Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171386 miejsce

Zobaczyć dziecko

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-03-06 19:47

- Czasem w domach ludzi kulturalnych i zamożnych dzieją się o wiele straszniejsze rzeczy niż w tzw. domach patologicznych - mówi psycholog Joanna Drożdż z Fundacji „IKA”.

Właśnie zakończył się w Warszawie Tydzień Ofiar Przestępstw. Aktywnie uczestniczyła w nim fundacja „IKA” im. Iki Szpakowskiej, która właśnie obchodzi piątą rocznicę rozpoczęcia działalności. Z tej okazji rozmawiam z psycholog i pedagog szkolną Panią Joanną Drożdż.

Jedną z idei tzw. niebieskiego tygodnia oprócz pomocy ofiarom przestępstw było zacieśnienie kontaktów pomiędzy Komendą Stołeczną Policji a organizacjami pozarządowymi. Jak to wyglądało w praktyce?

Joanna Drożdż / Fot. Rybicki- To był pierwszy taki pomysł na współpracę organizacji pozarządowych i policji. Sam niebieski tydzień to jakby przedłużenie umowy pomiędzy Biurem Polityki Społecznej miasta a Komendą Stołeczną. Pomysł ewaluował w różne strony. Chodziło głównie o to jak przyciągnąć w tych dniach ludzi, którzy potrzebują pomocy. W końcu stanęło na tym, że ze strony policji to dzielnicowi, którzy mają największy kontakt z rodzinami potrzebującymi pomocy, będą je namawiali do przyjścia.

Czy taka formuła się sprawdziła?

- Nie do końca. Po pierwsze częstotliwość zmian na stanowisku dzielnicowego jest olbrzymia. Czasami jest tak, że co trzy miesiące jest nowy dzielnicowy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że ci młodzi ludzie bardzo mało zarabiają i jeśli jest jakaś szansa to momentalnie przechodzą na inne stanowisko. Bardzo często są to chłopcy dwudziestokilkuletni. I taki młody człowiek z małym doświadczeniem życiowym przychodzi do rodziny gdzie jest przemoc, konflikt małżeński, gdzie są bite dzieci. On powinien wejść coś zaproponować tym ludziom. Czasami trzeba kogoś trochę wychować a pewnie i postraszyć. Tymczasem dzielnicowy staje przed osobą o wiele od siebie starszą i mimo munduru i pełnionej funkcji trudno mu zdobyć u niej posłuch.

Czy taka sytuacja bardzo utrudnia wyszukiwanie rodzin z problemami?

- Chcę wierzyć, że są tacy policjanci, którzy znają swoją dzielnicę i mogą robić to skutecznie. Nasza fundacja miała dyżury w komisariatach policji przy ul. Janowskiego i przy ul. Okrężnej oraz w Komendzie Warszawa Wola na ul. Żytniej. Z tych dyżurów płyną różne wnioski na temat działania policji. Z jednej strony byli funkcjonariusze, z którymi dobrze się współpracowało. Jeśli stykałyśmy się z kwestią wymagająca ich natychmiastowego udziału to tak się działo. Z drugiej strony był przypadek kobiety, której dwa lata temu założono tzw. niebieską kartę po czym dzielnicowy po miesiącu przyszedł do niej i namówił ją aby ją zawiesiła. Dla nas i dla współpracujących z nami policjantów to było totalne zaskoczenie, bo takiej procedury jak „zawieszenie” w ogóle nie ma.

Kto mógł liczyć na pomoc fundacji w tych dniach i jacy specjaliści mieli dyżury na komendach?

- Fundacja „IKA” zajmuje się rodzinami zagrożonymi rozpadem. Pomagamy osobom rozwodzącym się, porzuconym i osamotnionym, a także dotkniętym przemocą psychiczną. Głównie pomagamy dzieciom, którym takie kryzysy zagrażają. Oczywiście współpracujemy z innymi organizacjami więc jeśli natrafiałyśmy na problem innej natury to pomagałyśmy dotrzeć do właściwej placówki. Z naszej strony brali udział psychologowie, pedagodzy, socjoterapeutka oraz mediator. Dużym plusem naszej organizacji jest fakt, że większość współpracujących z nami osób ma dwie specjalności. To pozwala nadać bardziej kompleksowy charakter pomocy, którą niesiemy.

Z danych policji wynika, że trakcie całego tygodnia z pomocy skorzystało około 120 osób. Ilu osobom udało się pomóc w trakcie trzech dyżurów pełnionych przez „IKĘ”?

- Niewielu. Generalnie na wszystkich trzech komendach, w których byliśmy, funkcjonariusze nie mieli wcześniej informacji, że to oni powinni do nas kierować ofiary przemocy. To oni powinni poinformować, że w tym czasie mogą skorzystać z darmowej pomocy prawnej, psychologicznej lub pedagogicznej. Z powodu tych nieporozumień z pomocy skorzystało o wiele mniej osób niż mogło.

Skąd w takim razie zgłaszający się wiedzieli o akcji?

- Najczęściej z prasy lub z tzw. poczty pantoflowej. Jedna z pań przeczytała informację na stacji metra i
od razu postanowiła do nas przyjechać. Możliwe, że większy ruch był na komendach a nie na komisariatach, to wynika z wewnętrznej struktury policji.

Jakie jeszcze wnioski płyną z niebieskiego tygodnia?

- Przede wszystkim chodzi o bliższy kontakt. Nie każdy może zrozumiał ideę tego przedsięwzięcia a niektórzy pewnie nie widzieli w nim sensu. Bo wie pan, termin „organizacja pozarządowa” różnie się kojarzy. My dodatkowo mamy w nazwie fundację, a to wywołuje skojarzenia z jakimiś niejasnymi interesami.
Tym bardziej, że my nie jesteśmy tak bardzo rozpoznawani jak np. fundacja Jurka Owsiaka. I ktoś widząc nas na komendzie mógł pomyśleć - czego my tu tak w ogóle chcemy. No więc może kolejny wniosek to taki aby za rok wzięło udział w akcji więcej organizacji, aby przy okazji pomocy również pokazać ile nas jest.

Jak wyglądały spotkania z osobami potrzebującymi pomocy?

- Przede wszystkim na komendzie nie ma możliwości żeby długo rozmawiać. To co robiłyśmy miało raczej charakter interwencji. Trzeba było danej osoby wysłuchać i dać jej wsparcie, a następnie zastanowić się kto i w jaki sposób może pomóc. Jeśli były potrzebne jakieś działania leżące w gestii policji, to można je było przeprowadzić od ręki. No i końcowym krokiem na komendzie było zaproszenie osoby do siedziby fundacji. Oczywiście jest to jedynie propozycja, z której można ale nie trzeba skorzystać.

Jeśli osoba skorzysta z wizytówki i zgłosi się do was, to jak przebiega proces pomocy?

- Trzeba pamiętać, że jeśli przyszła do nas to znaczy, że podjęła już decyzję i jest gotowa na zmianę. Oczywiście mogła również wstać rano i stwierdzić, że jednak nie ma na to sił, ale przynajmniej dzięki wizytówce wie gdzie może się zwrócić. U nas zawsze pracujemy w dwuosobowych zespołach. Pierwsze spotkanie, podobnie jak te na komendzie, ma charakter interwencyjny. Orientujemy się czy jesteśmy wstanie zająć się określonym problemem. Jeśli nie to zawsze pilotujemy sprawę i pomagamy dotrzeć do wyspecjalizowanej organizacji.

A jeśli problem dotyczy kwestii, którymi zajmuje się „IKA”?

- Załóżmy, że przychodzi rodzic i mówi, że nie ma kontaktu z dzieckiem, a chciałby żeby ten kontakt był. Zawsze na początku prosimy o dokumentację sądową, z której możemy się wiele dowiedzieć. Bo jeśli zgłaszający się do nas rodzic ma np. ograniczenie praw rodzicielskich to już jest dla nas pewien sygnał. Zawsze informujemy, że skontaktujemy się z drugim rodzicem. I w tym momencie osoba wiedząc, że działamy jako wolontariusze i nie pobieramy pieniędzy nie oczekuje jakiejś lojalności z naszej strony. Przede wszystkim informujemy, że tak naprawdę naszym głównym klientem jest dziecko. Dlatego gdy stwierdzimy, że osoba, która się do nas zgłosiła nie ma racji uczciwie jej o tym powiemy. No i oczywiście informujemy, że gdy ustalimy fakty noszące znamiona przestępstwa to zgłosimy je do prokuratury.

Czy żeby ustalić jak sytuacja naprawdę wygląda doprowadzacie do konfrontacji obu stron?

- Ciężar spraw, którymi się zajmujemy jest tak duży, że musielibyśmy w takiej sytuacji od razu wzywać karetkę. Wszystko spokojnie i powoli. Obie strony muszą mieć takie same szanse przedstawienia swojej wizji wydarzeń. Odbywa się to poprzez bardzo długie rozmowy ale osobne.

Jak rodzice zachowują się podczas tych rozmów?

- Przede wszystkim z naszej strony chodzi o umiejętność słuchania i wyłapywania pewnych kluczowych zdań, które tak naprawdę są wstanie „otworzyć” nam rozmowę. Oczywiście na początku z rozmowy wynika, że to ta druga strona jest nie dobra. Z czasem dopiero zaczynają mówić bardziej od siebie i właśnie w tym momencie padają stwierdzenia, które są sygnałem dla nas, ze coś się dzieje. Bo z jednej strony ludzie nie chcą tak od razu mówić złych rzeczy na męża bo boją się, ze zostanie to źle odebrane, ale z drugiej strony nie da się nie powiedzieć jeśli to w człowieku siedzi.

Umiejętność przeprowadzenia tak trudnej rozmowy i wyłapania tych zdań, na których można się oprzeć to umiejętność, która przychodzi wraz z nauką czy doświadczeniem?

- Jedno i drugie. Jednak sama książkowa wiedza po skończeniu studiów nie wystarczy. Dzisiaj mogę powiedzieć jedno: nie wiem czy trafiłam na typowo książkowy przypadek. Nie wiem czy trafiłam na dwa identyczne przypadki. Oczywiście czasem intuicja podpowiada, że dana sytuacja potoczy się tak czy siak ponieważ są elementy, które się powtarzają tylko w innym układzie.

Jaki jest następny etap terapii?

- Potem zaczyna się przygotowywać dziecko i rodziców do kontaktów. Następują one czasem po kilku miesiącach, a nawet latach przerwy. Musimy zmienić postawę rodzica, który był w tym czasie z dzieckiem. Czasem jest tak, że to on utrudniał kontakty albo druga strona nie chciała ich utrzymywać i to zrodziło z kolei ogromny żal. W takich sytuacjach skrzywdzony rodzic zaczyna mówić dziecku, że drugi rodzić nie chce się z nim widywać albo go nie kocha. I tu padają najczęściej epitety pod adresem tej drugiej strony, a czasem i wulgaryzmy. Kiedy zaczynamy pracować z tym rodzicem musimy im uświadomić, że mimo olbrzymich urazów psychicznych muszą się tym dzieckiem niejako podzielić.

Zmienianie tych postaw nie jest pewnie łatwe?

Zależy to oczywiście od konkretnego przypadku. Musimy pamiętać, że między miłością a nienawiścią jest cienka linia. Jeśli do rozstania dochodzi w sposób, nazwijmy to pokojowy, to dziecko na tym cierpi w mniejszym stopniu. Natomiast do nas zgłaszają się osoby, które zostały po prostu porzucone. Często aby przyciągnąć osobę która odeszła, posługują się dzieckiem. Musimy więc im uświadomić, że gdy mówią „ja to robię dla dobra dziecka” to kłamią. Tak naprawdę robią to dla siebie wykorzystując własne dziecko. Gdy tak rozmawiamy z tymi ludźmi czasem mówimy im o rzeczach, które słyszą po raz pierwszy np. o przemocy psychicznej.

Rzeczywiście ten temat nie jest zbyt obecny w naszej świadomości. Ludzie przemoc kojarzą raczej z biciem.

Staramy się przebić z tą trudną informacją do społeczeństwa. Nie jest to łatwe. Popatrzmy np. na tę słynną kampanię z hasłem „Bo zupa była za słona”. Dla wielu osób była to okazja aby powiedzieć sobie, że są świetni bo swoich żon nie biją. Mogą jej ubliżać, wyzywać ale nie tłuką jej. Przemoc utrwaliła się w takim obrazie sińców i kojarzy się z marginesem. Natomiast my tutaj spotykamy się z osobami dosyć młodymi, świetnie wykształconymi i na wysokim poziomie intelektualnym. Im wyższy ten poziom tym bardziej wyrafinowana przemoc psychiczna. Ludzie robią wtedy takie rzeczy, które nie zostawiają śladów, a są dotkliwsze niż uderzenia. A najgorsze jest to, że ci ludzie nie wiedzą, że to jest przemoc. Czasem w domach zamożnych i kulturalnych ludzi dzieją się rzeczy o wiele straszniejsze niż w tzw. domach patologicznych.

Wracając do terapii. Jak na te spotkania z rodzicami reagują dzieci?

Też zaczynają się uczyć. Jeśli dziecko wcześniej słyszało w domu, że ojciec to notoryczny pijak, który go nie kocha, a potem przychodzi do nas na spotkanie i jest dwie godziny z człowiekiem, który jest trzeźwy, zainteresowany nim, dbającym o potrzeby dziecka to wtedy następuje zmiana. Dziecko zaczyna konfrontować to co mówi mama czy tata z tym co widzi. I z czasem efekty tej, nazwijmy to, manipulacji ustępują.

W którym momencie można mówić o sukcesach?

Pierwszy sukces jest w momencie, gdy dochodzi do udanych kontaktów z rodzicem. Kiedy widzimy, że to dziecko naprawdę cieszy się z tego kontaktu i ta więź zaczyna się odbudowywać. Wtedy kiedy widzimy, że dziecko wie, że znowu ma mamę i tatę. Pełnym sukcesem jest moment gdy dwoje byłych partnerów zaczyna rozumieć, że są rodzicami. Kiedy potrafią oddzielić sferę my - byli małżonkowie od my - rodzice. Kiedy poprzez te wszystkie sprawy, w których się nie zgadzają zobaczą dziecko i zaczną działać na rzecz jego dobra. Sukces jest wtedy gdy na poziomie kontaktów z dzieckiem nie potrzebują ani prawników, ani sądu ani nas.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jan Kowalski
  • Jan Kowalski
  • 12.06.2012 15:19

teoria rozmija się z praktyką pani Joanno

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) tekst ważny i uświadamiający wiele, nieuświadomionym...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.