Facebook Google+ Twitter

Żyć to znaczy być w świetle

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-05-06 21:54

Walter Faber - szwajcarski inżynier, bardzo pragmatyczny człowiek - zakochuje się i przeżywa rozkoszne chwile w objęciach... własnej córki. Przypadek? Nie. Dla Waltera wszystko to tylko rachunek prawdopodobieństwa.

"Gdziekolwiek (...) poganiać osła (...)! - ale przede wszystkim dotrzymać kroku światłu, radości (...) wiedząc, że zgasnę w świetle ponad janowcami, asfaltem i morzem, dotrzymać kroku czasowi albo wieczności w tym momencie. Być wiecznym: to znaczy kiedyś istnieć." Max Frisch nie napisał powieści o jakimś wyuzdanym zboczeńcu. Po prostu fabułą "Homo Faber" rządzi najzwyklejszy przypadek. Ale dzięki niemu główny bohater dotrzymuje kroku światłu przez ostatnie miesiące swojego życia.

 / Fot. Fot. Izabela FicLata 60. XX wieku. Tytułowy Walter Faber mieszka w Nowym Jorku. Jest zmuszony w sprawach służbowych odbyć podróż do Caracas. Wybiera, jak zwykle, podróż samolotem. W czasie międzylądowania w Houston chce ją niespodziewanie przerwać. Jednak nadgorliwa stewardessa zmusza go do kontynuowania lotu. Niestety, dochodzi do awarii silników i piloci lądują awaryjnie na meksykańskiej pustyni. Kilkudniowe oczekiwanie na pomoc pozwala Walterowi na zacieśnienie znajomości z sympatycznym, acz uciążliwym Niemcem z Düsseldorfu, Herbertem Hencke, z którego bratem Joachimem Walter studiował w Zurychu. Ta przypadkowa znajomość sprawia, że Walter zmienia plany swojej podróży, zamiast do Caracas, postanawia razem z Herbertem odwiedzić plantacje tytoniu w Gwatemali kierowanej przez nowego przyjaciela. Potem akcja książki nabiera tempa. Odkrycie zwłok Joachima, wyjazd do Caracas, powrót do kochanki, do Nowego Jorku... Czytelnik dowiaduje się stopniowo kim tak naprawdę jest Walter Faber. Na każdym kroku podkreśla swój pragmatyczny sposób patrzenia na rzeczywistość:
"Nie wierzę w zrządzenia losu ani w przeznaczenie, jako technik przyzwyczajony jestem do liczenia się z formułami prawdopodobieństwa. Jakie tam zrządzenie losu!"

Jednak to o wiele za mało, by pojąć to, co się wokół niego dzieje. Faber powoli zdaje sobie sprawę z tego, ile w swoim życiu przegrał, ile rzeczy mógł zrobić lepiej, inaczej... W miarę rozwoju fabuły udaje się głównemu bohaterowi stopniowo uwolnić uciskane latami uczucia, by podczas wizyty na Kubie zmienić całkowicie swój stosunek do świata. Jednak jego dni są już wtedy policzone.

Długie monologi, w których Faber porusza takie problemy jak aborcja, śmiertelność, małżeństwo i relacje damsko - męskie, sławetna The American Way of Life, globalizacja, obraz i rola kobiety we współczesnym świecie są mimo upływu 50 lat, o dziwo, nadal aktualne. Pod maską dziwaka Fabera kryje się sam autor Max Frisch. Powieść jest ostrą krytyką redukcji świata do czysto technicznej konstrukcji, gdzie próżno szukać przykładów równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Jeśli autor krytykował świat w 1957 roku, to co by powiedział na to, co się dzieje teraz?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.