoleni wolnością. Refleksja nad naturą grzechu

O grzechu powiedziano już niemal wszystko. Współczesna cywilizacja i popkultura umniejszyły jego znaczeniu tak bardzo, że wręcz śmieszne wydaje się dzisiaj mówienie i pisanie o grzechu. Niemniej jednak - warto o nim pisać. Dlaczego?

Wszak człowiek jest istotą wolną, ma prawo dokonywać wyborów i nikt nie może go ograniczać. Do czasu. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy nagle stwierdzamy, że osiągnęliśmy kres. Wszystkiego spróbowaliśmy, byliśmy „wolni”, robiliśmy wszystko, na co mieliśmy ochotę, nie licząc się ani z normami moralnymi, ani tym bardziej z przykazaniami, ani z drugim człowiekiem. Całkowicie wyzwoleni. Niczym nie ograniczeni. A jednak, coś jest nie tak.

Pojawia się jakiś smutek, brak. Jeszcze nie wiemy czego dotyczy, ale już czujemy pustkę gdzieś głęboko w środku. I bardzo trudno ją zapełnić. Oczywiście, można się „znieczulić”. Na chwilę. Potem wszystko wraca, czasem z jeszcze większą siłą. Szukamy kolejnych rozrywek – i nic. Wciąż boli, niepokojąco o sobie przypomina, nie da się zaspokoić. Głód miłości, który – niezaspokojony – nieuchronnie prowadzi do śmierci. Rozpoczynamy proces umierania.

Błędne koło?



Cóż stało się z naszą wolnością? Dlaczego, mimo pozornego nasycenia, odczuwamy głód? Dlaczego już nam nie wystarcza życie takie, jak do tej pory? Dlaczego zaczynamy czuć, że coś tracimy, że....umieramy? Ojciec Leon Knabit, benedyktyn, w jednym z odcinków poświęconych Poważnym Sprawom, dość dokładnie i w bardzo ciekawy sposób rozważał temat grzechu. Wysnuł twierdzenie, że dobrowolny i świadomy grzech powoduje śmierć duszy.

Czytaj też: Arcybiskup: Jazda po pijanemu to śmiertelny grzech

W ocenie zakonnika krótkowzroczność w poszukiwaniu szczęścia powoduje, że staramy się je odnaleźć bez względu na wszystko, oby tylko zaspokoić swoje pragnienie. Nie liczą się metody i środki, nieważny jest drugi człowiek, jego odczucia, pragnienia. Zaczyna nas toczyć grzech i zepsucie. Przestajemy dostrzegać kolory i urok świata. Zatraciliśmy kontakt z Bogiem, czyli to, co trzyma nas przy życiu, dodaje sił na każdy kolejny dzień. Nasze oczy są smutne i pozbawione blasku, przestajemy się uśmiechać lub robimy to mechanicznie, bo tak wypada. Czujemy się wypaleni od środka, pozbawieni wnętrza. Zaczynamy być obojętni na wszystko, co dzieje się dookoła. Nie robi na nas wrażenia ludzka tragedia, dramat, jesteśmy też obojętni na szczęście. Lepiej go nie widzieć. Życie jest ciężkie i pozbawione sensu, a w związku z tym szukamy sztucznych i pozornych radości. Zapętlamy się jeszcze bardziej, znowu oddajemy się grzechowi. Nasze wnętrze cierpi, gdyż ono wie, za czym tęskni. My zapomnieliśmy – ono pamięta ile radości i szczęścia daje przebywanie blisko Pana Boga. Dusza umiera. Koło się zamyka.

Nie czekaj, zgłoś się! Trwa konkurs Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.