Facebook Google+ Twitter

"Zobaczyć morze. Szantymeni szantymenom"

Dawno temu, po morzach i oceanach pływały piękne żaglowce. Wzbudzały podziw ogromem, a zarazem przedziwną lekkością i gracją z jaką się poruszały. Drzemały w nich siła i majestat. Czas biegnie do przodu. Żaglowce są już reliktem przeszłości...

Nie wszystko jednak przeminęło. Nie wszystko odeszło wraz z żaglowcami do rajskiego Hilo. Pozostała kultura morska, tradycja, a wraz z nimi nieśmiertelna muzyka żeglarska – szanty.

Szanty - co to jest i z czym się to je?

Fot. AkpaPolska jest jednym z krajów, w których kultura żeglarska, w tym i muzyka, jest szczególnie pielęgnowana. Liczne festiwale i koncerty (nie tylko “w sezonie”) cieszą się znacznym zainteresowaniem. Wystarczy podać przykład międzynarodowego festiwalu Shanties, który swoje początki miał w roku 1981. Już wtedy, w sali Młodzieżowego Domu Kultury w Krakowie, przed gronem zaledwie setki słuchaczy zaprezentowało się blisko 40 wykonawców. W ciągu 26 lat Shanties uzyskało rangę międzynarodową, a bilety na koncerty wyprzedawane są na długo przed rozpoczęciem festiwalu. Takich imprez jak ta, jest znacznie więcej – wystarczy wymienić chociażby Szanty Pod Żurawiem w Gdańsku, Port Pieśni Pracy w Tychach, Kubryk w Łodzi, Zęzę w Łaziskach Górnych czy Szantrapę w Szczecinie...

Szanty można usłyszeć nie tylko od “wielkiego dzwonu”. Wystarczy wejść do jednej z licznych w naszym kraju tawern. Zaskakujące jest, że można znaleźć je nawet w tak mało “morskich” miejscowościach, jak np. Łódź, czy Gliwice! Co sprawia, że muzyka żeglarska jest tak szczególna? Że nawet w środku tygodnia tawerny są pełne słuchaczy?

Niegdyś wykonywane na żaglowcach szanty były tzw. pieśniami pracy. Proste i rytmiczne teksty, podawane przez szantymena - służyły synchronizacji pracy żeglarzy. Wykonywane były a cappella, bądź też z towarzyszeniem prostych instrumentów. Czym innym były pieśni kubryku – lekkie ballady wykonywane w czasie wolnym od pracy, lub pieśni z mesy – śpiewane przez oficerów. Dziś wszystkie te gatunki znamy pod ogólnym pojęciem “szanta”.

Dziś szantymeni nadal wprowadzają nas w świat mórz i oceanów, lekko sunących po wodzie żaglowców, przyjaznych portów i czułych ramion ukochanych kobiet. Nastrój pieśni zależy jednak od zespołu. Niekiedy są to spokojne ballady, innym razem tradycyjne szanty śpiewane a cappella, bądź mocne, rockowe utwory. Pasja jest jednak ta sama...

Wspaniała jest jedność jaka charakteryzuje środowisko szantowe. Tu znają się wszyscy – wykonawcy i słuchacze. Od sceny nie oddziela fanów stalowa barierka. Przy drzwiach garderoby nie stoją ochroniarze. Nie istnieje też bariera wieku. Szant słuchają z zainteresowaniem zarówno młodzi ludzie, jak i ich dziadkowie. Nikogo nie dziwi piętnastolatka mówiąca do dużo starszego idola po imieniu. Nikt nie jest zaskoczony tym, że wykonawcy odwożą własnych fanów do domu... Nie ma lepszych i gorszych – są ludzie, którzy mają wspólną pasję, podobne marzenia. Środowisko jest otwarte dla wszystkich, bez względu na wiek, charakter i upodobania...

Dla tych, którzy chcą zapoznać się z sylwetkami artystów i tekstami szant, polecam: http://szanty.art.pl , dla zainteresowanych koncertami i poznaniem braci szantowej: www.szantymaniak.pl (oraz www.forum.szantymaniak.pl ).

Zobaczyłam morze "oczyma duszy mojej"...

Fot. AkpaJedną z naszych cech narodowych jest jednoczenie się w sytuacjach kryzysowych. Znikają podziały, konflikty. Priorytetem staje się nieszczęście innych, któremu próbujemy zapobiec, bądź też przynajmniej złagodzić jego skutki.

Dwóch wspaniałych polskich szantymenów – Irek “Messalina” Wójcicki z zespołu EKT Gdynia i Roman Roczeń znalazło się ciężkiej sytuacji życiowej. Środowisko, lotem błyskawicy, obiegły wieści o chorobie Irka i tragedii Romana. Nie trzeba było długo czekać na odzew...

Od blisko pół roku, zjednoczone w akcji pomocy obu wokalistom, zespoły organizują charytatywne koncerty i zbiórki pieniędzy. Słuchacze także nie pozostają obojętni – sami włączają się w organizację, szukają sponsorów i sypią, jak z rękawa, pomysłami “co by tu jeszcze...”.

Wynikiem nieustannej burzy mózgów jest największy charytatywny projekt polskiej sceny szantowej – “Zobaczyć morze. Szantymeni Szantymenom.”. Powstał szczególny album – trójpłytowe wydanie zawierające utwory 55 artystów! W grudniu odbył się w warszawskiej Stodole dwudniowy koncert premierowy, podczas którego wystąpiło blisko 30 wykonawców.

Miałam szansę wziąć udział w tym wyjątkowym koncercie “od kuchni”. Śledziłam pilnie zarówno to, co działo się na scenie, jak i to, co miało miejsce w garderobach i na zapleczu. Chłonęłam całą sobą i muzykę, i to co mówili wykonawcy oraz słuchacze. Do tej pory przeżywam wielkie wzruszenie na myśl o tym, ile wysiłku włożyli organizatorzy i zaproszone do projektu “Zobaczyć morze” zespoły w przygotowania. Wiele tygodni ciężkiej pracy “na odległość”, oporność mediów, setki telefonów, tysiące maili... Udźwignęli jednak to wszystko i wprawili w ruch machinę, która jeszcze długo będzie pracować.

Na pamiątkę pozostanie mi na półce płyta – składanka 55 różnych pieśni. To wydanie jest niesamowitym przekrojem przez historię i różnorodność polskiego ruchu szantowego... Każdy kolejny utwór jest dla słuchacza niespodzianką, niespodziewaną zmianą nastroju, wyzwaniem. Tak więc jedno przesłuchanie “od deski do deski” nie wystarczy...

Można powiedzieć, że dzięki projektowi “Zobaczyć morze” muzyka żeglarska ma szansę trafić nie tylko do wybranych, ale i pod przysłowiową strzechę. Od niedawna można bowiem nabyć ten album w tak wielkich sieciach jak EMPIK czy MediaMarkt.

Polecam też wnikliwą lekturę strony internetowej projektu: www.zobaczycmorze.pl . Znaleźć tam można m.in. szczegółowe informacje dotyczące obu chorych szantymenów, opis projektu, czy listę wykonawców, których utwory znalazły się na płycie.

Kto wie? Może po przesłuchaniu albumu i Wy “zobaczycie morze”?

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Fotki niestety nie moje. Szczerze mówiąc nie wiem czyje. :) Nie wiem nawet skąd się wzięły, bo nie ja je wstawiłam. :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe, odrzyły wsponienia, 3 miesiące na Pogorii :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serdecznie dziękuję za pierwsze komentarze :) Drogi Michale - można powiedzieć, że z zaproszeniem trafiłeś w dziesiątkę. W piątek przybywam do Krakowa na Shanties. Tak więc praktycznie każdy dzień zakończę w Starym Porcie! :) A jak już wrócę... będzie artykuł. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Szantymaniaków...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny materiał na wspaniały temat. +
Człowiek przypomina sobie słony smak bryzy i kaczy chód po zejściu na ląd..

Smok Wawelski zaprasza do "Starego Portu" (na Jabłonowskich).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ładny debiut. Brawo! A EKT bardzo lubię, szczególnie "Wschód słońca w akademiku".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.