Pozycja materiału w rankingach:
Tę historię opowiedział mi Bruno Jelk - szef ratownictwa w regionie Wallis w Szwajcarii. Co roku wielu alpinistów wpada nieoczekiwanie w tarapaty. Każdy szczegół wyposażenia może zaważyć o życiu osób uprawiających sporty górskie!

Najczęściej kupowaną pamiątką ze Szwajcarii, obok czekolady, jest scyzoryk - czerwony z białym krzyżykiem. Ten popularny przedmiot ma nawet swoją czekoladową imitację. W różnych wariantach funkcjonalności towarzyszy w plecaku lub kieszeni turystom podczas wędrówki, wspinaczki, pikniku czy wycieczki rowerowej. Ciekawą "bohaterską" historię sławnego scyzoryka szwajcarskiego przekazał mi Bruno Jelk - szef ratownictwa z regionu Wallis.
Był u kresu sił i przytomności. Ustalono, że zjeżdżał rano, jako jeden z pierwszych na snowbordzie, gdy nagle rozstąpił się pod jego stopami śnieżny grunt, a on wpadł w lodową otchłań. Po jakiejś chwili odzyskał przytomność, telefon nie działał, jego wołania o pomoc pozostawały bez odpowiedzi. Nikt na trasie nie zauważył zniknięcia snowbordzisty, który najprawdopodobniej zboczył nieco z trasy, by poszaleć w świeżym puchu. To dość ryzykowna zachcianka, gdy jeździ się na lodowcu.
Był to Victorinox - kieszonkowy scyzoryk, średniej wielkości, który dostał kiedyś od przyjaciela, limitowaną edycję z okazji 700-lecia Konfederacji Szwajcarskiej. Pracował całą noc nieprzerwanie, wydłubując małym ostrzem, w twardym jak skała lodzie, wąskie stopnie. Rano miał za sobą już jakieś 6 metrów i obolałe dłonie. W dzień praca szła sprawniej, nad głową błękit nieba dodawał nadziei i wiary w siebie. Mimo kilku ześlizgnięć, ran na palcach, poprawiał wydłubane dziury, po których wspinaczka była już skuteczniejsza. Do wieczora wygramolił się z głębokiej na 15 metrów szczeliny, w której spędził ponad 36 godzin. Nie pamiętał, ile schodów "wyrzeźbił" małym ostrzem scyzoryka.
Victorinox, który już od 120 lat służy w armii szwajcarskiej, niedawno obchodził swoje 125. urodziny. Z tej okazji wypuszczono limitowaną serię małych "damskich" scyzoryków w czerwonym etui z tkaniny. Efektowną pamiątkę ze Szwajcarii sprzedano błyskawicznie. Sama zakupiłam kilka sztuk dla przyjaciół, z nadzieją, że ten praktyczny przedmiot będzie służył jedynie okazjom przyjemnym! Chociaż, kto wie do czego może się jeszcze przydać?
Artykuły
(116)
Galerie
(36)
Średnia ocen
(4.26)
Miejscowość: tu i tam | Kraj: Polska i Szwajcaria
O mnie: Serio, lecz z humorem oraz bez tabliczki.
Ostatnie artykuły autora:
Zobacz inne materiałySortuj komentarze:
BARBARA Romer Kukulska 20.04.2010 11:08
i jeszcze pałac lodowy http://www.zermatt.ch/en/page.cfm/erlebnis/ausfluege/gletscher_palast
pod Małym Matterhornem
BARBARA Romer Kukulska 20.04.2010 10:05
Teraz widzę, że chochlik psotnik sprawił, że uciekło mi z tekstu tego : scyzorykiem wydłubał "żółtą nitkę" wąziutki kanał - wentylacyjny,- > przedłużoną - w odwrotnym kierunku. chodziło mi o zwrócenie uwagi na grawitację, która miała wyznaczyć "góre i dół", a podobno , oddając mocz można tego najprędzej dokonać.
-> @ Kasiu, rzeczywiśce. nasze życie kruche jest i wisi na pajęczej nitce. Nie wiemy kiedy i gdzie i co ją przerwie.
->@ Stachu, tak, to dowód, że zawsze jest jakieś wyjście i nie należy się poddawać.
Stanisław Lohman 19.04.2010 21:26
Bardzo ciekawe. Przypomina mi sie historia australijskiego wspinaczkowicza, któremu ręka zaklinowała się w skale i jedynym jego ratunkiem było pozbycie się jej przy pomocy scyzoryka. Pozdrawiam
Katarzyna Zasońska 16.04.2010 15:20
Basiu! Po sobotniej tragedii Prezydenckiego samolotu, Twój tytuł - nomen omen!!! Nic więcej nie jestem w stanie napisać ...
BARBARA Romer Kukulska 09.04.2010 19:12
Opowiedziano mi o tym jak scyzoryk sprawdził się w lawinie tydzień temu w Dolnym Wallisie. (pomijam tu wyposażenie obowiązkowe alpinisty uprawiającego turowe narciarstwo)....otóż znajomą mi osobę ściągnęła lawina 200 m w dół podczas trawersowania stoku. Nie była to wielka lawina, i tylko koniec idącej grupy "skosiła" . Gdy jest się w śniegu po czubek głowy nie wiadomo gdzie dół gdzie góra. Mężczyźnie łatwiej było, niż kobiecie stwierdzić wyznaczając zółty ślad. Następnie scyzorykiem wydłubał "żółtą nitkę" wąziutki kanał - wentylacyjny, większość ofiar lawin umiera z uduszenia. Na szczęście pokrywa nie była gruba, a koledzy prawie natychmiast przystąpili do odkopywania. Kobieta miała także wiele szczęścia śnieg nie nakrył jej całkowicie i odkopano ją natychmiast.
Ryszard Jan Zagórski 09.04.2010 18:03
5* Taki mały, a tyle może... :) Od ok. roku mam taki mały wielofunkcyjny scyzoryk. Bardzo praktyczny. Najczęściej korzystam z pamięci... Dostałem go w prezencie.
BARBARA Romer Kukulska 09.04.2010 16:40
Opowiadanie jest o czymś innym, aczkolwiek w scenerii tła harcerskiego obozu i powodzi, a scyzoryk ma tam tylko swój epizod symboliczny i dość ckliwy. :,[
Chyba nie nadaje się do publikacji tutaj. :(
BARBARA Romer Kukulska 09.04.2010 13:53
-> @Beato, zgadza się, ja też miałam finkę w futerale skórzanym za paskiem z klamerka z lilią, też taką miałam, niestety, albo stety finki były dość tępe i mało fukncjonalne. A ten scyzoryk druha oboźnego...hm... nie potrafie tak krótko opowiedzieć jakie miał znaczenie w mojej opowieści o powodzi i ewakuacji całej drużyny, bo przeczytanie opowiadania byłoby już nie ciekawe...
BARBARA Romer Kukulska 09.04.2010 10:25
Tak. Panie Romanie. Ktoś mi napisał. "scyzoryk noś nawet przy pogodzie" . Mój noszę w kosmetyczce obok puderniczki. I pilnie wyjmuję go przed wejściem na lotnisko. W mojej pierwszej próbie literackiego opowiadania, a było to 40 lat temu, scyzoryk odegrał również swoją rolę. to była historia powodzi podczas obozu harcerskiego.
Groźna luka w Windows 7! Uruchamianie aplikacji bez logowania!
(odsłon: +258)