Facebook Google+ Twitter

Zwycięstwo polskich szczypiornistów po istnym horrorze

Polska odnosiła drugie zwycięstwo w drugiej fazie mistrzostw świata w piłce ręcznej. Podopieczni trenera Bogdana Wenty pokonali w Halle Islandię 35:33 (12:14) po niesamowicie dramatycznym meczu.

Sigfus Sigurdsson z Islandii i Robert Gunnarsson próbują zatrzymać atakujących Polaków - Marcina Lijewskiego i Grzegorza Tkaczyka podczas meczu MŚ w piłce ręcznej mężczyzn. Fot. PAP/EPA/Bernd ThissenPo wczorajszej porażce z Francją 31:22 (11:12) polskim piłkarzom ręcznym nie szczędzono krytyki. Przodowały w tym media, które po zwycięstwie nad Niemcami wychwalały ich pod niebiosa, głośno mówiąc o medalu. Jedynie niewielu twardo stąpało po ziemi, na szczęście w tym gronie był trener Wenta, który studził rozgrzane głowy. Twierdził, że walka na dobre rozpocznie się dopiero teraz, a mistrzowie Europy, pomimo porażki z Islandią 36:30, to nadal jeden z najlepszych zespołów na świecie. I ani trochę nie przesadzał. Trójkolorowi pokazali biało-czerwonym miejsce w szyku, obnażając ich wszystkie braki.

Nowy dzień, nowy mecz

Dzisiejsza potyczka miała pokazać, czy Polacy podnieśli się po porażce, czy potrafią wyciągać wnioski i czy wytrzymają psychicznie. Pokazali. I to jak! Islandia przystępowała do potyczki z Polakami z pozycji lidera, podbudowana wczorajszym zwycięstwem nad Tunezją. W przedmeczowych opiniach była może nie zdecydowanym, ale faworytem, pomimo tego, że sparing przed mundialem wygrała z Polakami tylko 4039

Jak deja vu

Rezerwowi reprezentacji Polski fetują zdobycie przez kolegów bramki w meczu z Islandią podczas MŚ w piłce ręcznej mężczyzn. Fot. PAP/EPA/Bernd ThissenPierwsza połowa, a szczególnie jej początkowe fragmenty, do złudzenia przypominały mecz z Francuzami. Polacy zaczęli z animuszem i gdyby nie dwa niewykorzystane karne przez Tłuczyńskiego, prowadziliby dwoma bramkami. Jednak od remisu 4:4 Islandia zagrała trochę mocniej w obronie, Polacy zaczęli grać nieskutecznie i nie zmienili tego już do końca pierwszej połowy. Islandczycy nie starali się za wszelką cenę forsować tempa, wyraźnie kontrolując grę i utrzymując jedno lub dwubramkową przewagę. Po 30 minutach prowadzili 14:12 a u Polaków wyróżnili się rozgrywający, którzy solidarnie rzucili po dwie bramki. Jednak niska, bo ledwie 40 procentowa skuteczność, brak skrzydeł i dograń do koła powodowały, że Polacy nie mogli rozwinąć skrzydeł w ataku. Warto podkreślić kilka fenomenalnych parad Sławomira Szmala (m.in. wygranie pojedynku sam na sam w kontrze, na sekundy przed końcem pierwszej części), dzięki czemu przewaga przeciwników wynosiła tylko dwie bramki.

Złe dobrego początki

O ile Szmal skutecznie zakończył pierwszą połowę, o tyle w pierwszych minutach drugiej przepuścił pierwsze cztery strzały i ustąpił miejsca Adamowi Weinerowi. Ten dał bardzo dobrą zmianę, a przy wyniku 13:17 dzięki niemu i kilku skutecznym akcjom Lijewskiego, Jurasika i Jechlewskiego, wynik brzmiał 17:18. Jednak Polacy znów zaczęli przypominać drużynę z wczorajszego meczu i grając w przewadze dali sobie rzucić dwie bramki. Przy stanie 17:20 Polski zespół znów grał jak w jednym z minionych spotkań, ale nie tym z Francuzami, ale z Niemcami. Przy kapitalnej grze w obronie, błędach przeciwnika i wreszcie skutecznym atakom wyszliśmy na prowadzenie 21:20. Trener Wenta znalazł optymalne ustawienie i Polacy w ataku grali z Bieleckim, Tkaczykiem i Lijewskim, a w obronie z Jureckim, Kubtelem i Siódmiakiem. Właśnie gra tych trzech obrońców plus szybkie kontry pozwoliły Polakom znów wyjść na prowadzenie 25:24. Ale liderzy grupy nie zamierzali odpuszczać. Raz po raz raził nas Petterson razem z Sigurdssonem i gdy do końca meczu zostawało mniej niż 7 minut, Polska przegrywała 29:30. Rozpoczęła się końcówka jak z suspensów Hitchkocka. Z reguły grający tylko w obronie, Jurecki dwa razy odważnie skontrował grających w przewadze przeciwników i doprowadził do stanu 31:30. W międzyczasie dwie minuty kary otrzymał Kubtel i Polacy znów stanęli pod “gilotyną”. Na szczęście przeciwnicy również nie wytrzymali presji, dokonując źle zmiany i otrzymując karę dwóch minut. Mimo to rzucili się do odrabiania strat i... zgubili piłkę, ale kontry nie wykorzystał Lijewski.

Emocje sięgnęły zenitu, gdy w odpowiedzi Gudjonsson trafił na 32:31 dwie minuty przed końcem. Pozostający do tej pory w cieniu kolegów Karol Bielecki wykorzystał osłabienie rywali i na półtorej minuty do końca, po kapitalnym rzucie wyprowadził Polskę na prowadzenie 33:31. Pół minuty później było 33:32 po kolejnym golu Alexandra Pettersona. Piłka w ataku znów trafiła do Bieleckiego, ale jego rzut uderzył w dłonie blokujących obrońców i gdy już wydawało się, że nie doleci do bramki, wpadła obok bezradnego i kompletnie zaskoczonego Birkira Gudmundssona.

Trener Wenta aż podskakiwał z radości. Na 49 sekund przed końcem Islandia znów trafiła, a na rzut z 9 metrów zdecydował się nie kto inny, jak Alexander Petterson. Wynik brzmiał 34:33 i nikt na widowni nie siedział, a trenerzy obu ekip szaleli przy linii. Polacy mieli tylko jedno zadanie - nie zgubić piłki. Gdy Lijewski podał do Tkaczyka, a temu piłka wypadła z rąk, rozległ się gwizdek i zatrzymał pędzących do kontry Islandczyków. Okazało się że jeden z rywali faulował, a dodatkowo na 11 sekund przed końcem trener Wenta wziął czas! Było to znakomite posunięcie, iście koszykarskie przygotowanie ostatnie akcji. Szybkie rozegranie, podanie do Bieleckiego, a ten po raz siódmy trafił do siatki! Było 35-33 i ten wynik nie miał już prawa ulec zmianie. Polska przed meczem Francji ze Słowenią została wirtualnym liderem grupy M I.

Z pewnością ten mecz nie był popisem gry Polaków, ale pokazem walki, ambicji i nieustępliwości. Znakomita gra w obronie w drugiej połowie i zdecydowanie lepsza skuteczność, daje podstawy do optymizmu przed meczami z Tunezją i Słowenią. Ćwierćfinał będzie nasz!


Polska - Islandia 35:33 (12:14)

Polska: Sławomir Szmal, Adam Weiner - Karol Bielecki 7, Mariusz Jurasik 7, Marcin Lijewski 6, Mateusz Jachlewski 4, Michał Jurecki 4, Bartosz Jurecki 3, Grzegorz Tkaczyk 2, Tomasz Tłuczyński 2 (1/3 z karnych), Rafał Kuptel, Krzysztof Lijewski, Artur Siódmiak.

Islandia: Birkir Gudmundsson, Roland Eradze - Alexander Petterson 6, Gudjon Valur Sigurdsson 6, Olafur Stefansson 6 (1/1), Snorri Gudjonsson 5, Robert Gunnarsson 5, Legi Geirsson 4, Arnor Atlason 1, Asgeir Hallgrimsson, Sverrir Jakobsson, Markus Michaelsson, Sigfus Sigurdsson.

Kary: Polska - 10 min. (M. Jurecki, Kuptel, M. Lijewski, Siódmiak, Tkaczyk - po 2); Islandia - 14 min.
Sędziowali: Vicente Breto i Jose Antonio Huellin (Hiszpania).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.