Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12862 miejsce

Żona polityk - kosztowna sprawa

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-12-24 08:00

Ona w parlamencie, on parzy herbatę? Kiedy to kobiety są w blasku fleszy i kamer, ich mężowie mogą się czuć zepchnięci na margines. Czy żona w polityce to dla męża skarb? A może utrapienie?

Oleksego bym nie wybaczył

- To cud, że siedzimy tutaj razem — mówi Krzysztof Mielewczyk, mąż senator Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk. - Bo my, proszę pani, prowadzimy takie trochę cygańskie życie. Ale to dobrze wpływa na rodzinę. Nieco rozłąki nie zaszkodzi. Wtedy nie ma powodów do rozwodu.
To mówiąc, śmieje się, a żona mu wtóruje.
Jedno jest pewne - w domu rządzi on. Nie muszę nawet o to pytać. W końcu to o nim mówią król pierza. A jak nie słuchać króla? Gospodarz ma jednak własną, wesołą teorię na temat rządzenia:
- Rządzi Leon i jego dzieci - kwituje ze śmiechem.
Na co z kolei odpowiada pani senator:
- No i co? Mam się tego wstydzić, skoro mi z tym dobrze?

Siedzimy w ich mieszkaniu (cały parter kamienicy) w centrum Gdyni. Rozmach salonu robi wrażenie. Telewizor na pół ściany. Nawet podczas rozmowy jest włączony. Przy telewizorze ponadmetrowy sztuczny Mikołaj. Dwuletni Genio próbuje zwrócić na siebie uwagę. Ośmioletnia Zosia, podaje herbatę do stołu. Gospodarz częstuje ciastem, a kiedy odmawiam, reaguje:
- Źle pani robi. Zanim gruby schudnie, chudy zdechnie.
Ale zaraz słyszy od żony wymówki, że ją za to często katuje gadaniem o tym, że jest za gruba.
- Bo politycy powinni dbać o swoją aparycję. Proszę spojrzeć na Busha, Blaira czy Putina. Wszyscy szczupli. A u nas? Dramat.
Przyznaje, że żona polityk to kosztowna sprawa. Kosztuje go fortunę. Ale nie dlatego, że dużo pieniędzy na nią wydaje.
- Jak się zorientują w urzędach, że jestem mężem tej pani, to zaczynają się problemy.
To, co inni załatwiają przez trzy miesiące, on, jak twierdzi, załatwia w pół roku albo i dłużej.

Ile lat są już razem? Wspólnie mieszkają szesnaście. Choć ślub był później.
Czy po tylu latach jest zazdrosny o żonę?
Pół żartem, pół serio opowiada, co kiedyś żonie powiedział: Wszystkich bym ci wybaczył, tylko nie Oleksego. A że teraz już Oleksego nie ma, to może spać spokojnie. Ale jest Łyżwiński — podpowiadam.
- Jeżeli żona poszłaby do łóżka z Łyżwińskim, to ja bym nawet na nią nie krzyczał. Mnie byłoby jej, po prostu, żal.
- Ja takiego mężczyznę na Łyżwińskiego miałabym zamienić? No niech pani popatrzy - odpowiada zaraz pani senator i dodaje: - Męża bardzo lubią kobiety. Ale on jest mój. Fot. Dziennik Bałtycki
Kiedy rozmowa schodzi na przyszłość polityczną żony, Krzysztof Mielewczyk odpowiada:
- Nie bądźmy zbyt chciwi.
Ale zaraz przyznaje, że od czasu do czasu jej zarzuca, że już trzecią kadencję jest w polityce, a jeszcze nie była ministrem. Ale rozumie to, bo ona nie jest w żadnej sitwie.
On by jej w każdym razie niczego nie zabraniał. Niechby została kim chce, nawet prezydentem.

Jak gotuje pani senator?   Wspaniale. Ale nauczyła się hitowych potraw od jego mamy, starej Kaszubki. Nawet kucharz zawodowy do pięt nie dorasta jego mamie. Ale żona tak. Gotuje mu tylko to, co lubi, na przykład bitki w sosie z ziemniakami i ogórkiem kiszonym.

Ale na święta nie musi niczego gotować. Bo oni jak zwykle spędzą święta w ciepłych krajach. W zeszłym roku na Boże Narodzenie pojechali do Meksyku. A w tym lecą na Dominikanę. Bo jak mówi pan domu - on kocha ciepło, chociaż jako biznesmen żyje ze śniegu, a właściwie z puchu.

Joanno... herbata gotowa


Posłanka Joanna Senyszyn swego męża nazywa pieszczotliwie Bolo. Kiedy oboje są w domu, on poranek zaczyna zawsze od tego samego rytuału. Robi dla nich herbatę. Dla niej dodatkowo z mlekiem. A potem woła: - Joanno, herbata gotowa!
Posłanka z dumą oprowadza po swoim dużym domu w Gdyni. Tu będzie barek — pokazuje. Staną wysokie stołki. A tu jest lustro kontaktowe, nagroda od TVN 24. Tu kaczki, czyli impresjonizm monachijski — wskazuje na obraz jej mąż. A tu jego kobieta — wtrąca posłanka ze śmiechem.
I wskazuje na lampę, która ma kobiece kształty, przyodziane w sukienkę panterkę.

Bolesław Senyszyn, adwokat, nie zgadza się na stwierdzenie „mąż swojej żony“. Mówi, że on również przyzwyczajony jest do kamer i fleszy. Kiedy był w Radzie Nadzorczej Stoczni Gdynia, nawet dwa razy w tygodniu miał do czynienia z mediami. A jako adwokat miewał szczęście do prowadzenia ciekawych i głośnych spraw. Kiedyś bronił „Schwarzeneggera“, słynnego gangstera, którego potem zastrzelono.
Poznali się z żoną u kolegi na imieninach. To było 31 lat temu. On miał wtedy za sobą wyrok śmierci, jaki orzekł. Nie sam, ale w składzie sędziowskim. Koledzy go za to napadli.
- A ja zawsze byłam obrońcą mniejszości, więc stanęłam w jego obronie - mówi posłanka.
Nie tyle wpadli sobie w oko, co w głowę. Chociaż w oko chyba też, bo Joanna Senyszyn pamięta, że miała wtedy na sobie małą czarną z koronkową górą, przez którą prześwitywał biust.
Stołują się w mieście, więc ich kuchnia jest niezwykle sterylna. Chociaż jak twierdzi posłanka, zdarzało się jej gotować przed laty. Nawet ciekawą technikę sobie wypracowała. W ciągu jednego dnia przygotowywała obiady na... 40 dni. Potem wspólnie porcjowali, opisywali i wkładali do trzech zamrażarek. Głównie smażyła mielone kotlety. Bo wszyscy je w domu lubili, łącznie z psami.
- W prasie potem napisano, że biedny Bolek jada tylko odgrzewane kotlety - wspomina Bolesław Senyszyn.

Fot. Dziennik BałtyckiOn swojej żony nie uważa za skandalistkę. Ktoś musi ostro i wyraźnie nazwać pewne rzeczy. Bo inaczej to nie dotrze. Wszystkie jej kwestie są słuszne. Nawet ma czasami pretensje, że ona zbyt łagodnie się zachowuje. Odpowiedź w polityce musi być szybka. A najlepiej gdyby wprawiała w zakłopotanie, jak mawiał Truman.

Nigdy nie czuł zażenowania, kiedy czytał, że jego żona ubiera się niestosownie do swojego wieku. Zresztą odkąd została wiceprzewodniczącą partii. Razem z mężem uznali, że musi troszkę w stroju i wyglądzie wyhamować. On zresztą twierdzi, że też się lubi oryginalnie ubierać.
Do głosu żony, charakterystycznego, już się po tylu latach przyzwyczaił. Jeśli ona jest w domu i nie słychać przez kilkanaście minut, to się niepokoi.
Nie mają zwyczaju kląć ani się kłócić. Zupełnie nieciekawie - kwituje posłanka. I dodaje - ale małżeństwa, w których jest ciekawie, po paru latach się rozpadają.
Co robią wspólnie?
Rozmawiają przez telefon - odpowiadają ze śmiechem.
Co ich łączy?
Poglądy.

- Ja sobie nie wyobrażam, żeby jedno w małżeństwie było bigotem, a drugie wolnomyślące. To nie do utrzymania - twierdzi Bolesław Senyszyn.
Rozmowy nie będzie
Ryszard Fotyga - mąż minister spraw zagranicznych Anny Fotygi nie chciał się zgodzić na rozmowę. Stwierdził, że z żoną cenią sobie prywatność i nie zrobią dla nikogo wyjątku.
Ich dom można sobie obejrzeć tylko z zewnątrz. Zajmują kawałek piętra w starej kamienicy z lat dwudziestych ubiegłego wieku, we Wrzeszczu. Kamienica nic nadzwyczajnego. Nie jest odrestaurowana, jak dwie sąsiednie. Więc kontrast jest duży. Znajomi Fotygów pokazują stojące na podjeździe sfatygowane volvo z komentarzem, że uczciwi, bo się w życiu niewiele dorobili.

Ich ciocia Halina Fotyga, która mieszka po sąsiedzku, nie może się ich obojga nachwalić. Małżeństwo Ani i Ryśka, jej zdaniem, mogłoby służyć za wzór. Kochające się, rozumiejące - wylicza. A ona jest dla niego jak święta osoba. On z miłości składa do niej ręce. Jak w obraz wpatrzony.
Znajomi mówią, Anna Fotyga w swoim towarzystwie czuje się hulaj dusza. Ale na zewnątrz nie jest wylewna. Głowę zwiesi, jak przechodzi. Otwarta i pomocna, ale w finansach skrupulatna - słyszę inne określenia.
I to nam musi wystarczyć, skoro Fotygowie przyjęli zasadę - im nas w mediach mniej, tym lepiej.

Ryszarda Wojciechowska
r.wojciechowska@prasa.gda.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.