Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19860 miejsce

Życie na ostrzu scyzoryka

Tę historię opowiedział mi Bruno Jelk - szef ratownictwa w regionie Wallis w Szwajcarii. Co roku wielu alpinistów wpada nieoczekiwanie w tarapaty. Każdy szczegół wyposażenia może zaważyć o życiu osób uprawiających sporty górskie!

Scyzoryk plecakowy i "damski"torebkowy. Ten większy jest edycją limitowaną z okazji 700 lecia - Konfederacji Szwajcarskiej, będący "bohaterem" tej opowieści. / Fot. Fot. B. Romer KukulskaList Bruno Jelka z podziękowaniami za egzemplarze kwartalnika "W górach" , z artykułami o szwajcarskim ratownictwie, oraz o polskich alpinistach na Matterrhornie. - z archiwum autorki. / Fot. Fot. B. Romer Kukulska Najczęściej kupowaną pamiątką ze Szwajcarii, obok czekolady, jest scyzoryk - czerwony z białym krzyżykiem. Ten popularny przedmiot ma nawet swoją czekoladową imitację. W różnych wariantach funkcjonalności towarzyszy w plecaku lub kieszeni turystom podczas wędrówki, wspinaczki, pikniku czy wycieczki rowerowej. Ciekawą "bohaterską" historię sławnego scyzoryka szwajcarskiego przekazał mi Bruno Jelk - szef ratownictwa z regionu Wallis.

O zmierzchu tuż pod stacją Klein Matterhorn znaleziono kompletnie wyczerpanego mężczyznę.Grzbiet lodowca przez który prowadzą dwie trasy narciarskie. / Fot. Fot. W. Kukulski Był u kresu sił i przytomności. Ustalono, że zjeżdżał rano, jako jeden z pierwszych na snowbordzie, gdy nagle rozstąpił się pod jego stopami śnieżny grunt, a on wpadł w lodową otchłań. Po jakiejś chwili odzyskał przytomność, telefon nie działał, jego wołania o pomoc pozostawały bez odpowiedzi. Nikt na trasie nie zauważył zniknięcia snowbordzisty, który najprawdopodobniej zboczył nieco z trasy, by poszaleć w świeżym puchu. To dość ryzykowna zachcianka, gdy jeździ się na lodowcu.

Gdy słońce zaszło, morderczy chłód w szczelinie dał znać o sobie. W takich warunkach ochłodzenie organizmu odbywa się szybko, to tak jakby siedziało się w zamrażarce. Mężczyzna postanowił coś robić, byle się ruszać. Stwierdził, że nie jest ranny ani połamany. Uderzając w lód butami (skorupowe - do jazdy "race"), miał nadzieję wyrąbać sobie schody. Wielokrotne próby powodowały, że wpadał jeszcze niżej. Na sen nie mógł sobie pozwolić. W kieszeni uwierał go mały przedmiot.

A to bezpieczna "ścieżka w poprzek stoku" między szczelinami. / Fot. Fot. W. Kukulski Całkiem nowa szczelina w lodowcu, (wygląda dość niewinnie) na razie zagrodzona linką ostrzegawczą. / Fot. Fot. W. KukulskiBył to Victorinox - kieszonkowy scyzoryk, średniej wielkości, który dostał kiedyś od przyjaciela, limitowaną edycję z okazji 700-lecia Konfederacji Szwajcarskiej. Pracował całą noc nieprzerwanie, wydłubując małym ostrzem, w twardym jak skała lodzie, wąskie stopnie. Rano miał za sobą już jakieś 6 metrów i obolałe dłonie. W dzień praca szła sprawniej, nad głową błękit nieba dodawał nadziei i wiary w siebie. Mimo kilku ześlizgnięć, ran na palcach, poprawiał wydłubane dziury, po których wspinaczka była już skuteczniejsza. Do wieczora wygramolił się z głębokiej na 15 metrów szczeliny, w której spędził ponad 36 godzin. Nie pamiętał, ile schodów "wyrzeźbił" małym ostrzem scyzoryka.

Ubiegłego lata na Theodulpass pewnemu turyście nie udał się, niestety, podobny wyczyn. Na nic zdały się rany na dłoniach, scyzoryk nie wystarczył, by pokonać 10-metrową ścianę lodu. Przeszkodą nie do pokonania były krótkie spodenki, które wprawdzie miały kieszeń na scyzoryk, ale nie chroniły gołych nóg od zimna, a także półbuty do biegów, które utrudniały wspinanie się po lodowych wnękach. Dopiero trójnóg - winda ratownicza pogotowia górskiego pomogła wydobyć turystę, którego temperatura ciała spadła do 19 stopni. I tylko cudem przywrócono go do życia.

Przejazd nartostradą przez środek jęzora z widoczną szczeliną. / Fot. Fot. W. KukulskiTych szczelin ubiegłej zimy jeszcze nie było. W każdej chwili może otworzyć nowa. / Fot. Fot. W. Kukulski Victorinox, który już od 120 lat służy w armii szwajcarskiej, niedawno obchodził swoje 125. urodziny. Z tej okazji wypuszczono limitowaną serię małych "damskich" scyzoryków w czerwonym etui z tkaniny. Efektowną pamiątkę ze Szwajcarii sprzedano błyskawicznie. Sama zakupiłam kilka sztuk dla przyjaciół, z nadzieją, że ten praktyczny przedmiot będzie służył jedynie okazjom przyjemnym! Chociaż, kto wie do czego może się jeszcze przydać?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (35):

Sortuj komentarze:

Szkoda, że zniknęły zdjęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

i jeszcze pałac lodowy http://www.zermatt.ch/en/page.cfm/erlebnis/ausfluege/gletscher_palast
pod Małym Matterhornem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Teraz widzę, że chochlik psotnik sprawił, że uciekło mi z tekstu tego : scyzorykiem wydłubał "żółtą nitkę" wąziutki kanał - wentylacyjny,- > przedłużoną - w odwrotnym kierunku. chodziło mi o zwrócenie uwagi na grawitację, która miała wyznaczyć "góre i dół", a podobno , oddając mocz można tego najprędzej dokonać.

-> @ Kasiu, rzeczywiśce. nasze życie kruche jest i wisi na pajęczej nitce. Nie wiemy kiedy i gdzie i co ją przerwie.
->@ Stachu, tak, to dowód, że zawsze jest jakieś wyjście i nie należy się poddawać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe. Przypomina mi sie historia australijskiego wspinaczkowicza, któremu ręka zaklinowała się w skale i jedynym jego ratunkiem było pozbycie się jej przy pomocy scyzoryka. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu! Po sobotniej tragedii Prezydenckiego samolotu, Twój tytuł - nomen omen!!! Nic więcej nie jestem w stanie napisać ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Opowiedziano mi o tym jak scyzoryk sprawdził się w lawinie tydzień temu w Dolnym Wallisie. (pomijam tu wyposażenie obowiązkowe alpinisty uprawiającego turowe narciarstwo)....otóż znajomą mi osobę ściągnęła lawina 200 m w dół podczas trawersowania stoku. Nie była to wielka lawina, i tylko koniec idącej grupy "skosiła" . Gdy jest się w śniegu po czubek głowy nie wiadomo gdzie dół gdzie góra. Mężczyźnie łatwiej było, niż kobiecie stwierdzić wyznaczając zółty ślad. Następnie scyzorykiem wydłubał "żółtą nitkę" wąziutki kanał - wentylacyjny, większość ofiar lawin umiera z uduszenia. Na szczęście pokrywa nie była gruba, a koledzy prawie natychmiast przystąpili do odkopywania. Kobieta miała także wiele szczęścia śnieg nie nakrył jej całkowicie i odkopano ją natychmiast.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Taki mały, a tyle może... :) Od ok. roku mam taki mały wielofunkcyjny scyzoryk. Bardzo praktyczny. Najczęściej korzystam z pamięci... Dostałem go w prezencie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Opowiadanie jest o czymś innym, aczkolwiek w scenerii tła harcerskiego obozu i powodzi, a scyzoryk ma tam tylko swój epizod symboliczny i dość ckliwy. :,[
Chyba nie nadaje się do publikacji tutaj. :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

-> @Beato, zgadza się, ja też miałam finkę w futerale skórzanym za paskiem z klamerka z lilią, też taką miałam, niestety, albo stety finki były dość tępe i mało fukncjonalne. A ten scyzoryk druha oboźnego...hm... nie potrafie tak krótko opowiedzieć jakie miał znaczenie w mojej opowieści o powodzi i ewakuacji całej drużyny, bo przeczytanie opowiadania byłoby już nie ciekawe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak. Panie Romanie. Ktoś mi napisał. "scyzoryk noś nawet przy pogodzie" . Mój noszę w kosmetyczce obok puderniczki. I pilnie wyjmuję go przed wejściem na lotnisko. W mojej pierwszej próbie literackiego opowiadania, a było to 40 lat temu, scyzoryk odegrał również swoją rolę. to była historia powodzi podczas obozu harcerskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.