Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183293 miejsce

Zwolennik ortodoksu Marek Borowski

Oświadczenie ministra Tomasza Lipca o rozpoczęciu postępowania administracyjnego, które doprowadzi do zawieszenia Zarządu i ustanowienia kuratora w przestępczym PZPN, zostało przyjęte z ogromną radością w społeczeństwie, które ma dość afer.

Prezes PZPN Michał Listkiewicz i minister sportu Tomasz Lipiec. | Fot. Przemek Trubalski. Yes, Yes, Yes! Oświadczenie ministra Tomasza Lipca o rozpoczęciu postępowania administracyjnego, które w najbliższym czasie doprowadzi do zawieszenia zarządu i ustanowienia kuratora w przestępczym, Polskim Związku Piłki Nożnej (do którego ja również przynależę, jako członek Klubu Wybitnego Reprezentanta) zostało przyjęte z ogromną radością w społeczeństwie, które ma dość afer, skandali i przestępstw, cyklicznie popełnianych od kilkunastu lat w naszej skopanej. Wielka szkoda, że pan Lipiec tak długo (w grudniu 2005 przekazałem ministrowi dokumenty sądowe potwierdzające popełnianie przestępstw w PZPN) czekał z tą decyzją, bowiem wówczas uniknęlibyśmy skandalu z NIELEGALNYM zatrudnieniem wolontariuszy w osobach trzech „Latających Holendrów” i kto wie, czy dzisiaj nie bylibyśmy liderami grupy eliminacyjnej do finałów mistrzostw Europy w 2008 r.

O tym, jak trafna i od dawna oczekiwana jest ta decyzja, świadczy reakcja przedstawicieli koalicji i opozycji, którzy niemal jednomyślnie domagają się natychmiastowego wprowadzenia jej w życie, by przerwać dotychczasową bezkarność ludzi spod znaku "Listkolandu" i by polska piłka zaczęła toczyć się w prawidłowym kierunku. Były premier, a obecnie komisarz Warszawy, Kazimierz Marcinkiewicz, który już w czerwcu mówił o wprowadzeniu Zarządu Komisarycznego na Miodową (panie premierze, kibice polscy są panu dozgonnie wdzięczni i nigdy tego nie zapomną), a w wywiadzie udzielonym „Faktowi” (dn. 16.09.2006 r.) wypowiedział prorocze słowa, które powinny być myślą przewodnią w kolejnych działaniach ministra sportu: “To węzeł gordyjski, skostniała skorupa, którą trzeba zlikwidować. Doprowadzić, by te wszystkie afery i brudy wyszły na zewnątrz, zlikwidować je. Bez tego nie będzie ani dobrej drużyny narodowej, ani silnej ekstraklasy. Gdyby kurator wszedł teraz do PZPN, to w ciągu dwóch miesięcy powinien doprowadzić do zmian w statucie i zwołać zjazd. Wtedy już w listopadzie moglibyśmy mieć nowe, KOMPETENTNE WŁADZE”.

Podobne, a nawet bardziej radykalne zdanie na ten temat ma poseł opozycji z Platformy Obywatelskiej - Roman Kosecki. Romek domaga się wprowadzenia komisarzy do wszystkich wojewódzkich, "skopanych związków", wychodząc ze słusznego założenia, że na niższych szczeblach rozgrywkowych jest jeszcze większy burdel, ponieważ przekręty tam robione nie są nagłaśniane w mediach. W pełni popieram stanowisko mojego kolegi z reprezentacji, jednak uważam, że należy tę czystkę przeprowadzić w inny sposób. Przecież w momencie ustanowienia komisarza i zawieszenia w działalności dotychczasowego zarządu PZPN, automatycznie zostaną zawieszeni wszyscy okręgowi prezesi, którzy jak jeden mąż są członkami „miodowego zarządu”. Wówczas wystarczy, że kurator zlikwiduje OZPN-y, powoła w ich miejsce (jest to pomysł Zbigniewa Bońka) delegatury, lub jak kto woli filie PZPN-u i mianuje dyrektorów tych placówek z zadaniem natychmiastowego przeprowadzenia wyborów delegatów na Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze nowego PZPN-u.

Jednak nie wszystkim politykom podoba się pomysł przerwania przestępczej działalności Ostatniego Bastionu Ortodoksyjnej Komuny, jak potocznie kibice nazywają PZPN. Świadczy o tym wypowiedz - również w “Fakcie” - Marka Borowskiego, który zasugerował, by dać jeszcze jedną szansę ludziom, którzy doprowadzili naszą piłkę na skraj przepaści. Czyli mówiąc bardzo modnym obecnie skrótem myślowym, lider SDPl sugeruje, by listkoludkowie przedstawili opinii publicznej plan naprawy polskiej piłki w oparciu i na podstawie dotychczasowych przestępstw popełnionych... przez nich samych! W pełni popieram ten „idealny pomysł”, bowiem do złudzenia przypomina dykteryjkę, z którą ja się nie zgadzam, a która mówi o powstaniu pierwszej na świecie sztucznej inteligencji. Ten „historyczny fakt” zdarzył się ponoć w momencie, kiedy to przysłowiowa blondynka przefarbowała się na czarno!

Osobiście takie stanowisko pana Borowskiego mnie nie dziwi, zwłaszcza kiedy przypomnę sobie pewne fakty z niedalekiej przeszłości, dotyczące pewnej, jak się w końcu okazało niegroźnej „kolizji drogowej”. W związku z tym mam pytanie do zwolennika tezy o tym, by przestępcy sami sobie wymierzyli karę i opracowywali plan własnej resocjalizacji. Kto zatuszował wypadek spowodowany przez zawodnika „Amiki”, który będąc „nawalony jak stodoła po żniwach” zabił człowieka? Jak ćwierkają wróble na wronieckich drzewach, duży udział w zacieraniu śladów i groteskowym procesie, miał zagorzały fan tego klubu, który wówczas należał do elity rządzącej naszym krajem, a którego nazwisko... Ale pech, akurat w tym momencie wyleciało mi z pamięci.

W sukurs byłemu marszałkowi Sejmu „niespodziewanie” (to akurat było do przewidzenia) przyszedł prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, który w “Przeglądzie Sportowym” wyraził oburzenie z faktu, iż minister Tomasz Lipiec - moim zdaniem, jak najbardziej słusznie - nie skonsultował z nim decyzji o rozpoczęciu procedury o wprowadzeniu komisarza. Można się tylko domyślać, że ta nie skonsultowana decyzja szefa polskiego sportu była rewanżem za nominowanie attache olimpijskiej reprezentacji w Turynie, w sytuacji, gdy w tym samym czasie, rozpoczęły się przeciw Zbigniewowi B. prokuratorskie śledztwa. A o tym, że człowiek pełniący tę zaszczytną funkcję musi być niczym żona Cezara, poza wszelkimi podejrzeniami, wie każde dziecko w Polsce. Pan Nurowski będzie się miał z pyszna, gdy jego „ataszowcowi” zostaną postawione zarzuty.

Prezes olimpijskiego komitetu nie może tłumaczyć się niewiedzą, bowiem jako przewodniczący Komisji Etyki przy PZPN powiadomiłem go o wszczęciu przez prokuraturę czynności śledczych przeciwko Zbigniewowi B. Poza tym, jestem przekonany, że Tomasz Lipiec nie cierpi na bezsenność z powodu protestu Piotra Nurowskiego, ponieważ wiele na to wskazuje, że jest to „łabędzi śpiew” szefa PKOl-u. Już niedługo bowiem uchwalona zostanie Ustawa dekomunizacyjna, a w życiorysie pana Piotra aż roi się od "czerwonych" drużyn, w których występował on niejednokrotnie w roli kapitana, za jedynie słusznych, ale (nie)stety bezpowrotnie minionych czasów.

Jan Tomaszewski.

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Brawo Jan Tomaszewski, brawo Lipiec. A właśnie się z TVN24 dowiedziałem, że Listek to także pantoflarz. Podobno małżonka postawiła mu ultimatum - albo on odejdzie z PZPN, albo ona odejdzie od niego. Chyba wybrał wariant pierwszy. I dobrze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

przepraszam - w oryginale brzmiało to chyba jednak inaczej, tj. "bractwo żelaznej SZCZĘKI i długiej łapy"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Janku, udało się Panu doprowadzić sprawę do finału! Pochwalam i podziawiam sposób, język i wytrwałość. Cieszy mnie niezmiernie, że wreszcie ktoś tak sławny i zasłużony postawił się układowi i jest tak skuteczny. Proszę jednak uważać, bo jednak pewne osobniki nie działają samotnie i istnieje, jak to kiedyś powiedziano w kabarecie: "bractwo żelaznej pięści i długiej łapy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

TVN24 podała, że jutro prezes PZPN Michał Listkiewicz poda się do dymisji,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.