Facebook Google+ Twitter

Życie w akademiku - czy może być lepiej?

Akademiki okryte są w Polsce złą sławą. Porównałam polskie domy studenckie z odpowiednikami niemieckimi i doszłam do wniosku, że to, by coś zmienić, zależy w dużej mierze od nas samych.

O życiu w akademiku słyszeli chyba wszyscy. Wśród społeczeństwa (szczególnie tej jego części, której problem pośrednio czy też bezpośrednio dotyczy) znane są opowieści funkcjonujące na prawach miejskiej legendy. Krakowscy studenci, niezależnie od formy zamieszkania, którą wybrali, znają dobrze historię o koniu wprowadzonym na pierwsze piętro domu studenckiego czy o żakach zjeżdżających po schodach w wannie. I choć trudno wierzyć bez zastrzeżeń we wszystkie te rewelacje, jedno jest pewne: skądś się musiały wziąć. Wszak w każdej legendzie jest trochę prawdy. Nawet jeśli spokoju i bezpieczeństwa pilnują urzędujące w akademikach panie portierki oraz, jak w przypadku niektórych krakowskich akademików, specjalnie zatrudnieni ochroniarze.

Polscy studenci zdają się godzić z losem. W końcu akademik to część studenckiego życia.

– Na piętrze mamy tylko ubikacje i umywalki. Żeby wziąć prysznic, trzeba zejść do piwnicy. Tam z kolei muszę uważać, żeby ktoś mnie nie podglądał – opowiada Marta, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Wytrzymałam w akademiku tylko tydzień. Kiedy myślę o tamtej kuchni, wciąż robi mi się niedobrze – krzywi się Ola.
– W sesji zimowej bywało, że owijałam się w koc i uciekałam z książką w jakiś spokojny kąt – opowiada mi spotkania w pociągu studentka Akademii Rolniczej. – W pokoju były ciągle imprezy...

Są jednak również reakcje pozytywne. Do osób zadowolonych z akademikowego życia zalicza się Agnieszka studiująca na UJ: – Szczerze mówiąc, jestem nawet trochę rozczarowana. Myślalam, że w akademiku trwa niekończąca się impreza, a u nas jest tak spokojnie...

Wszyscy są jednak zgodni co do jednego: akademiki nie porażają luksusem. Wiele z nich aż prosi się o remont. Nigdy nie zapomnę ściany w pokoju kolegów, gdzie na białym tle ktoś narysował węglem postaci trzech diabłów i podpisał swe dzieło "3 x Ł" (mieszkalo tam trzech chłopców o imieniu Łukasz). Obraz, który znam głównie z opowieści innych oraz nielicznych własnych wizyt w akademikach spróbowałam zestawić z sytuacją akademikową w Niemczech. Zamieszkanie w jednym z domów studenckich naszego zachodniego sąsiada wiązało się dla mnie z niejednym zaskoczeniem.

Fragment pokoju w niemieckim akademiku. Fot.: U.A.MarczewskaPo pierwsze, niemal całkowity brak kontroli w życiu codziennym. Osobą nadzorującą funkcjonowanie akademika jest dozorca, który często jednak mieszka w innym budynku. To on nadzoruje różnego rodzaju prace remontowe. Dla studentów ma zwykle jedną godzinę dziennie, podczas swojego dyżuru. W tym czasie można zgłaszać mu różnego typu usterki. Dozorcy nie interesuje to, że o drugiej w nocy odwiedzą nas przyjaciele - o ile nie zostaną przekroczone przepisy nakazujące spokój po godzinie 23. Zazwyczaj nie ma też większego problemu, jeśli chcemy kogoś przenocować - tutaj również granicą jest zdrowy rozsądek.

Po drugie, większość spraw załatwiana jest jednak w gronie studentów, którzy organizują nie tylko imprezy, ale również zbiorowe sprzątanie wspólnej kuchni czy lazienek. Mimo, iż zatrudniona w tym celu sprzątaczka przychodzi dwa razy w tygodniu, wszystko zawsze lśni. W bogato wyposażonej we wszelkie naczynia kuchni nie ma mowy o tym, by ktoś pozostawił zlew pełen brudnych rzeczy - a jeśli się to zdarzy, winowajca musi się liczyć z tym, że ściągnie na siebie gniew współmieszkańców. Studenci organizują składki, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczane są na ogólne potrzeby danego piętra - środki czyszczące, kosze na odpady, ewentualne naczynia. Organizowane są również specjalne dyżury w kwestii wynoszenia odpadów. Nie brakuje też imprez: większość akademików w Erlangen (Bawaria) prowadzi coś w stylu imprez cyklicznych, odbywających się w dany wieczór tygodnia. Odbywają się one jednak poza przestrzenią mieszkalną. Tu również organizatorami są sami studenci, którzy w piwnicach akademików stworzyli prawdziwe puby z barkiem, stołami i krzeslami. Mimo dość bujnego życia nie można mówić o chaosie. Wszystko jest zorganizowane perfekcyjnie.

Po trzecie, szacunek. Cisza nocna jest naprawdę przestrzegana. Późno w nocy nikt nie robi hucznych imprez w pokoju. Grupę przyjaciół można zaprosić do wspólnego pomieszczenia, gdzie przy dużym stole i za zamkniętymi drzwiami można głośniej porozmawiać i pośmiać się, napić czegoś mocniejszego.

Wyobrażenie o akademikach jest w Bawarii zupełnie różne od tego, jakie panuje w Polsce. Nie zdziałały tego jednak żadne tajemne siły. Jedyną faktyczną różnicą jest tu fakt, że w większości niemieckich akademików każdy student ma osobny pokój. A poza tym? Wszystko zależy od dobrej, ludzkiej woli. Wspólna inicjatywa plus niewielka składka na te same cele potrafi zdziałać cuda. Być może polscy studenci, zamiast czekać w nieskończoność na odgórne zapewnienie lepszych warunków mieszkaniowych, powinni sami coś przedsięwziąć? Pamiętajmy o jednym - akademik to nie tylko miejsce, w którym tymczasowo pozwolono nam mieszkać. To namiastka naszego domu, o który warto wspólnie dbać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

asd
  • asd
  • 01.06.2012 20:40

Kazdy szuka czegos innego. Dla mnie zycie w akademiku jest ok. To tutaj na imprezach poznaje sie cala mase nowych ludzi, to tutaj toczy sie zycie. Jezeli jestes typem czlowieka, ktory woli miec wlasne mieszkanie, cisze, spokoj, to wynajmujesz mieszkanie i siedzisz sam w 4 scianach. W sumie ceny podobne, akademiki nie sa wiele tansze. A ja lubie wyjsc do kumpeli z modulu obok napic sie kawy, wpasc do goscia pietro nizej po wodke i piwo, zabawic sie z kims zupelnie mi nie znanym na imprezie na 7 pietrze. I wszystko za darmo, bez chodzenia po klubach w miescie. Ale kto co lubi - to jak z woodstockiem - jedni uwielbiaja, inni wola jechac na open air czy cos innego i miec wszystko czysto, ladnie, poukladane itd.

Boje sie tego co bedzie w niemczech, a wybieram sie tam na erazmus. Mam tylko nadzieje, ze obok bedzie wielu ukraincow/rosjan/bialorusinow i wszystkich innych i nie bedzie zadnych najazdow policji, bo komus zachce sie cos krzyknac glosniej o 23:01. Jak czytam ten artykul, to widze, ze osoba ktora go pisala, jest moim zupelnym przeciwienstwem - studia pewnie na 5, praca, rodzina, dzieci, eleganckie buciki, paski, wzory, medale... tylko czy zycie nie jest za krotkie na to, zeby zawsze byc grzecznym jak rodzice kazali?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agato, a ten akademik UJ to przypadkiem nie przy Bydgoskiej? :-) Straszył "od zawsze"!

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja tam bylam akurat tego dnia kiedy kazali ewakuwoac, wolalam nie ryzykowac rzuceniem informacji ktora by sie oakzala plotka.... ale to smutne ze nasze akademiki sa w takim stanie:/

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://miasta.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,3820518.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety, Marto, potwierdzone: http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070106/POWIAT16/70105050

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze, ze poruszylas ten temat. za akademiki tez trzeba sie wziac. ostatnio bedac u mojego chlopaka w zielonej gorze była wielka akcja bo podobno akadmeik zielonogorski grozi zawaleniem. miala odbyc sie ewakuacja. byly to informacje niepotwierdzone, dlatego nie zabralam sie za tworzenie informacji. ale plusik ula:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.