Facebook Google+ Twitter

Zostawmy "Smoleńsk" historykom

Co się stało 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku? Pytanie to zadajemy sobie nieprzerwanie już od ponad 9 miesięcy. Odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Kto ją znajdzie?

W sprawie tragicznych kwietniowych wydarzeń codziennie pojawia się więcej nowych pytań, niż odpowiedzi na pytania zadane już wcześniej. Dziś nie możemy mieć nawet pewności co do tego, kogo pochowaliśmy w krypcie na Wawelu. Rosjanie uraczyli nas, pełnym błędów i niedociągnięć raportem, mając nadzieję, że go łykniemy i będziemy siedzieć cicho. Wobec kolejnych 'rewelacji' o smoleńskiej katastrofie oraz nieudolnie prowadzonym rosyjskim śledztwie, należy zastanowić się, czy dążenie do "prawdy smoleńskiej" ma jeszcze jakiś sens.

Pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku, kilka minut po ogłoszeniu zatrważającej wiadomości o katastrofie polskiego samolotu rządowego z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, zadzwonił mój telefon. Spałem. Dziś już mogę powiedzieć, że wtedy telefon ten zadziałał na mnie niczym podwójne, ba, potrójne espresso. Odebrałem. Nie zdążyłem nawet wypowiedzieć jednego słowa, usłyszałem tylko - "Osa, włącz telewizor - prezydent nie żyje". W jednej chwili uświadomiłem sobie, że prezydent miał być w tym dniu w Katyniu i pierwsza myśl przeleciała mi po głowie: "zamach".

Nie jestem rusofobem, mam nawet kilku przyjaciół Rosjan. Myśl o zamachu nie była związana bynajmniej ze wspólną i jakże trudną historią naszych narodów, ale z teraźniejszością - z obrazkami rosyjskich zagonów pancernych przetaczających się przez Gruzję, z poniekąd udaną próbą otrucia byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki poprzedzającą Pomarańczową Rewolucję, ze zdjęciami wycieńczonego, umierającego w męczarniach Aleksandra Litwinienki - ofiary pierwszego aktu terroryzmu nuklearnego, wreszcie - z dochodzącymi wciąż z Rosji informacjami o zatrzymaniach wśród opozycji i siłowych rozwiązań rosyjskiej milicji wobec pokojowych demonstracji organizowanych w Moskwie. Przemoc, zastraszenie, środki represji porównywalne z tymi, stosowanymi przez KGB i wcześniej NKWD - to jest Rosja, jaką oglądam codziennie w telewizji i o jakiej czytam w prasie.

Śledztwo w sprawie wydarzeń ze Smoleńska prowadzi strona rosyjska, na co wcześniej zgodę wyraziły polskie władze. Prawdę o śmierci polskiego prezydenta, przedstawicieli społeczno-politycznej elity Polski, najwyższych dowódców wszystkich rodzajów polskich sił zbrojnych będą więc odkrywać przed nami Rosjanie, tak jak wcześniej odkrywali przed nami 'prawdę' o "Katyniu", o "faszystowskim" prezydencie Mościckim oraz brakach amunicyjnych Armii Czerwonej patrzącej na hekatombę pogrążonej w Powstaniu Warszawy?

Jaki jest sens dociekania "prawdy smoleńskiej" z Rosjanami i w oparciu o materiały przez Rosjan przedstawiane? Jaki jest sens poszukiwania prawdy przez polskie władze, ramię w ramię z instytucjami państwa, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach giną dziennikarze tylko dlatego, że egzekwują prawo do wolności słowa? Jaki jest sens dążenia do prawdy z komisją, której wcześniejsze śledztwa w sprawie katastrof lotniczych w ogromnej większości kończyły się stwierdzeniem o "błędzie pilota". Jaki jest sens ufać rzekomo dobrym intencjom byłego podpułkownika KGB Władimira Putina, który za największą katastrofę geopolityczną XX wieku uznaje upadek Związku Radzieckiego?

Zamach? Błąd pilota? Usterka? Nie wiadomo co było przyczyną i ciężko mi jest dziś sądzić, że wiedza na ten temat stanie się wiedzą powszechną. Patrząc na trwające śledztwo, jego nieudolność, kolejne pojawiające się pytania i kontrowersje, dochodzę do wniosku, że "Smoleńsk" powinniśmy zostawić historykom. Skoro my nie możemy dowiedzieć się co się stało 9 miesięcy temu, to niech oni za 100 lat odgadną, co zabiło polskiego prezydenta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Zadał Pan dwa pytania: >Czy dążenie do "prawdy smoleńskiej" ma jeszcze jakiś sens?<
Na pewno ma. Zawsze dążenie do prawdy ma sens, bo jest dążeniem do wolności - Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że "nie ma wolności bez prawdy&#8221;. Był taki serial >Korzenie< na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa Alexa Haleya. W tym filmie zapadła mi w pamięć scena chłostania bohatera filmu, Murzyna pojmanego w Afryce i przywiezionego do Ameryki, któremu wbijano do głowy jego nowe niewolnicze imię >Tobi<. Biczowano go a on za każdym razem odpowiadał: nazywam się Kunta Kinte. Wreszcie, chyba po setnym uderzeniu wyjęczał: nazywam się Tobi. Zgodził się na nieprawdę. W tym momencie stał się niewolnikiem. Kiedy ja powiem sobie > przestaję myśleć o katastrofie, przyjmuję, że to wina pilotów, zostawiam to historykom< stanę się niewolnikiem.
Pytanie drugie: >Jaki jest sens dociekania "prawdy smoleńskiej" z Rosjanami?< Moim zdaniem żaden. Konieczna była od początku komisja międzynarodowa. Jednak, na czym oprze śledztwo ta komisja, jeżeli wszelkie dowody są w rękach Rosjan? Moim zdaniem istnieją w innych państwach materiały (zdjęcia satelitarne, zapisy rozmów, zeznania osób) objęte klauzulą tajności , o których ogół nie wie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Adamie, daleko mi od zapomnienia o katastrofie. Moje zainteresowanie nią (powodami, konsekwencjami, trwającymi śledztwami) nie maleje, a wręcz przeciwnie, czego wyrazem jest ten tekst (pierwszy o kwietniowych wydarzeniach). Nie namawiam do zaniechania poszukiwań prawdy smoleńskiej, jakkolwiek bolesną prawdą by nie była. I napisałem przecież, że ostatnie nadzieje pokładam w polskiej prokuraturze wojskowej, której działania są jednak odgórnie ograniczone przez umowę, jaką w tej kwestii nasz rząd zawarł z Rosjanami. Mam wątpliwości, czy polscy śledczy w ogóle powinni - w poszukiwaniu prawdy - posługiwać się rosyjskimi materiałami. Jeśli jednak nie rosyjskimi, to jakimi? Swoich przecież nie mamy. Wszystko w rękach Rosjan.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolebukowi pewnie się przyśniło, że podsłuchiwał rozmowę przez telefon satelitarny między Lechem a Jarosławem. Niestety, potem okazało się, że to Lech Wałęsa rozmawiał z Jarosławem Kurskim :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
Z. Mac
  • Z. Mac
  • 23.12.2010 11:48

@ Kolebuk Kazimierz.
Prawda ujrzy światło dzienne, jestem o tym głęboko przekonany. Dla wielu będzie ona porażająca /.../ - K. Kolebuk.
Czy może pan w swoim widzeniu przybliżyć termin objawienia, bo wszystko się jakoś przeciąga?
Jak głeboko jest pan przekonany?
Dla jakich wielu będzie ona porażająca i jak daleko i czy pana zdaniem ja do tej grupy zagrożonych porażeniem należę?
Jeżeli pana odpowidź może zawierać elementy intymne /bardzo osobiste/, to porszę o kontakt telefoniczny /nr tel. tzw. profilu/.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Należy dodać jeszcze, że "zostawienie śledztwa historykom" to przenośnia, która oznacza ni mniej ni więcej: przestańmy się interesować katastrofą smoleńską. Historycy nie mają, jak wiadomo, narzędzi do prowadzenia śledztwa, choć czasem mówi się tak w przenośni na kwerendy źródłowe. Jednak w śledztwie zbiera się dowody i dane, a historyka interesują informacje, bo nie prowadzi sprawy kryminalnej. Gdyby Autor napisał zatem - zostawmy śledztwo polskiej prokuraturze, polskim śledczym, to byłoby to jeszcze w jakimś stopniu zrozumiałe. Autor dobrze wie, że nawet za 50 i 100 lat ewentualne dochodzenie prawdy będzie wymagało współpracy np. patomorfologów, a nie historyków. Historycy za 100 lat będą się spierać co do skali zaniedbań ekipy Tuska i następstw politycznych katastrofy.

Nie potrafię zrozumieć tego, że Autor, który w wielu poprzednich tekstach wykazywał znaczną przenikliwość, bystrość oraz umiejętność samodzielnego wnioskowania nagle doznał jakiejś dziwnej utraty tych zdolności. Miejmy nadzieję, że jest to jedynie syndrom zmęczenia tematem smoleńskim.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Z. Mac
  • Z. Mac
  • 23.12.2010 11:27

Odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Kto ją znajdzie? /autor/.
Znajdą ją patrioci, którzy olewając polską i bolszewicką prokuraturę przeprowadzą "obywatelskie śledztwo". Pomogą im w tym zapewne dokumenty pozostające w archiwach WikiLeaks.

Ściąga: Odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Kto ją znajdzie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgadzam się z konkluzją "skoro my nie możemy dowiedzieć się co się stało 9 miesięcy temu, to niech oni za 100 lat odgadną, co zabiło polskiego prezydenta". Nieudolność aktualnych "wyjaśniaczy" nie może być przyczyną zaniechania tematu - podobnie, jak nie należy zostawiać przyszłym pokoleniom układania rozkładu jazdy PKP.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Idiotów się nie sieje, sami się rodzą.... "

Dobrze, że nie mogą się klonować. Więcej niż jeden Palikot? To byłoby straszne...

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 22.12.2010 08:36

Idiotów się nie sieje, sami się rodzą....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, Jarosław zrezygnował z lotu niemal w ostatniej chwili ze względu na stan zdrowia matki. A i potem były zakusy na jego życie - vide deklaracja mordercy z Łodzi, czy zachęty na blogu Palikota.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.