Facebook Google+ Twitter

Zwyciężczyni czy zwycięzca?

Gdyby sprawa Caster Semenya, biegaczki, której płeć została zakwestionowana, a której testy genetyczne zostały utajnione przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), została rozstrzygnięta uznaniem jej za mężczyznę i odebraniem medali, byłaby świetnym przykładem tego, jak dyskryminowani ze względu na płeć są sportowcy. Ale nie tylko oni.

No bo w końcu z jakiej racji osoby osiągające w jakiejś dziedzinie wyniki wyższe miałyby otrzymywać za te wyniki nagrody niższe, tylko dlatego, że komuś nie podoba się ich płeć?! Taka praktyka stanowiłaby jawne pogwałcenie zasady równouprawnienia… i faktycznie od lat stanowi. Przecież Caster Semenya, gdyby okazał się być mężczyzną i odebrano by mu medale ze względu na jego płeć, nie byłby pierwszym pognębionym sportowcem z poświęceniem walczącym z dyskryminacją. Miliony innych sportowców, wykluczonych z zawodów i rozgrywek żeńskich, nie są nagradzane odpowiednio do swoich wyników jedynie ze względu na fakt, że są mężczyznami…

Ze zjawiskiem tym nawet zaczęto walczyć, chociażby wprowadzając mieszane pojedynki bokserskie damsko-męskie, za sprawą których pojęcie damski bokser nabrało nowego znaczenia… My jednak zajmijmy się tą kwestią od poważniejszej strony, choć także tu, jak zawsze podczas obserwacji postępów sił postępu, czeka nas niemało śmiechu.

Sprawa dostępu mężczyzn do zmagań kobiet, gdyby dotyczyła tylko podziału rywalizacji sportowej względem płci, nie byłaby taka istotna. Jeżeli ludzie chcą śledzić zmagania klasy osób nieporadnych w jakiejś dziedzinie, to zwycięscy takich zawodów powinni otrzymywać nagrody odpowiednie do zysków generowanych przez oglądalność owych zmagań. Problem w tym, że mimo iż widzów miej (choć i tak relatywnie za bardzo) interesują słabsze rekordy kobiet i marniejsze widowiska tworzone przez rywalizację pań, feministki domagają się dla zwyciężczyń takich samych nagród jak dla zwycięzców.

Pojawia się więc wątpliwość, co do zdolności rozumowania feministek w kwestii związku osiągnięć z wynagrodzeniami. Skoro bowiem feministki nie dostrzegają: ani tego, że sportsmenki osiągają zdecydowanie gorsze rezultaty niż sportsmeni, ani tego, że w wielu dyscyplinach wykazują się niższą od tych drugich wytrzymałością, np. w tenisie, gdzie grają maksymalnie 3 zamiast 5 setów, ani tego, że również w intelektualnych dyscyplinach sportowych, takich jak szachy czy brydż, kobietom wiedzie się gorzej niż mężczyznom, a co więcej pomijają fakt, że mężczyzna rywalizujący z kobietą bardziej się stara (co przyznała Agnieszka Rylik, bokserka z Partii Kobiet, która na ringu walczyła z mężczyznami, a w spocie wyborczym ich maltretowała), to może również w innych dziedzinach życia niezbyt trafnie oceniają zdolności kobiet?

Może feministki niezbyt trafnie oszacowują motywację zawodową kobiet, ich wytrzymałość, czy zdolności fizyczne oraz intelektualne ( onet.pl onet.pl, onet.pl)? Może niezbyt trafnie oceniają zaangażowanie polityczne kobiet, ich zdolności organizacyjne czy ugodowość charakteru?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.