Facebook Google+ Twitter

Znów o wędrówkach miejskich

Z uśmiechem teraz wychodzę teraz na ulicę. Krok zrobił się jakiś taki lżejszy, pierś do przodu, podbródek dumnie uniesiony. Aż miło się porozglądać.

Czekając na autobus, myślałam sobie: - Z Warszawy wreszcie zaczął uchodzić zapach śnieżno – błotnisty, zazieleniło się co nieco, klimat ogólnie jakiś przystępniejszy. Dołączyła do mnie koleżanka: – Znów kwitną te śmierdzące drzewa – podsumowała mój entuzjazm.

I wtedy, jak już wsiadłam do autobusu, tradycyjnie zaczęłam się przysłuchiwać ludziom.
-Ale ciepło, nie do wytrzymania!
-Tak, to przez te szyby tak grzeje, pewnie nie raczą włączyć klimatyzacji.
-Teraz jak przyjdzie lato, to się tu ugotujemy!
Przypominam sobie autobusowe rozmowy sprzed zaledwie dwóch miesięcy, kiedy wszyscy narzekali na zimno. Wtedy ochoczo się przyłączyłam i odliczałam dni do wiosny. Uważałam, że mamy prawo narzekać, ale teraz? Teraz to jednak cecha naszego narodu – wieczne pretensje. Czy "prety", jak to teraz mówi nasza "słitaśńa" młodzież. Już rozumiem, dlaczego smerf Maruda jest jednym z tych smerfów, które pamiętamy najlepiej. Ale co tam, niech inni się trują.

Po drodze zgłodniałam, więc postanowiłam wstąpić do sklepiku na rogu. Kiedy podeszłam do kasy, jedna ze sprzedawczyń podeszła do obsługującej mnie pani i teatralnym szeptem oznajmiła: Ale tu u nas drogo! A druga: no, tutaj kupują tylko snoby – rzuciła kierując wzrok pełen sztyletów prosto we mnie. Zaniepokojona szybko zaczęłam robić w myślach ranking grzechów popełnionych w sklepach i wybierać, który mogłam teraz popełnić. Wyciągnęłam do pani drżącą rękę z grubym banknotem czując, że narażam się coraz bardziej. Obawiałam się usłyszeć: nie mam wydać, cholerna snobko!

Klimat zrobił się znacznie cięższy. Niewdzięcznie zaczęły się mnożyć wokół mnie niepożądane słowa: od wyzwisk w metrze, po uliczne narzekania na choroby. Zachodzę w głowę, czemu to zawsze ja jestem przypadkową słuchaczką rozmaitego rodzaju nieszczęść. Niestety, moje skłonności filologiczne zaczynają mnie prowadzić do jednego chyba słusznego wniosku. Mickiewicz to był jednak tęgi rozum - zdolności socjologiczno-psychologiczne na najwyższym poziomie. Nasz kraj jest przeznaczony do tego, by cierpieć. Czy za inne narody – nie wiem, ale cierpienie po prostu być musi, powód zawsze się znajdzie (inną sprawą jest to, że historia często chichocze za naszymi plecami i tych powodów czasem dostarcza…).

Diagnoza: melancholia, marazm, mania. Przyczyna - skłonności masochistyczne. Recepta – brak…

A teraz sprawy pogodowe. W końcu to jeden z ulubionych tematów do miłej, niezobowiązującej paplaniny. Czerwiec – słońce czasami przygrzewa. Nobla dla tego, kto wymyślił sesję w czerwcu, kiedy naprawdę ma się kiełbie we łbie. Przerażona odliczam dni do obrony licencjatu. Bardziej chyba boję się słowa „obrona”, niż samego faktu. No bo jak jest obrona, to musi być i atak, prawda? I co w tym przyjemnego? Nie na żarty uważam, że gdyby ludzie przykładali większą uwagę do semantyki, świat byłby weselszy. Weźmy na przykład takie słowo WYWIADÓWKA. Ma się od razu skojarzenia, hm? Rodzice chodzą na wywiadówki i tam, niczym supertajni agenci wywiadu, wywiadują się, co te pociechy znów w szkole nabroiły. Bogu dzięki, że to już za mną.

Nerwowo rozglądam się ostatnio dookoła, by znaleźć coś przyjemnego, żebym mogła wpleść to do felietonu, niczym jakąś prawdę objawioną: Ludu mój, jest dobrze, widzę, że idziemy w dobrym kierunku. A tu stagnacja. Codziennie setki umęczonych twarzy w ciągłym biegu. Podłoga w metrze wydeptana sandałkami, oficerkami, chodakami, trampkami… Anonimowi ludzie, których duch zdał się gdzieś ulecieć i zostały tylko maszyny dzielnie znoszące każdą przykrość – a przecież tylko to umiemy dostrzec.

Udało mi się ostatnio usiąść w autobusie naprzeciw bezdomnego, który wydawał mi się nieco inny niż wszyscy. Po krótkiej obserwacji zrozumiałam dlaczego. Pan siedział z nogą elegancko założoną na nogę i z zamyślonym wyrazem twarzy. Cały wydawał się być skupiony, jakby napięty. Nie od razu zauważyłam, że on po prostu nie był wśród nas – czytał „Potop” Sienkiewicza. Do tej pory nie wymyśliłam komentarza do tej sytuacji. Wydaje mi się tylko, że mógłby być w pewien dziwny sposób pozytywny.

Chwilę później usłyszałam, że ktoś gra na gitarze. Współtowarzysze podróży zaczęli wywracać oczami – ewidentnie za chwilę będzie żebranina. A pan po prostu zagrał i usiadł obok wielbiciela Sienkiewicza.

Lubię, gdy świat tak troszkę wywraca się do góry nogami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.