Facebook Google+ Twitter

Żyć i umrzeć w agencji reklamowej

W agencji reklamowej miało się pracować zupełnie inaczej. Miało być kreatywnie. Miały być zielone buty i niebieskie włosy. Miały być inteligentne żarciki. Miały być nieustanne burze mózgów. I zasadniczo miało być fascynująco.

Żyć i umrzeć w agencji reklamowej. / Fot. Robert Kwiatek Polska Dziennik BałtyckiDlaczego w ogóle zabrałem się do pisania tego tekstu? Ze złości. Powziąłem takie postanowienie nagle, w pewien ponury piątek, w którym cały dzień upierdliwy klient męczył mnie skrajnie drobiazgowymi uwagami tyczącymi się mojej pracy, w którym miałem ochotę niewybrednie zwymyślać szefową, z jadowitą pieczołowitością pytającą, czy już usunąłem wg niej niepotrzebny myślnik z tekstu na stronie internetowej, na którą zagląda 10 osób dziennie. I oto nagle stała się rzecz straszna! Okazało się, że na stronie internetowej klienta w trzech miejscach brakuje polskiego znaku. Niebo zadrżało i trąby anielskie zagrzmiały ostateczną zgrozą.

To był dzień, w którym chodziłem do kuchni, żeby zrobić sobie już szóstą czy siódmą kawę. W zasadzie był podobny do innych dni. Każdego dnia chodzę do kuchni rano po kawę. Kawa z ekspresu nie jest zła, choć po kilku tygodniach jej picia wydaje się niestrawnym świństwem. Mimo wszystko pije się ją, gdyż branie czegokolwiek do ust przywraca poczucie istnienia w świecie realnym, nie tylko w tym wirtualnym.

Dzięki kawie w ogóle ma się siłę pracować. Coś mechanicznie pisać, coś tam mówić. Jednocześnie przez kawę rośnie zdenerwowanie, które w miarę kolejnych absurdalnych żądań szefowej i klienta przeradza się w złość. Tamtego dnia ta złość zrodziła także konflikty. Czułem, że ocena mojej osoby opiera się wyłącznie na tym, jak dobrze znam i wdrażam procedury. A ponoć nie pracuję w urzędzie, tylko w agencji reklamowej. W mitycznym, kreatywnym środowisku. Jestem tylko pracownikiem niższego szczebla.

Nie wiem, czy perspektywa obserwacji rzeczywistości "z poziomu podłogi" jest słuszną perspektywą (tak jakby w ogóle takowa mogła istnieć). Na pewno jest to perspektywa jednostronna. Zupełnie inaczej wygląda zapewne świat z poziomu szczytu. Na niskich szczeblach indywidualizm tępiony jest szczególnie zaciekle. Pod płaszczykiem "pracy zespołowej" przemyca się tak naprawdę wzajemną kontrolę i niewychylanie się.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobry tekst!!!
***** :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja jestem prawie jednoosobową agencją. Plus jest taki - praktycznie nie mam szefa. Z drugiej strony mam - chociaż jest jednocześnie szefem i klientem. Kreatywność? Proszę bardzo, ale za to nie zapłacą. Nie od razu. Tak więc pracuję nad swoimi innowacjami, ale wiem, że płacę za to z własnej kasy. Jeśli chodzi o klientów? Całe szczęście, że pomiędzy realnymi klientami a mną jest jeszcze szef. Chociaż z reguły przekazuje mi ich marudzenie. Czasami też mnie szlag trafia, mam ochotę przekazać im, żeby sami to sobie zrobili jak im się nie podoba, albo potrafią lepiej. Ale z reguły alleluja i do przodu. Robi się. Bo trzeba. Nie masz wyjścia i na to nie narzekaj. Niewielu ludzi ma lepszą pracę. Bo wiem do czego pijesz: żeby się nie narobić a zarobić. Tu nie można być wykonawcą. Tak zarabia tylko właściciel albo pośrednik. Inwestuj w wiedzę, w research i w końcu rozkręć coś swojego, co będzie przynosić profit czy siedzisz w biurze czy nie. Ja mam taki plan. Od jakiś 3 lat :) Jak na razie grzecznie robię swoje i uczę się. Czekam na okazję. Czekam na złoty pomysł. Pech (a może fart) chciał, że moja robota jest trochę artystyczna. Ale kto zrozumie artyzm w bebechach programu? :) Chyba, że uda się ten soft sprzedać, ale do tego trzeba włożyć w to jeszcze lata mrówczej pracy.

Co do procedur: z jednej strony jestem szczęśliwym człowiekiem żyjącym bez procedur i raportów. Z drugiej strony, czasami zgroza bierze, jakie straty może spowodować jakaś moja głupia pomyłka. Czasem brak mi procedur. Czasem brakuje mi, żeby ktoś sprawdzał moją pracę, testował, kontrolował, chronił mój tyłek przed spektakularną porażką, kiedy duży portal dla kluczowego klienta nagle padnie, wysypie się, albo zostanie pogrzebany w googlach. Trochę kontroli i procedur to nic złego. Bo gdybyś miał jeszcze sam się sprawdzać, to byłoby ciężko znaleźć czas na tworzenie - sprawdzanie potrafi zająć prawie tyle samo czasu. Do tego trzeba jeszcze wiedzieć jak sprawdzać.

Tyle że korporacje przeginają. Zawsze pojawia się tam przerost formy nad treścią, generowanie dupochronów dla dupochronów, cel szybko się zaciera. Cóż, optymalnym rozwiązaniem są tylko małe firmy. Albo własna firma :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze napisane
jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do pracy biurowej :P
niestety, kilka błędów językowych

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki za komentarze :) na szczęście już się stamtąd wyniosłem jakiś czas temu. tekst został zamknięty parę miesięcy później.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dotykasz Pawle ogromnego problemu. Tu nie chodzi o agencje- chodzi o każde inne środowisko, nad którym wisi widmo korporacji.Jeśli widzisz takie rzeczy - zmień pracę - wiem ,ze to strasznie trudna decyzja. Ja otworzyłam oczy dopiero kiedy korporacja się mnie pozbyła" w białych rękawiczkach". Tam rzeczywiście nie jesteś człowiekiem tylko walniętym chomikiem. W dodatku kiedy jest z Tobą gorzej, natychmiast wychodzą szczury , którzy nauczeni przez ciebie tzw. roboty myślą o sobie,ze oto są lepsi od ciebie i teraz ci pokażą. Kiedyś udawali (?) twoich przyjaciół.

Kiedy odchodzisz i nareszcie możesz spojrzeć na to spokojnie widzisz ,ze tak naprawdę dałeś się złapać w pułapkę słów i korporacyjnych sztuczek. Mój szef faszerował nas fragmentem filmu "300" kiedy to obok jednomyślnych Spartan stała taka sobie zbieranina- kowal, krawiec i rożni inni. I każdego pytali - Kim jesteś?

Chciał w nas wzbudzić chęć zostania Spartanami woooow!

Moje ostatnie słowa, kiedy po 5 latach odchodziłam z firmy brzmiały: " a ja jednak wole być Kowalem " !

Pawełku - dasz radę- też bądź kowalem- swojego losu :)))))))))))))))))))))))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gruuuubo napisane. Niestety, tak jak napisałeś, wyznacznikiem trybu pracy agencji jest jej Klient, a on przecież pracuje w korpo, więc da się zabić i zabije za "myślniki były na swoim miejscu" bo awans..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro reklama to 'działalność dwuznaczna moralnie', to w takim razie jak określić marketing bezpośredni czyli akwizycję?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam wątpliwości czy w agencji reklamowej pracować należy. A czemu? A bo wiemy czym zajmują się reklamy. Dla mnie jest to działalność lekko dwuznaczna moralnie bo oto moją pracą ma być np. zachęcanie innych ludzi do zakupu produktu, którego sam bym w życiu nie kupił.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja starałem się w pracy być kreatywny. wymyślać coraz to nowe rzeczy, doskonalić to nad czym pracowałem. Dawałem z siebie wszystko. I co? Awansowałem. I po pół roku mogę dopisać: niestety. Korporacja to kontrolowana bardziej lub mniej anarchia. Każdy ma swoje prywatne cele, dla których jest w stanie zdeptać wszystko i wszystkich. A najgorsze jak nie przypadniesz do gustu szefowi lub nowym współpracownikom. Na przykład tym, że jesteś inny. Zadziobią jak wróble zadziobują kanarka na wolności, tylko za to, że jest żółty...
Pawle, tekst świetny. Czekam na następne:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.