Facebook Google+ Twitter

Życie podróżnika podobne jest do życia Beduina...

O podróżowaniu, wybitnych Polakach, życiu w ekstremalnych warunkach rozmawiamy z Władysławem Grodeckim, podróżnikiem, który zorganizował kilka wypraw dookoła świata, przez 18 m-cy żył na pustyni, był przyjmowany przez Jana Pawła II.

Władysław Grodecki / Fot. Archiwum autoraZacznę od Pana największego osiągnięcia - 18- miesięcznej wyprawy dookoła świata z okazji 500-lecia odkrycia Ameryki. Jak wyglądały przygotowania a potem podróż?
- Tak pierwsza 18-miesięczna samotna wyprawa dookoła świata była niewątpliwie najtrudniejsza. Gdy samolot Air Lanca wylądował w dniu 2 stycznia 1993 r. na lotnisku w Melbourne, nie miałem biletu powrotnego do Indii, biletu wyjazdowego z Australii, zaproszenia od kogoś, kto tam mieszka, możliwości podjęcia pracy i zaledwie 880 dolarów w kieszeni.

Ani w Melbourne, ani w Honolulu, ani w Los Angeles, ani w Chicago nikt na mnie nie czekał na dworcu autobusowym czy na lotnisku. Po raz pierwszy miało się to stać po 13 miesiącach od wyjazdu z domu w Nowym Jorku, ale i tam o umówionej porze nie stawił się Wiesiek, kolega z Krakowa. Zawsze brakowało pieniędzy, a z tym wiązał się najtrudniejszy problem do rozwiązania - nocleg. Trzeba było spać albo u kogoś w domu, albo w hotelu, za który trzeba było zapłacić! Początki kariery podróżniczej z reguły bywają bardzo trudne, gdyż wszystko jest nowe, obce. Za naukę trzeba płacić!

Przyczyną tych problemów była niefrasobliwość i zupełny brak wyobraźni uczestników - studentów KUL-u. To w Lublinie zrodziła się idea wielkiej wyprawy i tam zaproponowano mi, bym wyprawą pokierował. Przygotowania do niej trwały prawie rok. Każdy z uczestników w czasie wakacji miał zarobić ok. 3.500 dolarów i z tych pieniędzy miał być zakupiony samochód Ford transit oraz kamera wideo. Ja załatwiałem wizy, różne kontakty, adresy, mapy, literaturę dotyczącą odwiedzanych krajów itp.

Nie wszyscy zgromadzili odpowiednią kwotę pieniędzy, nie pozyskano prawie żadnych sponsorów, a co najgorsze - sami studenci już przed wyjazdem byli ze sobą bardzo skłóceni i nie dotrzymywali ustalonych terminów. Na dodatek - gdy z dwutygodniowym opóźnieniem przekraczaliśmy granicę w Cieszynie, ktoś przyniósł lokalną gazetę informującą, że jesteśmy już na Bliskim Wschodzie. Nie wróżyło to dobrze na przyszłość, ale jednak przez Czechy, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Iran i Pakistan dojechaliśmy w komplecie do granicy Indii i tam z braku Carnetu de passage samochód musiał pozostać. Było to równoznaczne z rozpadem zespołu.

Cztery osoby (dwie pary) przekroczyły pieszo granicę Indii i wróciły po samochód po 3 miesiącach, a ja z jednym studentem przejechałem Indie i dotarłem z nim do Australii. Jednak jak napisał dziennikarz Tygodnika Akademickiego „AUDITORIUM” (P.T.) „ambicje młodych ludzi i… zwyczajny brak hartu ducha” przesądziły, że do Nowej Zelandii wjeżdżałem już sam. A dalej były Hawaje - USA - Peru - Brazylia - Paragwaj - Belgia - Niemcy i Polska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawy wywiad. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Link do strony podróżnika: http://www.grodecki.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.