Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4915 miejsce

Zrób to sam - wężyk spustowy

Jako posiadacz aparatu firmy Canon już od dawna nosiłem się z zamiarem zakupu wężyka spustowego. Zwykły mnie nie zadowalał a na bardziej rozbudowanego szkoda było pieniędzy. Postanowiłem zmierzyć się z problemem i zmajstrować coś samemu.

Już na samym początku muszę zaznaczyć, że nie mam ani przygotowania, ani wykształcenia z zakresu elektroniki. Proszę więc o wybaczenie, jeżeli pomyliłbym nazewnictwo lub nie znałbym właściwych określeń.

Schemat najprostszego wyzwalacza do aparatów Canon / Fot. Wyk.Sławomir Żylak Pewnego letniego wieczora, gdy pioruny "biły", raz po raz usadowiłem się z aparatem, by zarejestrować to fantastyczne zjawisko. Po kilkudziesięciu minutach monotonnego wciskania migawki stwierdziłem, że szkoda mojego czasu na takie zabawy. Wtedy zrodziła się w mojej głowie myśl, aby zakupić elektroniczny wężyk spustowy. Oryginalny wężyk do Canona z możliwością zaprogramowania interwału kosztuje około 600-700 zł, co skutecznie powstrzymywało mnie przed zakupem. Zacząłem przeszukiwać internet i znalazłem schemat podłączeń wężyka w aparacie. To jednak nie było to, o co mi chodziło. Po pierwsze ciągle nie mogłem ustawić automatycznego wyzwalania migawki, a co ważniejsze nie miałem, jak podłączyć się do gniazdka w aparacie. Sposobem na podłączenie okazało się złącze 9 pinowego portu szeregowego RS-232. Dobry pilnik, troszkę czasu i po chwili trzymałem w dłoni moją własnoręcznie zrobioną wtyczkę, a po dolutowaniu trzech przewodów miałem mój własny wężyk spustowy. Po kilku przymiarkach miałem wypiłowaną wtyczkę. / Fot. Fot.Sławomir Żylak Obawiałem się, co prawda, wetknąć takowy wężyk w aparat, ale powiedziałem sobie: "...raz kozie śmierć" i po chwili cieszyłem się jak dziecko. Od tej pory mogłem wykonywać nieograniczone naświetlanie, skręcając ze sobą trzy druciki.

Jednak tego było mi mało. Wspólnie z moim przyjacielem postanowiliśmy "wyprodukować" wężyk z prawdziwego zdarzenia, spełniający nasze potrzeby i oczekiwania. Mógłbym tutaj wiele napisać na ten temat, bo projekt żył i rozrastał się wraz z kolejnymi pomysłami w głowie, ale nie o to chodzi. Oto kompletny i ostateczny schemat połączeń. / Fot. Fot.Sławomir Żylak Nasz wężyk wzbogaciliśmy o takie pożyteczne dodatki jak diody, które sygnalizują stan pracy, zwiększyliśmy ilość przycisków, poprawiając komfort programowania oraz dołożyliśmy port podczerwieni. Ta ostatnia modyfikacja pozwala na wystartowanie migawki aparatu dowolnym pilotem od domowych urządzeń RTV.

Najwięcej pracy było z dopasowaniem obudowy oraz płytki, w którą wlutowane zostały wszelkie podzespoły. Ponieważ był to prototyp prace przebiegały opornie, a częste zmiany i poprawki spowalniały osiągnięcie sukcesu. Cały układ zasilany jest baterią 1,5V i pozwala na kilkadziesiąt godzin nieprzerwanej pracy. Zdaję sobie sprawę, że zdobycie przetwornicy do uzyskania odpowiedniego napięcia może być uciążliwe, dlatego na załączonym schemacie czerwoną obwódką zaznaczyłem cały układ zasilania, który można pominąć stosując napięcie 4,5V. Za na prawdę niewielkie pieniądze można kupić wszystkie niezbędne elementy wyzwalacza. / Fot. Fot.Sławomir Żylak Kluczowym elementem wyzwalacza jest mikrokontroler, który należy odpowiednio zaprogramować. Brzmi groźnie, ale to nic trudnego i jeżeli ktoś będzie zainteresowany budową wyzwalacza, chętnie podzielę się informacją, jak to zrobić. Kompletna lista części z których powstał wyzwalacz. / Fot. Fot.Sławomir Żylak Z grubsza wygląda to tak, że trzeba zaopatrzyć się w złącze równoległe (takie jak do drukarki starszego typu), podstawkę mikrokontrolera oraz darmowy program. Podstawkę kilkoma przewodami dolutowuje się do złącza, które wtyka się do komputera. Odpala się darmowy program i z poziomu windowsa programuje scalaka. Proste, łatwe i przyjemne. Trzeba mieć też program, który mój przyjaciel napisał specjalnie dla tego mikrokontrolera. Bez dodatkowych opłat chętnie wyślę go każdej zainteresowanej osobie :)

W zbudowanym przez nas wyzwalaczu można programować długość otwarcia migawki (max 99 min 59 sek), długość przerwy pomiędzy zdjęciami (max 99 min 59 sek) oraz ilość zdjęć, jaka ma wykonać się w serii (1-99). Jedno z pierwszych uruchomień prototypu. Nieelegancka plątanina kabli, ale działa :) / Fot. Fot.Sławomir Żylak Po zakończonym cyklu cały proces można powtórzyć (dopóki nie odłączy się napięcia, wyzwalacz pamięta ostatnie nastawy).
Kupując obudowę nie znałem wymiarów wyświetlacza, stąd konieczność wycięcia otworu pod wyświetlacz i skrócenia całości - w końcu prototyp :) / Fot. Fot.Sławomir ŻylakZrezygnowaliśmy z trwałej pamięci (tzn, że nawet po wyłączeniu i ponownym włączeniu wyzwalacz będzie pamiętał ostatnie ustawienia), ponieważ stwierdziliśmy, że przy tego typu naświetlaniach ekspozycję i tak każdorazowo trzeba zmieniać. Jak wspomniałem migawkę można wyzwolić przyciskiem znajdującym się w wyzwalaczu bądź zdalnie na podczerwień (sygnalizuje to dioda). Także otwarcie migawki sygnalizowane jest poprzez diodę. Wyzwalacz był testowany z powodzeniem na aparatach Canon 30D, 40D i 350D.

Wykorzystując dostępną w sprzedaży płytkę do budowy ładowarki mozna skutecznie ograniczyć ilość przewodów. / Fot. Fot.Sławomir Żylak W sumie, nie licząc poświęconego czasu, prądu i cyny, całkowity koszt tego wyzwalacza zamknął się w kwocie 60 zł.Wiedza zdobyta przy budowie pierwszego urządzenia została wykorzystana przy budowie drugiego wyzwalacza. / Fot. Fot.Sławomir Żylak Faktem jest, że wydałem troszkę więcej pieniędzy, a to dlatego, że wprowadzane zmiany powodowały zakup coraz to nowych części. Jednak pierwszy "seryjny" model wyzwalacza nie był obarczony już tymi błędami. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wydane zostały na płynne dobro, którym wznosiliśmy toasty za pomyślność wynalazku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

Cały czas dysponuję i schematami i programem do mikrokontrolera... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam artykuł ma już 4 lata ale może uda się jeszcze uzyskać schematy i program dla mikrokontrolera bo bardzo chciałbym takie urządzenie wykonać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prosto (no prawie) i skutecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie to co chciałem sam robić, na szczęście szlak już przetarty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

w sumie..... pewnie nie byłby to problem. Przy uchwyceniu pioruna niezmienny jest ciągle ten sam dylemat - gdzie uderzy?
Myślę, że przewidując uderzenie pioruna ustawisz aparat w danym kierunku, zaprogramujesz naświetlania kilkudziesięcio sekundowe w serii 99 zdjęć i śmiało można czekać :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.03.2008 21:26

a już myślałem, że to będzie wężyk reagujący na błyski piorunów :( ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Malba - używałem kiedyś podobnego patentu. Ostatecznie jednak kupiłem Raynox-a i obiektyw makro. Uważam jednak, że to bardzo dobry pomysł dla tych, którzy nie wiedzą czy chcą się w to bawić. Można osiągnąć na prawdę bardzo dobre efekty :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

oo:) fajnie fajnie:) to mzoe jeszcze ja sie podziele takim czyms....obiektyw makro ze smieny http://www.canon-board.info/showthread.php?t=16063

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma pośpiechu, ciesze się że chce Ci się za to zabrać. Adres do Twojej dyspozycji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a tak przy okazji to mogę powiedzieć, że za jakiś czas wrzucę schemat i poradę jak przerobić lampę błyskową (od Zenita czy Praktiki) do poczciwej lustrzanki cyfrowej Canona :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.