Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12704 miejsce

Życie jak w Madrycie

Z polską pisarką, Nike Faridą, mieszkającą w Londynie rozmawiam o jej najnowszej powieści, o Libii, wystawach w Madrycie i Londynie, o Brexicie i o roli sztuki i literatury.

 / Fot. Rozmowca
Poznałyśmy się w Londynie, na Pani wieczorze autorskim, tam Pani mieszka. Teraz rozmawiamy podczas Pani pobytu w Polsce

Tak, przyjechałam jako gość światowych Targów Książki w Warszawie. To dość szczególne i magiczne. Jako dziecko biegałam z Mamą na targi książki do Pałacu Kultury, a teraz jestem tu w charakterze autorki i Mama stoi w kolejce po autograf. - No nie stoi (śmiech), siedzi w Loży Honorowej. Potem mi zrobi ulubione śledzie w korzennej zaprawie, w nagrodę.
A teraz jadę do ukochanego Poznania, miasta moich wysp szczęśliwych, wiele najpiękniejszych chwil dzieciństwa związanych jest z Poznaniem, podróżami i spotkaniami z ukochaną Babcią, Kuzynką. Koziołkami, Ostrowem Tumskim, Maltą i Teatrem Nowym, zawsze odwiedzam te miejsca. Poznań to dla mnie miejsce szczególne na mapie życia.
Teraz rozumiem, dlaczego umieściła Pani Poznań jako jedno z głównych miast wydarzeń Pani najnowszej książki, "Żona".
W libijskiej sadze "Róża Pustyni" opisuję środowisko lekarskie. Sama się z niego wywodzę i sądzę, że zasadniczy wpływ na to, że Tata jest świetnym chirurgiem odegrała atmosfera i wysoki poziom poznańskiej Akademii Medycznej. Tata zdał tak dobrze maturę, że mógł się dostać na każdą uczelnię w Polsce. To nie było przypadkowe, z jego pochodzeniem mógł mieć kłopoty ze studiowaniem w stalinowskiej Polsce. Mój Dziadek był przedwojenną "szychą" w administracji poznańskiej, pracował w Zamku, był na liście katyńskiej. Przed wojną Tata poszedł do pierwszej klasy i był na "R". Po wojnie już Tata był na "Zet". Zabrano Dziadkom herb - czyli człon nazwiska, wygodne przestronne mieszkanie obok Zamku.Wtłoczono ich do jednego pokoju, z innymi lokatorami. Zabrano im wiele! Nie odebrano im miłości do książek, muzyki, no i nieprawdopodobnego etosu pracy. I to przekazano nam. Czyli spotkał naszą rodzinę los jak wielu polskich rodzin, gdzie "Hitler i Stalin zrobili co swoje" - a my pozostaliśmy niezłomni, kochający dobrą sztukę i literaturę, poświęceni pracy organicznej, pracy na rzecz innych, patriotyczni - czyżby to wpływ pobliskiej Wrześni?(śmiech). Tata twierdził, że miał najbliżej z domu do budynku Akademii Medycznej. Mógł też wybrać muzykę, moja Prababcia Aniela była najlepszą uczennicą Paderewskiego i wszyscy w naszej rodzinie, od pokoleń, w zasadzie do wojny, kończyli prawo, medycynę lub historię i konserwatorium. Ja też miałam iść na medycynę. Lekarze to dla mnie szczególna grupa zawodowa.
W Libii lekarze są uznawani jest za istoty wyższe, decydujące o naszym życiu, jest coś na rzeczy, prawda? Do Libii, pomiędzy latami 1970 -2011, pojechało niemal 200 tysięcy polskich lekarzy i pielęgniarek. Nic zatem dziwnego, że w najnowszej "Żonie" kilku moich bohaterów wywodzi się z poznańskiej Akademii Medycznej.
Co się podoba Czytelnikom, co wiem z wielu listów, jakie dostaję np. poprzez Facebook, to fakt, że wprowadzam do moich powieści prawdziwe postaci. Tutaj pojawia się rektor Akademii Medycznej w Poznaniu, profesor Jerzy Wójtowicz, prywatnie najlepszy przyjaciel Taty ze studiów.
Podczas moich zawodowych działań, kiedy pracowałam z lekarzami organizując dla nich konferencje naukowe na całym świecie, zetknęłam się też ze znakomitymi specjalistami z Poznania.Wielu z nich wspominało kultową postać rektora Wójtowicza, jednego z najwybitniejszych światowych radiologów. Chwalili, że "mimo komuny" pchał swoich studentów na najlepsze angielskie, amerykańskie, niemieckie stypendia. Nic dziwnego zatem, że dzisiaj wiele światowych autorytetów medycznych wywodzi się właśnie z Poznania, łącznie z moją wielką miłością studencką (śmiech).
Magdalena Rigamonti powiedziała u siebie w co-poniedziałkowej audycji, że Pani saga to właśnie powieść o otaczającym nas świecie, oparta na faktach. Ile jest w niej fikcji, a ile prawdziwych zdarzeń?
Moje książki to nie reportaże, a powieści, proszę o tym pamiętać. Fakty mieszam z fikcją literacką. Wprowadzam prawdziwe postaci, z którymi się zetknęłam, te wielkie jak Jerzy Wójtowicz czy Oriana Fallaci. Ale występują też w moich książkach - jak określiła ich Fallaci - zbrodniarze wszech czasów - Kadafi czy Idi Amin, ich też spotkałam. Tak się zdarzyło, że widziałam z bliska wiele postaci, które dzisiaj możemy powiedzieć - stworzyły najnowszą historię świata. Od dziecka dużo podróżuję, przez kontynenty i religie. Nic więc dziwnego, że przyglądam się w swoich powieściach życiu na styku trzech wielkich religii monoteistycznych, chrześcijańskiej, judaizmu oraz islamu. Zastanawiam się dlaczego zamiast nas to łączyć, dzieli. Dlaczego wojny religijne w zasadzie trwają od zarania? Staram się uchwycić jak rodzi się zło. Dlaczego tak się dzieje? Co możemy zrobić, by się przeciwstawić złu. W tym tkwi siła literatury, sztuki.
Podczas pobytu w Polsce ogromne wrażenie wywarł na mnie spektakl w Teatrze Powszechnym - adaptacja "Ksiąg Jakubowych" Olgi Tokarczuk. Ta sztuka daje uniwersalne odpowiedzi na te pytania. Jest nieprawdopodobnie piękna plastycznie, genialnie wyreżyserowana.Ja patrzę na świat obrazami, jestem historykiem sztuki, więc dostrzegłam tam Boscha, Podkowińskiego, Seidenbeutlów, Michalaka, Chagalla, Zaka, Malczewskiego i Siemiradzkiego. No i plus dla reżyserki za pokazanie nagości w teatrze. To wielka sztuka nie otrzeć się o pornografię, dosłowność. Miałam poczucie, że nie patrzę na nagich aktorów, lecz dzięki fenomenalnej muzyce, scenografii, kostiumom i kontekstowi, patrzę na antyczne figury, rzeźby, które niosą treści artystyczne. Wielkie! Mam nadzieję, że ta sztuka zagości od września na stałe w repertuarze tego znakomitego teatru na Pradze, związanego z Huebnerem, Dubrawską, Łukaszewiczem, Gajosem, Jandą. Ich następcami stali się nowi znakomici aktorzy, reżyserzy, autorzy. Działają, pod okiem doświadczonego dyrektora Pawła Łysaka, który zasłynął wieloma sukcesami scen bydgoskich i poznańskich. - No coś jest na rzeczy z tym Poznaniem-prawda? (śmiech).
Dość długo była Pani teraz w Polsce, co Panią najbardziej uderzyło?
Nieprawdopodobnie silny rozłam wśród Polaków, najprościej mówiąc na KOD i nie-KOD. Nie podoba mi się ten podział. Jestem wrogiem podziałów, jestem zwolennikiem budowania mostów. Chcę widzieć teatr, w którym obecny minister kultury doceni wielkość Rydzewskiej, a reżyserka pochwali go za wsparcie odbudowy, w spektakularnym stylu, Teatru Nowego w Warszawie. Niepokoją mnie czasy, kiedy znajomi na Facebooku wyrzucają "ze znajomych" za głoszenie odmiennych poglądów politycznych. Szukajmy tego co łączy, to co dzieli może nas doprowadzić do wojny domowej! I jak tu nie żyć sztuką, tam jest bezpiecznie i ciekawie, przygotowuję teraz doktorat związany z moją dziedziną. I jak tu nie pisać książek?
W tym roku odbyło się wydarzenie określane "wystawą 500-lecia". To wielki pokaz niemal wszystkich dzieł Hieronima Boscha w Holandii. Dla tych, którzy nie zdążyli jest świetna wiadomość. W nowej odsłonie zobaczymy, już w te wakacje, dzieła Boscha w Prado. Co dla mnie jeszcze ciekawsze, w Madrycie też pojawi się w tym samym czasie wielka wystawa mojego ukochanego malarza barokowego. Kto czyta moje powieści, artykuły, od razu zorientuje się o kogo chodzi, ten artysta, o zapalczywym charakterze, tragicznym życiorysie i jak chyba nikt inny na świecie umiejący posługiwać się światłem, często gości na kartach moich książek. Jestem nim zafascynowana. Polecam wszystkim spotkanie z jego obrazami na Malcie. Jego monumentalna wystawa będzie też do zobaczenia jesienią tego roku w londyńskim National Gallery. No a w listopadzie proszę też wpisać do londyńskiego notesu kulturalnego wielkie wydarzenie - do Leighton House - powróci na chwilę, z odległego Puerto Rico, jedno z najsłynniejszych arcydzieł sztuki wiktoriańskiej, "Flaming June", którą zajmuję się i literacko i naukowo. W zeszłym roku, po spektakularnej wystawie w nowojorskim Fricku pojawiły się słowa w świecie nauki; "choć od twego powstania minęło 120 lat, nie wiemy kim jesteś, dlaczego taki nosisz tytuł, jaka jest twa ikonografia.. Kim jesteś "Flaming June"? Zafascynowało mnie to i tak się to pisarze mogą bawić, czyż to nie rewelacyjna profesja? (śmiech). Po raz pierwszy na kartach "Żony" ujawniam moją naukową tezę kim JEST "Flaming June", wywodząc ją od mitu Ariadny, malarstwa i poezji Prerafaelitów, gdzie bohaterkami były płomiennorude, nie zawsze szczęśliwe kobiety. No i wyświetlam historię jednego z najbardziej tajemniczych romansów wszech czasów, rozegranego w purytańskiej, wiktoriańskiej Anglii, pomiędzy niemal 70-letnim szacownym Prezydentem Akademii Królewskiej Akademii Sztuki, Lordem Leightonem a jego trzy razy młodszą muzą, wywodzącej się z nizin społecznych, Dorothy Dene. Niewielu wie, że to właśnie oni stali się pierwowzorem literackiej pary w słynnej sztuce "Pygmalion" George'a Bernarda Shawa.
Co Pani teraz czyta, nad czym pracuje?
Chociaż wydawało mi się, że z kryminałów lubię tylko Stiega Larssona i Agathę Christie, z ogromną przyjemnością sięgnęłam po najnowszą powieść Marty Guzowskiej "Chciwość". Świetnie, lekko i dowcipnie napisana rzecz, mówi o bliskich mi tematach. Ba zaczyna się na mojej wyspie, na wyspie Nike, na Samotrace! (śmiech). Poznałam autorkę na kapitalnie zorganizowanej premierze literackiej w znanej restauracji. Zachwyciła mnie, wiele nas łączy, Marta Guzowska jest archeologiem specjalizującym się w obszarze basenu Morza Śródziemnego, mieszka z rodziną, we Wiedniu, jest już po doktoracie. Świetnie pisze. Połknęłam "Chciwość" we dwa wieczory, na wsi nad ulubionym leniwym Liwcem. To co jeszcze zachwyciło mnie na wieczorku autorskim, to nieprawdopodobna dla naszego środowiska przyjaźń i solidarność odczuwalna wśród autorów kryminałów. Stawili się niemal wszyscy najważniejsi - Miłoszewski, Chmielarz, Czubaj, Puzyńska, Ulatowska, Skowroński. Z nieprawdopodobną lekkością, niczym grecki chór, komentowali wypowiedzi bohaterki wieczoru; licznie zgromadzoną publiczność szczerze rozbawiło wyznanie, że "od trzech książek próbuje zabić pierwszego męża". Wielką owację zyskała Puzyńska, kiedy wyznała, że w tym roku wydała jedną książkę i więcej nie zamierza, zastanawiano się bowiem głośno jak to możliwe, że istnieją na polskim rynku osoby publikujące 3-4 i więcej książki rocznie. Premierę z lekkością i klasą prowadziła Anna Luboń, która okazała się też opiekunem literackim książki Guzowskiej. Autorkę ubrała zaś Joanna Klimas. No światowo, salon literacki mamy w Polsce, to cieszy mnie nieprawdopodobnie, bo wierzę, że tylko kultura i edukacja może nas ochronić przed zdziczeniem obyczajów, przed wojną wręcz, zatem czytajmy i chodźmy na wystawy, do teatru, jedźmy w tym roku do Prado i Londynu na Leightona, Caravaggia i Boscha; to nas ocalić może! Nie mogę się już doczekać, kiedy odwiedzę ponownie ulubione obrazy w Londynie, o których tak pięknie pisał Zbigniew Herbert, którego przodek był Anglikiem.
Wraca Pani do Anglii tuż przed referendum na temat Brexitu, zaplanowanego na 23 czerwca 2016.
Uważam, że wraz z demokracją uzyskaliśmy wielki obywatelski obowiązek jakim jest głosowanie w wyborach i referendach. Osobiście popieram rząd australijski, który karze grzywną za uchylanie się od tego obowiązku.
W Anglii może dojść do precedensu unijnego. 23 czerwca pójdziemy do urn, by udzielić krótkiej odpowiedzi TAK lub NIE w pytaniu "Czy jesteś za wyjściem z Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo?" Do referendum zostało już tylko kilka dni, codziennie niemal wzrasta liczba zwolenników wyjścia, tzw. "Brexitu".
To byłoby, moim zdaniem, katastrofalne, w skutkach ekonomicznych, społecznych, kulturalnych, również dla Polski.
Anglia jest takim fantastycznym krajem, gdzie przeciętny obywatel nie myśli jak poradzić sobie z codziennym życiem, ale system myśli za człowieka, by żyło mu się normalnie, z powszechnym dostępem do bezpłatnej edukacji, kultury, do lekarzy, z wygodnie zaplanowaną komunikacją miejską i krajową. Gdzie szanuje się i dopomaga ze wszelkich sił - systemowo - słabszym, wykluczonym, chorym, dzieciom, zwierzętom i seniorom.
Polska nie jest jeszcze gotowa na przyjęcie Polaków z Londynu. Co mnie zaniepokoiło, w polskich mediach wysłuchałam w ostatnich tygodniach szeregu mitów i przekłamań na temat referendum.
Że my Polacy nie mamy prawa głosować.
Proszę Państwa mamy prawo głosować, każdy kto posiada angielski PESEL, czyli NINO (a mamy go wszyscy mieszkający na Wyspach), ma prawo głosować w referendum 23 czerwca. Apeluję do wszystkich - chodźmy głosować w sprawie Brexitu.
Nie dziwi mnie Pani zacięcie społecznikowskie, poznałyśmy się podczas organizacji działu z polską książką w jednej z najstarszych londyńskich bibliotek, Tate Library.
Biblioteka miewa się świetnie, jej księgozbiór ciągle rośnie, bowiem polscy autorzy i bibliofile dosyłają książki.Teraz chciałabym podjąć się kolejnej akcji społecznej. W Manchesterze, w straszliwej samotności, zapomnieniu i bólu umarła jedna z najwspanialszych polskich poetek, Maria Pawlikowska - Jasnorzewska. Jestem z nią spowinowacona, jak większość też moich równolatek pierwsze miłości opłakiwałam jej wierszami z cyklu "nie widziałam cię już od miesiąca.." Grób Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej na cmentarzu w Manchesterze jest notorycznie dewastowany. Chcę wystąpić do polskich władz, do ambasady w Londynie o przeniesienie jej prochów do Polski. Pytanie czy do Krakowa, do Kossakówki, czy na warszawskie Powązki, do ukochanej siostry Madzi Samozwaniec? Można zrobić referendum i na takie pytania wolałabym, aby odpowiadali dzisiaj Polacy. Maria Jasnorzewska - Pawlikowska umarła śmiercią uchodźcy wojennego. O uchodźcach, o różnych polskich falach piszę w "Żonie". Polecam też na ten temat znakomitą powieść wybitnego polskiego erudyty, który najpiękniej umie pisać o tajemnicach Rzymu. To "Wielki Przypływ", Jarosława Mikołajewskiego.
Nad czym Pani teraz pracuje?
Nad nową sagą opartą na barwnej historii mojej rodziny. Moje dzieci mają korzenie polskie, angielskie, niemieckie, irlandzkie,rosyjskie, włoskie. Jest o czym pisać!
Piszę ostatnie rozdziały trzeciego tomu libijskiej sagi "Róża Pustyni". Aby ją skończyć prawdziwie muszę pojechać na Maltę, a w zasadzie na Gozo, które jest tak libijskie, aż "boli". Tam kończyłam "Żonę" i tym wiążę jej ogromny sukces wydawniczy i literacki. Malta jest jedną z najpiękniejszych wysp Morza Śródziemnego. O niesamowitej historii, gdzie krzyżowały się, dając nieprawdopodobną mieszankę; wpływy arabskie, ottomańskie, zakonu Joannitów, kolonii angielskiej. Chcę znowu popływać na plaży, gdzie w grocie, nimfa Calypso więziła przez siedem lat Odyseusza. Piasek na tej plaży jest czerwony, nawiewany wprost z Sahary. Widziałam chyba wszystkie obrazy geniusza malowania światłem, Caravaggia, ale żadne słowa nie są w stanie oddać piękna obrazu św. Hieronima, z oratorium katedry św. Jana w La Valletcie. Malta jest zresztą ważna w Poznaniu. Poznań ważny był dla Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, tu odniosła swój wielki sukces teatralny wszak.
O Poznaniu, Malcie, Libii, lekarzach, Londynie, moich związkach z młodopolską poetką, ukochanych podróżach i malarzach opowiem na najbliższym spotkaniu autorskim, właśnie w Poznaniu. Jak to zwykle u mnie, będziemy bawić się też kulinarnie, przygotujemy razem bliskowschodnie danie pokoju, tak samo pyszne w Jerozolimie, Damaszku, Benghazi, w Tunisie czy w Rabacie. Zrobimy hummus.
Już 17 czerwca, w najbliższy piątek zapraszam na spotkanie w ulubionym poznańskim empiku, niedaleko Okrąglaka, na Ratajczaka 44. Czekam od 18:00 z najnowszą książką "Żona", slajdami nie tylko z Libii, Malty i archiwalnymi zdjęciami z przedwojennego Poznania. Zapraszam serdecznie na moje ostatnie spotkanie literackie, w trasie, którą zapoczątkowały warszawskie Targi Książki a kończy poznański empik.

Dziękuję za rozmowę.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.