Facebook Google+ Twitter

"Zombiefilia", czyli wariacje na temat zombie

Motyw zombie w literaturze i filmie jest ostatnio dość popularny. Dlatego znawców tematu powinien ucieszyć fakt, że niedawno ukazała się "Zombiefilia", pierwsza polska antologia o żywych trupach.

okładka / Fot. wydaje.pl"Zombiefilia" to pierwsza polska antologia zombie, którą współtworzyło 22 autorów. Wśród nich znaleźli się: Dawid Kain, Magdalena M. Kałużyńska, Sylwia Błach, Marcin Rojek, Paweł Waśkiewicz, Aleksandra Zielińska, Paulina Kuchta, Artur Olchowy, Paulina J. Król, Michał Stonawski, Grzegorz Gajek, Karol Mitka, Łukasz Radecki, Marcin Podlewski, Robert Rusik, Artur Kuchta, Krzysztof T. Dąbrowski, Maciej Kaźmierczak, Rafał M. Skrobot, Rafał Christ, Bartosz Orlewski oraz Carlton Mellick III, amerykański mistrz bizzarro. Warto wspomnieć, że Artur Olchowy, Robert Rusik, Bartosz Orlewski, Paulina J. Król i Rafał M. Skrobot są zwycięzcami konkursu "Napiszmy razem pierwszą polską antologię o zombie".

Na początku muszę się do czegoś przyznać. Otóż nie jestem wielką fanką zombie i postapokaliptycznych wizji. Nie przeczytałam ani jednej książki o tej tematyce, nie widziałam także "Nocy żywych trupów", "Świtu żywych trupów" czy innej "Martwicy mózgu". Oglądałam jedynie "Rec", ale to raczej nie jest taki typowy film o zombie. Oczywiście lubię horrory, ale oparte na innych motywach - duchy, zjawy i inne nadprzyrodzone zjawiska. A najbardziej przypadł mi do gustu Stephen King, uznawany za mistrza grozy. Postanowiłam jednak dać zombie szansę. Tym bardziej, że rozpoznałam w spisie treści dwa nazwiska - Magdaleny M. Kałużyńskiej, której powieść grozy "Ymar" bardzo mi się podobała oraz Pauliny J. Król, jednej z blogerek, którą miałam okazję poznać na żywo. Właśnie ich tekstów zamieszczonych w "Zombiefilii" byłam najbardziej ciekawa i się nie zawiodłam.

Magdalena M. Kałużyńska napisała aż dwa opowiadania. Najbardziej spodobało mi się "Die Hard" - pełna krwawych opisów opowieść o zombie. Oto w jednym z biurowców zostaje rozpylony wirus, pod wpływem którego ludzie zmieniają się w zakrwawione istoty żądne surowego mięsa. W jej stronę szedł chłopak. Nie szedł, kiwał się, zataczał, kulał, aż w końcu stanął. Nachylił się i obficie zwymiotował krwią. Trzymał się oburącz za szyję. Krew przeciekała mu przez palce. Ledwo podniósł głowę, chciał coś powiedzieć, ale nie mógł! Otwierał brudne usta jak ryba akwariowa. Wydawał z siebie nieokreślone, charczące dźwięki. Znowu zwymiotował krwią. Kiedy oderwał dłonie od szyi, krew z przeciętej tętnicy chlapnęła na podłogę… Autorka bardzo lubi takie historie, co można zauważyć w jej powieści grozy. Również w tym przypadku stawia na krew, która leje się gęsto. Spodobało mi się zarysowanie portretu psychologicznego głównej bohaterki oraz zaskakujące zakończenie. Widać, że autorka lubi bawić się konwencją.

Z kolei "RPG" to opowieść o armii dzieci, które zabijają z zimną krwią niebezpiecznych dorosłych za pomocą procy, siekiery czy pistoletu na gwoździe. Miasto jest odizolowane, nikt nie może się do niego dostać ani z niego wyjść i z pozoru opustoszałe. Całe miasto sprawiało wrażenie wymarłego. Poza tym wszędzie panował przeraźliwy bałagan. Porzucone samochody, autobusy, tramwaje, składy pociągów stojące na peronach, wagon przy wagonie, a nawet helikoptery czy doszczętnie strzaskane samoloty pasażerskie. Wszędzie, gdzie okiem kamery można było sięgnąć, walały się również jakieś śmiecie, kartki papieru, fragmenty ubrań, nawet buty i kartonowe pudła. Na jednym ze skrzyżowań leżał TIR. (...) Nawet wprawne oko dopiero po kilku sekundach uważnego oglądania obrazów na monitorach dało radę wyłowić charakterystyczne kształty ciał. Trupów. Były albo przykryte śmieciami, albo owinięte w materiał niczym mumie. Ta wizja mniej mi się spodobała. Pomysł na walczące dzieci skojarzył mi się z "Dziećmi" Bolesława Prusa. Ale trzeba przyznać, że zakończenie jest zaskakujące. Nie zawiodłam się na opowiadaniach Magdaleny M. Kałużyńskiej. Mam nadzieję, że wkrótce napisze kolejną powieść, gdyż po "Ymarze" czuję niedosyt. Podobno ma powstać jego prequel oraz kontynuacja, na co bardzo liczę.

Natomiast Paulina J. Król w "Drosera animalia" stawia na zaskoczenie. Autorka początkowo odwraca uwagę czytelnika, poprzez dość plastyczne opisy przyrody. Im dalej wchodziła w głąb puszczy, tym wspanialsze okazy do fotografowania znajdywała; karłowate drzewka, imponujące paprocie, skryte w gałęziach rzadkie ptaki. Puszcza była niesamowita, stara i urokliwa; cienie wysokich, powykręcanych drzew całkowicie spowiły mrokiem dolne piętra lasu. I gdy czytelnik jest zachwycony krajobrazem, Paulina przypuszcza atak. Kwiatki i drzewa zostają zastąpione opisami ataków zombie. Już nie jest sielsko anielsko. Przylgnął do niej wszystkimi czterema kończynami i zatopił zęby w jej karku. Długie na kilka cali, ostre, poskręcane pazury wbiły się w jej ramiona, przecinając skórę i trzymając szczupłe ciało dziewczyny w żelaznym uścisku. Mirka krzyknęła i potknęła się, ostatkiem sił spróbowała odepchnąć stworzenie. I tak pozostaje już do smutnego końca. Opowiadanie czyta się jednym tchem, z uwagi na wartką akcję i interesującą fabułę. Spodobał mi się styl Pauliny, który miałam już okazję poznać w jej miniopowiadaniu "Osadnik". Myślę, że jeszcze nieraz o Niej usłyszymy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.