Facebook Google+ Twitter

Zrobiłem ten film ze wstydu!

Od wczoraj w kinach możemy oglądać film "Operacja Dunaj", w reż. Jacka Głomba. Polska premiera miała miejsce 4 sierpnia w Nowej Rudzie, na granicy polsko-czeskiej. To kino to doskonała propozycja dla miłośników "Czterech pancernych i psa" oraz ekranizacji Haszka i Hrabala.

Jacek Głomb / Fot. PAP Adam Haławej Lubi pan eksperymentować. W teatrze szuka pan nietypowych przestrzeni dla swoich spektakli, a w kinie sięga po nieograne tematy. Z czego to się bierze?
- Pewnie z przekory, ale i ciekawości. Zawsze interesowało mnie opowiadanie o tym, o czym inni nie opowiadają. W teatrze w Legnicy opowiadamy historie według zapoznanych scenariuszy. Tak właśnie było w przypadku „Operacji Dunaj”, którą wcześniej w 2006 roku pokazaliśmy na scenie - z drewnianym czołgiem. Kiedy rok później Wytwórnia Filmów Fabularnych zainteresowała się scenariuszem i powstała możliwość zrobienia z tego filmu – to nie zastanawialiśmy się ani sekundę. Scenariusz filmowy różni się w 100 procentach od teatralnego. Z teatru został tylko pomysł, że czołg gubi drogę. W teatrze nie było gospody. W teatrze czołg ginął w czeskim lesie. Las jest bardziej teatralny, podczas gdy prawdziwy czołg efektowniej wypada w kinie. Żeby było zabawniej, czołg zwany Biedroneczka, który zagrał w filmie jest… czeski. Okazało się bowiem, że w tak dużym i słynącym ze zwycięskich wojen bohaterskim kraju jak Polska nie ma sprawnych czołgów, które mogłyby zagrać w filmie, a jeśli już to za horrendalne pieniądze.

Przypomnijmy fakty historyczne, bo choć scenariusz Roberta Urbańskiego i Jacka Kondrackiego jest zmyślony to punkt wyjścia, czyli zaginięcie polskiego czołgu już nie.
- Dokładnie tak. Operacja Dunaj to kryptonim operacji Wojsk Układu Warszawskiego, które 21 sierpnia 1968 roku wkroczyły do Czechosłowacji. Była to reakcja na Praską Wiosnę, próba zdławienia buntu i zapobieżenie rozprzestrzenienia się nieposłuszeństwa wobec Związku Radzieckiego na pozostałych członków socjalistycznej wspólnoty. Nasz scenariusz czerpie więc ze zdarzeń prawdziwych. Punktem wyjścia jest autentyczne zaginięcie polskiego czołgu po przekroczeniu czechosłowackiej granicy, ale dalej opowiada już całkowicie fikcyjna historię o tym, co zdarzyło się potem. Polskimi bohaterami filmu są czterej polscy żołnierze, którzy wjeżdżają czołgiem w przydrożna gospodę „U Krtka”, mocno ją demolując….

"Operacja Dunaj" / Fot. Fot z filmuFilm jest koprodukcją. Jaki jest udział Czechów w scenariuszu i realizacji filmu?
- Wielką wartością tego spotkania było to, że Czesi nie zachowywali się wyłącznie robotniczo, czyli nie przychodzili do pracy, robili swoje i wychodzili. Oni tak bardzo ideowo i myślowo weszli w ten film, że nawet czasami dochodziło do kłótni miedzy nimi. Spierali się o to, czy coś jest możliwe lub nieprawdopodobne. Ja jestem z myślenia drużynowego, tak prowadzę teatr w Legnicy, że nie przeszkadza mi, że aktor aktywnie włącza się w proces powstawania spektaklu. To samo było na planie. Jednocześnie wiedziałem, ze film ma szansę wtedy, jeśli w sposób uczciwy podejdzie do spraw czeskich, jeśli czescy aktorzy utożsamiają się z tym, co robimy, poczują się częścią projektu. Strasznie trudno bowiem robi się takie opowieści kiedy ktoś uzurpuje sobie prawo do mówienia w imieniu innego narodu w rodzaju, jak to Jasio wyobraża sobie Rosjan albo Rumunów. Ja tak nie chciałem. Dlatego ten duch czeski był dla mnie taki ważny.

Poproszę o jakiś konkret?
- Czesi nigdy nie negowali scenariusza. Chodziło o proporcje, stawianie akcentów. Jiri Menzel, który artystycznie opiekował się filmem i zgodził się zagrać w nim rolę dróżnika Oscara miał wprawdzie uwagi do scenariusza jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, ale to były kwestie branżowe, specjalistyczne, nie ingerujące w treści naszej historii. Mieliśmy także sporo zabawnych sytuacji, związanych z nieporozumieniami językowymi, ale nie tylko. Pamiętam, że cała ekipa bardzo przeżywała Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, gdzie na początku Polacy niestety strasznie obrywali, podczas gdy Czesi triumfowali. No więc te emocje czasami przenosiły się na plan, ale nie w kategoriach odwetowych tylko żartobliwych. Naprawdę udało nam się skleić tę polsko-czeską rodzinę. Menzel dobrze zna Jurka Stuhra, czyli ojca Maćka, który zagrał działonowego. Z kolei Magda Biegańska, moja legnicka aktorka, która gra Czeszkę, Litkę,
tak dalece zaprzyjaźniła się z panią Evą Holubovą , że niemal zwracała się do niej „mamo”. (śmiech). „Czynnik ludzki” jest bardzo ważny w takich sytuacjach. Kiedy ludzie nie działają na rozkaz, tylko z siebie to stają się jednością i wiele fajnych, wartościowych rzeczy łatwiej wtedy zrealizować.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A ja przeczytałam ten wywiad z zainteresowaniem. Ciekawe odpowiedzi na dobrze przemyślane pytania. Reżyser patrzy na współczesną historię realistycznie i praktycznie. Stara się ją odczarować i nie nadawać jej pomnikowego charakteru. Myślę, że to jest sposób na zdrowe relacje z naszymi sąsiadami nie tylko zza południowej granicy. Gratuluję autorce wyboru tematu i formy jego realizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.