Facebook Google+ Twitter

Znowu wyścig ofiar?

W sporze o berlińską wystawą na temat wypędzeń nie chodzi tylko o to, że Niemcy zmieniają stosunek do historii Trzeciej Rzeszy. Problem tkwi też w tym, że Polacy tego stosunku nie zmieniają...

Przez ostatnie kilkanaście lat, kultura nie odgrywała jakiejś szczególnej roli w stosunkach polsko-niemieckich. Teraz dopiero znalazła sobie odpowiednie miejsce. Ale bądźmy szczerzy – nie o treść tej wystawy tu chodzi.


Organizowała ją niejaka Erika Steinbach, a sama wstawa dotyczy tak zwanych „wypędzeń” – więcej przeciętny, polski czytelnik nie musi wiedzieć, by być przeciwko. W stosunkach polsko-niemieckich nerwy są tak napięte, że wystarczy posługiwać się hasłami: „Wypędzenie”, „Steinbach”. Kazimierz Marcinkiewicz nie wyjaśnia berlińczykom, dlaczego wystawa mu się nie podoba, bo to nie ona mu się nie podoba, tylko sam fakt, że ona ma miejsce. Obojętnie jaka by była.

Bo, jak uzasadnia Paweł Zaleski, wybitny znawca niemieckiej historiografii, „kryzys, który widać w stosunkach polsko-niemieckich wynika przede wszystkim z niemieckich prób rewizji historii.” Badania Instytutu Spraw Publicznych również na to wskazują: więcej Niemców jest skłonnych uznać, że również Niemcy byli wśród ofiar II wojny światowej.

Trudno z tym polemizować. Jeszcze 20 lat temu ktoś, kto mówił o niemieckich ofiarach w samych Niemczech był zaliczany do skrajnej prawicy. W Holandii panowało przekonanie, że całe społeczeństwo stawiało hitlerowcom opór. Dziś wiemy, że w Holandii tak samo jak we Francji, Belgii i w innych krajach okupowanych, tylko mniejszość zdecydowały się na opór i konspirację – większość była bierna, wyczekiwała, ustawiała się i mniej lub bardziej kolaborowała z nową władzą. Jak powiedział jeden z holenderskich historyków, który sam przyczynił się swoimi badaniami do tej reinterpretacji: „My nie byliśmy aż tak bohaterscy, a Niemcy nie byli aż tak straszni, jak nam się wydawało w okresie powojennym.”

Tu jest pies pogrzebany: jeśli problemem jest rzeczywiście niemiecka reinterpretacja historii, taki swoisty historyczny rewizjonizm, to powinno to niepokoić nie tylko polskiego prezydenta, premiera i eks-premiera, ale i francuskich, brytyjskich, holenderskich polityków. Ostatnie tygodnie spędziłem we Francji i w Anglii, czytając pilnie gazety i oglądając telewizję – czytałem artykuły o polskich emigrantach, o polskiej lustracji, lekko ironicznie i otwarcie kpiące komentarze na temat polskiego rządu, ale nic, absolutnie nic o tej tak kontrowersyjnej wystawie w Berlinie. Zmiana nastawienia Niemców do własnej przeszłości nie wywołuje żadnego niepokoju poza Polską – z dwóch przyczyn:

Historiografia a'la Norman Davies


Reinterpretacja tej przeszłości w Niemczech jest zbieżna z podobnymi tendencjami w innych krajach. Tam historycy i publicyści już od dłuższego czasu zajmują się kolaboracją, własnym wkładem w prześladowanie Żydów i tymi wszystkimi, którzy podczas II wojny światowej nie zachowywali się bohatersko. W Polsce zaś opowieść o II wojnie światowej, to opowieść o własnym bohaterstwie. W Polsce historiografia a'la Norman Davies walczy – i na razie zwycięży – z historiografią a'la Tomasz Gross. To też wyjaśnia, dlaczego ten ostatni cieszy się dużym powodzeniem za granica, podczas gdy Norman Davies tam nikogo nie powala – tak jak pisze Davies, tak w zachodniej Europie i w Ameryce pisano już pół wieku temu.

Wyścig ofiar

Reinterpretacja przeszłości w Niemczech zmierza do uznania roli ofiar – Niemców, choć nie tylko (Żydów, robotników przymusowych, wypędzonych…).   Polaków ustawia to niemal automatycznie w pozycji konkurentów. Psychologiczna „konkurencja ofiar” jest dobrze znana ze stosunków polsko-żydowskich. Jeśli więc Niemcy ustawiają się bardziej w pozycji ofiar – wchodzą w konflikt z polskim autostereotypem. Nie wchodzą natomiast w konflikt z wizerunkami, które Francuzi, Holendrzy albo Belgowie sobie wybrali – wręcz przeciwnie. Nikt z nich nie chce uchodzić za największą ofiarę Hitlera, oni chcą uchodzić za sprawców własnego wyzwolenia.

 


Problem nie polega bynajmniej jedynie na tym, że w Niemczech dziś dyskutuje się inaczej o historii niż 30 lat temu. Problem polega na tym, że w całej zachodniej Europie robi się to dziś inaczej – w Polsce zaś pod tym względem niewiele się zmieniło.

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

?

Komentarz został ukrytyrozwiń

?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Żaden naród na świecie nie dokonał takiego rozliczenia się ze swoją mroczną przeszłością jak Niemcy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nikt mnie w życiu nie przekona, że Niemców można uznać za ofiary hitleryzmu, sami sobie zgotowali ten los. A dziś i tak mam wrażenie, że Niemcy nadal myślą o sobie jako o narodzie wielkim, najlepszym, ponad wszystkim, zero pokory.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.08.2006 08:31

Miałem okazję do rozmawiania z Holendrami przy okzaji realizacji filmu o strąconym bombowcu RAF. Do dzisiaj nienawidzą Niemców "jak psy". To są ich własne słowa. Nigdy nie spędzają urlopu w tym kraju, a nawet nie wybirają się tam na zakupy, mimo, że jest to opłacalne. Ja sam urodziłem się 8 lat po wojnie i minęło sporo lat, nim przestały mi się śnić koszmary egzekucji, w których stałem pod murem naprzeciwko plutonu egzekucyjnego. Dzieciństwo na Ziemiach Zachodnich wypełnione było wojennymi zabawami z bronią, która walała się po zakamarkach piwnic i otwartych bunkrów. Słyszałem od wyjeżdżających z Kluczborka i okolic Niemców, że oni jeszcze tutaj wrócą... Proszę zrozumieć, że nie piszę tego jako opinii o narodzie, ani też nie wyrokuję o historii, bo fakty są znane. Przejrzałem dokładnie merytoryczną zawartość wystawy Pani Steinbach w Internecie. Poprzez sentymentalną otoczkę przebija stary, nacjonalistyczny ton, że Niemcy byli wszędzie, co ilustrują mapy sporej przestrzeni Europy i Azji. Ciśną się na usta ironiczne, w tym kontekście, słowa hymnu:"Niemcy, Niemcy ponad wszystko!". Rozumiem odwiedzających swój Heimat starych ludzi i sam utrzymuję z nimi kontakty. Nie mam w sobie urazy, ale podświadomy lęk z dzieciństwa w czasach, kiedy pokłosie okrutnej wojny było jeszcze żywe utkwiło we mnie na zawsze i nigdy mnie nie opuściło. Dlatego nie mogę się pogodzić z relatywizacją historii w stylu Pani Eriki, chociaż nikomu nie odmawiam prawa dyskutowania na ten temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.