Facebook Google+ Twitter

Zwycięzców się nie sądzi!

Polska w meczu grupy A eliminacji mistrzostw Europy pokonała w Baku Azerbejdżan 3:1. Styl w jakim tego dokonała pozostawia wiele do życzenia, jednak kto będzie pamiętał, czy Polacy grali z polotem, liczą się trzy punkty.

Zdarza się najlepszym



Polak Jacek Krzynówek strzela swoją pierwszą bramkę w meczu eliminacji do mistrzostw Europy 2008, Azerbejdżan - Polska w Baku. / Fot. PAP/Radek PietruszkaPolacy wrócili z dalekiej podróży. Jeśli ktoś spodziewał się spacerku i łatwego łupu punktowego, to bardzo się pomylił. Azerowie postawili trudne warunki, a szybko zdobyta bramka ułatwiła im zadanie. Błąd Artura Boruca nie podlega nawet dyskusji, bramkarska intuicja zdecydowanie go zawiodła. Goalkeeper Celticu Glasgow liczył, że zawodnik gospodarzy zagra piłkę wzdłuż bramki do swoich kolegów i się niestety przeliczył. Zawodnik gospodarzy błysnął swoim kunsztem i umieścił piłkę w siatce. No cóż i tak bywa. Wpadki zdarzają się nawet najlepszym bramkarzom, a bez wątpienia Artur Boruc zalicza się do czołówki zawodników w swoim fachu. Nie ma co tego rozpamiętywać, gdyż za kilka dni kolejny mecz.

Koledzy z Bundesligi



Na szczęście mamy starych wyjadaczy, którzy jeszcze raz pokazali, że potrafią grać w piłkę. Euzebiusz Smolarek co prawda, aż taki stary nie jest (26 lat), ale już z niejednego "piłkarskiego pieca" jadł chleb. Zapewnił trzy punkty w meczu z Kazachami, błysnął przeciwko wirtuozom z Portugalii, a teraz przywrócił nadzieje na korzystny rezultat i dał sygnał do ataku! Posłuchał go starszy kolega z Bundesligi – Jacek Krzynówek, który najpierw, mimo gąszczu nóg w polu karnym, posłał piłkę do bramki. Potem nawinął obrońcę i prawą (sic!) nogą strzelił nie do obrony. Jeśli ktoś nie wiedział, ze gracz Wolfsburga potrafi strzelać prawą nogą, to teraz już wie! Tylko się cieszyć, że mamy takich graczy.

Gromkie "ole"



Są oczywiście też zawodnicy mniej utalentowani, ale na naukę nie jest nigdy za późno, warto zauważyć, że wiele pożytku do gry wniósł świeżo upieczony mistrz Polski - Wojciech Łobodziński. Zawodnicy z Azerbejdżanu wyraźnie sobie nie radzili z jego szybkością i techniką. To po jego rajdach prawą flanką było najwięcej zamieszania w polu karnym. Od jego wejścia na boisko wreszcie akcje polskiej reprezentacji nabrały dynamiki i coś zaczęło się dziać. Brawo, oby tak dalej!

Gromkie "ole" należy się również Markowi Saganowskiemu, który po dłuższej przerwie znowu przywdział reprezentacyjny strój i tym razem nie zawiódł. Klubowy kolega Grzegorza Rasiaka bramki nie strzelił, ale dobrze rozumiał się z kolegami, przez co nasza gra z defensywy przeszła wreszcie w prawdziwą ofensywę. Gra w lidze angielskiej wyraźnie służy byłemu napastnikowi warszawskiej Legii.

Gra naszej reprezentacji pozostawia wiele do życzenia. Na pewno nie była to ta drużyna z meczu z Portugalią, ale i przeciwnik nie był z górnej półki. Jednak nie sztuką jest wygrać, kiedy wszystko wychodzi. Sztuką jest pokazać charakter w meczach, kiedy gra się ewidentnie nie klei. Tak było wczoraj. Liczą się punkty. Za samą piękną grę nikt nam awansu do mistrzowstw Europy nie da. Pięknie by było, gdyby nasza reprezentacja grała z polotem, a do tego jeszcze wygrywała. Na to przyjdzie jeszcze czas. Wszystkim na pewno zajmie się Leo Beenhakker i spółka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.