Facebook Google+ Twitter

Zostałem zjedzony z kopytami - wywiad z pisarzem Romualdem Pawlakiem

Romuald Pawlak to współczesny pisarz książek S-F (m.in. "Armia ślepców, "Wilcza krew, smoczy ogień", "Rycerz bezkonny") i książek dla dzieci ("Czapka Holmesa", "Miłek z Czarnego Lasu"). Jak sam mówi o sobie - jest zafascynowany humorem Monty Pythona i historią, co można dostrzec w jego twórczości.

 / Fot. Archiwum autoraKiedy i dlaczego zaczął Pan pisać? Co było przełomowym momentem w karierze?
Zacząłem pisać jako nastolatek, w zeszycie w kratkę, czyli zapewne początki mojej "kariery" wyglądały tak samo, jak niemal zawsze przed erą komputera. Co było przełomowym wydarzeniem? Chyba listy do Janusza Zajdla, wybitnego polskiego pisarza sf. Wysłałem mu dwa swoje rękopisy, a on - chociaż ciężko chory - udzielił mi kilku rad. W gruncie rzeczy były one proste, lecz bezcenne przez fakt, że był to dla mnie autorytet, a jego stwierdzenie, że on także, po wielu latach kariery, nadal miewa trudności z napisaniem jakiegoś tekstu... Zmotywował mnie do pracy. A wkrótce później - niemal równocześnie - moje opowiadanie został przyjęte przez "Młodego Technika", w owym czasie ważne pismo publikujące opowiadania fantastyczne, oraz zdobyłem nagrodę w konkursie tygodnika "Na przełaj" na opowiadanie sf.

I tak się zaczęło, nabrałem chęci do regularnej pracy. Reszta to konsekwencja tamtych zdarzeń, także w sensie wyboru gatunku - chociaż pisuję różne rzeczy, fantastyce jestem dosyć wierny.

Woli Pan pisać książki dla dorosłych czy dla dzieci? Czym różni się technika pisania w obu przypadkach?
Nie da się chyba powiedzieć, że któryś typ książek wolę. To zależy od dnia, nastroju, nieuchwytnych elementów, które sprawiają, że coś pisze mi się dobrze albo źle. Do pisania powieści historycznych, takich jak "Inne okręty" (wznowienie w styczniu) trzeba mieć odpowiedni nastrój, zupełnie jednak inny niż przy pisaniu takiej "Czapki Holmesa".

Technika zależy raczej od treści niż od adresata, właściwie jedyna istotna różnica jest taka, że dla dzieci i młodzieży trzeba pisać prosto, bez niepotrzebnych ozdobników i zawijasów, nie tracąc jednak przy tym treści. I wcale "prosto" nie oznacza tu "prymitywnie", wystarczy zobaczyć, jak radziły sobie Lindgren, Jansson, jak radzą sobie współczesne polskie pisarki dla dzieci.

Czy dzieci są wymagającymi czytelnikami? Jak pisać, by wzbudzić u nich zainteresowanie?
Dzieci są bardziej wymagającymi czytelnikami od dorosłych. Jeśli coś im się nie podoba, powiedzą to bez ogródek, nie ograniczają ich jeszcze dobre wychowanie i konwenanse. No i dobrze. Przynajmniej wiem, który mój tekst się podoba, a który nie, w którym miejscu emocje czytelnika aż buzują, a co pozostawia go obojętnym. Jeśli ośmiolatek czytający "Czapkę Holmesa" czuje napięcie czyli stan ducha, jaki ona powinna wywoływać przed kojącym finałem, to oznacza, że w miarę dobrze wywiązałem się ze swego zadania.

Dla dzieci trzeba pisać tak, żeby fabuła je wciągnęła, a równocześnie, aby nie stracić z oczu pewnych treści, które chcemy im przekazać. O ile chcemy, bo sporo ostatnio pojawiło się literatury wyłącznie rozrywkowej.

Podczas spotkania autorskiego / Fot. Archiwum autoraCzy wydarzyła się Panu jakaś ciekawa historia podczas spotkań autorskich z dziećmi?
Takich historii wciąż dzieje się sporo. Ale powiem o czymś innym: jak te spotkania uczą pokory. Bo, jak wspomniałem wyżej, mnie zależy trochę na nie tylko zaciekawieniu i wciągnięciu w fabułę, staram się też przemycić pewne wartości. No i mamy dzieci, z klas 1-3, które nawet znają "Miłka z Czarnego Lasu". Spotkanie, pytania, ja odpowiadam... Nagle jakiś chłopczyk podnosi rękę i pyta: "A ile ma pan lat"? Odpowiadam, budząc niedowierzanie. Jak można być tak starym? Spotkanie trwa... Po chwili jakaś dziewczynka podnosi rękę. "Ile ma pan lat?" - pyta słodkim głosikiem. I tak okazuje się, że dzieci są zainteresowane książką, ale jeszcze bardziej tym, ile autor ma lat, gdzie mieszka, z kim....

A propos tego ostatniego. Inne spotkanie autorskie, czytam fragment "Miłka...", coś przy okazji wspominam o swoim psie, który dostał imię po literackiej postaci - nagle las rąk, dzikie okrzyki przerywają mi czytanie. Niemal każde z dzieci chce się pochwalić, że ma w domu zwierzątko: psa, kota, chomika... a jeśli nie, to najlepszy kolega ma. I tak nagle łączy nas wspólnota posiadania zwierząt, a książka staje się tylko pretekstem do rozmowy o zwierzętach, jak je należy traktować, co daje życie z nimi, skąd się biorą ich imiona... Bardzo lubię takie spotkania.

Powieść: "Miłek z Czarnego Lasu" otrzymała tytuł "Książki Roku 2008", przyznany przez Polską Sekcję IBBY. "Do Czarnego Lasu przybywa, uciekający przed złą przeszłością Miłek. Małe, pomarańczowe, wystraszone stworzonko szybko zdobywa sympatię mieszkańców" - skąd taki pomysł na fabułę?
Dzięki bratanicy, wiele lat temu. Ona pewno już tego nawet nie pamięta. Opowiedziała mi historię jednej ze swoich koleżanek. Podsunęło mi to skojarzenie, że można pokazać to, choć nie oczyma dzieci... i tak narodził się Miłek i jego przyjaciele. Z tego samego źródła, co większość moich tekstów: z opowieści, czy to usłyszanej, czy wyczytanej na kartach jakiejś książki. Ja generalnie mało wymyślam. Słucham, patrzę... to najczęściej wystarcza.

W "Czapca Holmesa" grupa przyjaciół próbuje rozwikłać zagadkę porywania dzieci. Skąd zainteresowanie kryminałem?
Nie wiem, czy to zainteresowanie, raczej atrakcyjny dla dzieci schemat fabularny. Jest zagadka do rozwiązania, to je przyciąga. A mnie pozwala na marginesach tej opowieści opowiedzieć o sprawach ważnych, takich jak trudne relacje z dorosłymi, jak problemy dorosłych widziane oczyma dzieci. Marcinowi rozpada się rodzina, on patrzy na to z przerażeniem - i to jest dla niego gigantyczny problem, nie umie sobie z nim poradzić. Kiedy pada słowo "rozwód", zwykle myślimy o dorosłych. A nie wiem, czy nie bardziej cierpią właśnie dzieci, bezbronne, jeszcze nie umiejące wypracować ochronnej skorupy. Połączyłem więc kryminał z powieścią obyczajową. Często tak robię, mieszając gatunki.

O czym będzie Pana następna książka dla dzieci?
"Lena w chmurach" będzie o nastoletniej wampirzycy. Takiej, która wcale nie chce nią być, w ogóle żyła sobie spokojnie i wodziła zakochanym spojrzeniem za pewnym sportowcem, póki nie pojawił się w jej życiu ktoś, kto powiedział jej, kim Lena jest naprawdę. Rzecz dzieje się jednak w Polsce, w realiach polskich nastolatków, i choć wykorzystuje fascynację wampiryzmem, nie jest żadnym klonem "Zmierzchu", raczej opowieścią o poszukiwaniu samej siebie.

Znalazłem informację, że najbardziej ceni Pan twórczość G. G. Kaya, wczesne dzieła Ursuli Le Guin oraz Ph. K. Dicka za Człowieka z Wysokiego Zamku . Dlaczego? Jakich polskich pisarzy uważa Pan za najlepszych?
Dlaczego tych pisarzy? Za głębię przekazu i styl. Jako czytelnik lubię skomplikowane światy, ale jeszcze bardziej skomplikowanych bohaterów w skomplikowanych światach. Nie czytam dla fabuły, dla uzyskania odpowiedzi na pytanie, kto zabił, czy kto wygra. Wymienieni pisarze, do których dorzucę Zofię Kossak czy Umberto Eco, są raczej analitykami ludzkiej psychologii, kultury czy historii. To mnie ciekawi, choć nie zawsze się z nimi zgadzam - jak ze zwrotem Le Guin w stronę feminizmu.

Ciężko wymieniać współczesnych polskich pisarzy. Ale kilku wywarło na mnie duże wrażenie. Rylski chociażby. A ostatnio Dehnel cudowną "Lalą" - dawno nie czytałem tak dobrej polskiej prozy współczesnej.

 / Fot. Projekt okładki: Rafał KosikA jak jest z Pana twórczością? Która z Pańskich książek osiągnęła największy sukces?
Na pewno "Miłek" odniósł spory sukces, zdobył prestiżową nagrodę, czego się nie spodziewałem, a która pozwoliła mi serio pomyśleć o pisaniu dla dzieci i młodzieży.

Wyższe nakłady miały książki fantastyczne. Ale czy ja wiem, czy wyższy nakład oznacza większy sukces? Dla mnie sukcesem jest to, że komuś książka się podobała. A tu akurat - może ze względu na różnorodność tych książek - ciężko ustalić, która podobała się najbardziej. Na pewno cieszyły się popularnością parodie fantasy, "Czarem i smokiem", wcześniej "Rycerz bezkonny". Po wydaniu tej drugiej byłem świadkiem, jak czytał ją w autobusie jakiś człowiek i śmiał się na cały autobus. Dla autora jest to spory sukces. Książka miała bawić - i bawiła.

Pana bohaterowie to często walczący z ponurym losem pechowcy, nieudacznicy (Fillegan z Wake w "Rycerz bezkonny", mag Rosselin bohater m.in. w "Wojnie balonowej” i „Smoczym gniezdzie”, podrzędny urzędnik w „Armii ślepców”). Dlaczego?
Uwielbiam antybohaterów, ciapy rzucone przez okrutny los w wir kłopotów. Do herosów mam uraz, są nudni w swej większości. A pechowiec, w typie Pierre Richarda, może wszystko. Może zostać bohaterem, jeśli mu się uda, ale jeśli nie zostanie, jeśli nie zbawi świata, to nikt nie będzie mieć do niego pretensji, prawda? Dla autora takiego jak ja to kusząca wizja: nie ogranicza mnie wyobraźnia, nie musi być happy endu na końcu. Mogą być katastrofy, a po nich jeszcze większe katastrofy. Aż błyśnie światełko w tunelu - pojawi się na przykład inny pechowiec, jak w "Czarem i smokiem", gdzie do jednego pechowca dołącza drugi, smok Filippon.

Publikował Pan teksty w legendarnym już czasopiśmie "Fenix". Co się stało z tym tytułem?
Tytuł zniknął z rynku w roku bodaj 2002, ale wcześniej przewinęła się przez niego cała czołówka polskich pisarzy fantastycznych. Żal pisma, jednak coś, co by można nazwać "szkołą Fenixa", wciąż trwa, poza Andrzejem Sapkowskim to właśnie stąd wywodzą się najpopularniejsi polscy pisarze sf i fantasy tacy jak Jarek Grzędowicz (wieloletni naczelny pisma) czy Andrzej Pilipiuk.

Jak wygląda Pana tygodniowy/miesięczny rozkład pracy?
Trudno powiedzieć, piszę w każdej wolnej chwili, bo tak naprawdę pisze się ciągle, choć nie zawsze polega to na stawianiu literek w notesie czy na klawiaturze. Czasem jest to lektura, czasem przyglądanie się biegającemu psu, dzieciom, dorosłym... albo murom starego zamku. Już nie umiem powiedzieć, że piszę w określonych godzinach. Wciągnęło mnie na amen, zostałem zjedzony z kopytami - i teraz pozostaje tylko pisać na tyle dobrze, żeby czytelnicy nie mieli poczucia zmarnowanego czasu, no i ja też.

Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów.


Oficjalna strona autora: http://www.romek-pawlak.pl/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Mika
  • Mika
  • 29.01.2011 16:47

Jeśli nie lubicie literatury S-F, a zaciekawił Was sam autor, to koniecznie powinniście sięgnąć po nową książkę - "Póki pies nas nie rozłączy". To pierwsza obyczajówka Pawlaka i trzeba przyznać, że jest naprawdę ok. Tak więc polecam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wywiad ciekawy, choć przyznam, że ja też nie jestem zwolennikiem literatury S-F. /5/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie czytałem nic Pawlaka. Przyznaję się bez bicia. Mam nieuzasadnioną niechęć do literatury S-F. Nieuzasadnioną, bo jej nie znam. Zaciekawiła mnie teoria "antybohaterów". A "parodia fantasy" - brzmi interesująco. No i zgadzam się z pisarzem: "jako czytelnik lubię skomplikowane światy, ale jeszcze bardziej skomplikowanych bohaterów w skomplikowanych światach."

Niezły wywiad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.